http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

W PO można mówić, co się myśli

Rozmawiała Renata Grochal
2011-01-22, ostatnia aktualizacja 2011-01-21 20:01

Rafał Grupiński
Rafał Grupiński
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Rozmowa z Rafałem Grupińskim wiceszefem klubu PO



Dlaczego marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna skrytykował rząd, mówiąc, że spóźnił się z reakcją na raport MAK?

Marszałek powiedział o swoim odczuciu, które było zgodne z odczuciem większości opinii publicznej i członków PO. Zresztą nie chodziło tu o brak reakcji rządu, tylko raczej o jej siłę, bo w dniu publikacji raportu MAK odbyła się konferencja Jerzego Millera, szefa polskiej komisji do zbadania przyczyn katastrofy. Ale właściwa reakcja, czyli konferencja, na której zaprezentowano nagrania z wieży kontroli lotów w Smoleńsku, odbyła się tydzień później.

Słowa marszałka zostały przez wielu odebrane jako atak na premiera dzień po tym, jak odpierał w Sejmie zmasowany atak opozycji, zarzuty o zdradę stanu.

- Rozumiem tytuły w prasie: " Schetyna atakuje Tuska", bo to jest smakowite. Ale PO jest partią, w której zawsze mogliśmy mówić to, co myślimy. Tym różnimy się od PiS. Jesteśmy partią wielonurtową, a marszałek, występując publicznie, nie występuje już wyłącznie jako przedstawiciel partii, lecz jako marszałek całej Izby. Wobec tego musi zabierać głos w sposób mniej jednostronny.

Ale jaki był cel tej wypowiedzi?

- W mojej ocenie tylko taki, że w sytuacji, gdy rząd znał tezy raportu MAK już w grudniu, bo przygotował obszerną odpowiedź na projekt raportu, mógł też wcześniej przygotować odpowiedź na wypadek publikacji raportu przez stronę rosyjską bez uwzględnienia polskich uwag.

Jarosław Kaczyński od razu powiedział: "PO pogrąża się w kryzysie, nie umie rządzić, a jedyną partią, której zależy na wyjaśnieniu katastrofy smoleńskiej, jest PiS".

- W sprawie katastrofy PiS używa języka agresji, wręcz chamstwa. Myślę tu o zachowaniu wobec premiera posła Mariusza Kamińskiego. Wskazanie przez marszałka na to, co zauważyła chyba cała opinia publiczna, nie może być traktowane jako rozgrywka wewnątrzpartyjna, a tym bardziej symptom kryzysu w PO. W Platformie nie ma żadnego rozłamu. W czwartek mieliśmy zarząd krajowy. Premier i marszałek jednym głosem mówili o przygotowaniach do kampanii wyborczej.

Jednak o każdej sprawie, która jest trudna, powinniśmy mówić w PO otwarcie. I zawsze tak postępowaliśmy. Najgorzej byłoby, gdyby co innego mówiło się w kuluarach, a co innego opinii publicznej.

Otoczenie premiera nie najlepiej przyjęło tę krytykę. Rzecznik rządu powiedział, że nikt nie bronił marszałkowi natychmiastowej reakcji na raport MAK.

- Marszałek nie znał jego treści. Trudno, żeby za rząd przygotowywał argumenty, które miały być odpowiedzią. Nikt z nas w Sejmie nie znał tego raportu przed publikacją.

Marszałek coraz częściej dystansuje się wobec rządu - krytykował plany podwyżki podatku VAT, brak reform, doradzał premierowi dymisję ministra infrastruktury.

- Powtórzę, marszałek ma prawo do odrębnego głosu, bo reprezentuje nie tylko własną partię, ale cały Sejm. Nie ma jednak rządowej ustawy, która nie byłaby wspierana przez klub PO w Sejmie.

Właśnie się pojawiła. Grzegorz Schetyna jest przeciwny ustawie zmieniającej zasady powoływania członków rad nadzorczych spółek. Odesłał ją do ponownych konsultacji społecznych.

- Nie twierdzę, że nie ma tu różnicy w ocenie jakości tej ustawy i jej znaczenia dla przejrzystości życia publicznego. Przypuszczam, że dlatego marszałek skierował ją do konsultacji społecznych.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':