- Dwa lata szukam pracy zgodnej z moimi kwalifikacjami - mówi Panasiuk, dziś bezrobotny, w przeszłości dyrektor lubelskiego oddziału
ZUS. - Ciąży na mnie odium prokuratorskiego śledztwa. Jak mam przekonać kogoś, że od początku działałem uczciwie i profesjonalnie, skoro odwołano mnie w atmosferze wielkiego skandalu?
Mimo zmieniających się rządów kierował lubelskim ZUS przez sześć lat. Został odwołany pod koniec sierpnia 2009 r. Pogrążyły go ustalenia CBA i pokrywające się z nimi wyniki kontroli centrali ZUS. Świadczyć miały o poważnych nieprawidłowościach.
CBA zawiadomiło prokuraturę. A ta właśnie zakończyła ponadroczne śledztwo umorzeniem.
Prokuratorzy badali trzy wątki. Pierwszy dotyczył umorzenia miliona złotych zaległości. Pieniądze ZUS-owi było winnych 14 przedsiębiorstw. - ZUS po prostu już nie mógł nic odzyskać. W większości chodziło o firmy działające na początku lat 90., które dawno upadły. ZUS postąpił dobrze, umarzając te zaległości, bo mógł się skupić na ściąganiu należności bieżących - wyjaśnia Romuald Sitarz z Prokuratury Okręgowej w Zamościu.
Śledczy sprawdzali też, czy Panasiuk nie popełnił przestępstwa, pozwalając czterem firmom oddawać prawie 10 mln zł zaległych składek w ratach. Chodziło o dwóch deweloperów, sieć aptek oraz państwowy WSK PZL Świdnik.
Świdnicki zakład miał spore problemy finansowe. Panasiuk pozwolił mu w ratach płacić zaległe składki. Dzięki temu producent śmigłowców mógł startować w przetargach publicznych wymagających zaświadczenia o niezaleganiu ze składkami. Gdyby Panasiuk nie poszedł fabryce na rękę, zadłużałaby się jeszcze bardziej.
Dyrektor przekonywał, że nie mógł postąpić inaczej, bo byłoby to niemoralne, niezgodne z prawem i groziłoby nawet upadłością zakładu. CBA odrzuciło jego uwagi. Prokuratura i w tym przypadku oczyściła byłego dyrektora. - Dzięki układom ratalnym z ZUS firmy nie tylko spłacają lub już spłaciły zaległości, ale też regulują bieżące zobowiązania. Udało się im uratować przed upadkiem, a tym samym ochronić miejsca pracy - wylicza prokurator Sitarz.
CBA starało się też wykazać, że Panasiuk mógł dzięki swoim decyzjom osiągnąć osobiste korzyści. Od jednego z deweloperów kupił garaż. Agenci obliczyli, że zapłacił o 10 tys. zł mniej niż na wolnym rynku. Prokurator nie doszukał się cienia dowodów na korupcję, a między kupnem garażu a korzystną dla dewelopera decyzją minęły prawie trzy lata.
- Śmiem twierdzić, że od początku postępowanie CBA było wymierzone we mnie jako dyrektora. Pytanie tylko, czy CBA chroni jeszcze interesy państwa i jego obywateli, czy spełnia tylko funkcję destrukcyjną? - zastanawia się Andrzej Panasiuk.
Rzecznik CBA Jacek Dobrzyński mówi, że Biuro, jak inne służby specjalne, nie komentuje działań prokuratury.
Decyzja o umorzeniu śledztwa nie jest prawomocna. Do sądu może złożyć zażalenie centrala ZUS. Do wczoraj nie dostaliśmy odpowiedzi, czy tak postąpi.