Minęło ledwie osiem miesięcy, odkąd zebrał się nowo wybrany parlament Węgier - i odkąd słowa i czyny partii Fidesz i rządu wywołały zamęt w życiu politycznym kraju, działaniu państwa i gospodarki. Żyjemy w nieustannym zadziwieniu - jeszcze nie otrząsnęliśmy się ze zdumienia po jednej politycznej nowinie, kiedy pojawia się nowa. Trudno ustać na nogach w tym wirze wydarzeń, uprzytomnić sobie ich wagę.
Przystańmy więc, nabierzmy tchu i pomyślmy, co się naprawdę stało. Spróbujmy złożyć z setek szczegółów całościowy obraz zmian. Co stało się z tym krajem w tak krótkim czasie?
Trzeba osobnego studium, żeby przedstawić sytuację, w jakiej znalazły się
Węgry po dojściu do władzy obecnej ekipy. Pominiemy pytanie, kto i w jakiej mierze ponosi za to odpowiedzialność - który polityk, partia, grupa interesu. Pominiemy też opis zaszłości polityczno-ekonomicznych. Mowa będzie tylko o tym, co partia i rząd, które przejęły władzę wiosną 2010 r., zrobiły dotąd.
Skupię się na ośmiu obszarach, których analiza pozwoli wskazać najważniejsze zmiany. Nie myślę o żadnych odkryciach. Omawiając każdy z tych obszarów pójdę w ślady tych, którzy zajmowali się nimi przede mną, pewnie nawet bardziej szczegółowo. Zamiarem moim jest całościowe podsumowanie obecnej sytuacji.
1. Demokracja Od lat 1989-90 do wiosny 2010 r. na Węgrzech była demokracja. Już jej nie ma - formą rządów stała się autokracja.
Żeby stwierdzenie to było w pełni zrozumiałe, wyjaśnić muszę, jak rozumiem demokrację. W oficjalnej doktrynie wschodnioeuropejskiego socjalizmu mówiło się o "demokracji ludowej", potępiając jednocześnie formalną, "burżuazyjną" demokrację Zachodu. Otóż sprawujący dziś władzę na Węgrzech twierdzą, że ich rządy są ucieleśnieniem demokracji.
Moja definicja demokracji wychodzi nie od czyichkolwiek roszczeń i aspiracji ("niech rządzi naród"), tylko realnych praktyk. Spójrzmy na kraje uznawane zwykle za rozwinięte demokracje, m.in. kraje Europy Zachodniej i Ameryki Północnej, Australię, Japonię. Co je łączy? Nie chodzi o cechy zapisane w konstytucjach, wynikające z tradycji i historycznych konwencji. Liczy się demokratyczna praktyka.
Najważniejsze cechy demokracji to:
** Ścisły podział władz.
** Przekazanie niektórych ważnych zadań rządu ciałom od niego niezależnym.
** Wyraźne oddzielenie względnie wąskiego grona politycznych nominatów od szerokiej rzeszy urzędników państwowych i pracowników sektora publicznego, których niezależności i posadom nie zagrażają polityczne zmiany.
** Zasada checks and balances, zgodnie z którą żadna z władz ani instytucji państwa nie może zyskiwać na dłużej przewagi, bo zapobiegają temu inne władze i instytucje.
** Uchwalanie ustaw przez parlament poprzedzają szeroka debata i negocjacje, a potem szczegółowe, a więc czasochłonne debaty parlamentarne; w niektórych krajach proces negocjacji reguluje prawo, ale demokratyczna kultura polityczna jest silniejszą od jego litery przesłanką nakazującą poprzedzenie uchwał negocjacjami i szczegółową, odpowiedzialną debatą w parlamencie.
Trudno uwierzyć, jak głębokie rany zdążył zadać demokracji rząd Viktora Orbána i jego partia Fidesz, jak wiele zdołali popsuć głównych jej instytucji, które pojawiły się w minionym 20-leciu.
** O wszystkim decyduje "władza centralna".
** Zarzucono praktykę szerokiej debaty i negocjacji przed wprowadzeniem nowych praw. Parlament stał się maszynką do głosowania, która produkuje ustawy taśmowo, z niewiarygodną szybkością.
** Stojący na czele węgierskiego państwa prezydent republiki nie jest już ponadpartyjną, reprezentującą naród osobistością, tylko gorliwym wyznawcą partii.
** Kluczowe stanowisko prokuratora generalnego zajął wypróbowany zwolennik partii rządzącej.
** Państwową komisję wyborczą zastąpiono przed upływem kadencji nową, złożoną niemal wyłącznie ze zwolenników Fideszu.