Inflacja w Chinach w grudniu wzrosła do 4,6 proc., w Indiach przekroczyła 8,4 proc. Analitycy rynkowi odczytują te sygnały jasno. Banki centralne azjatyckich krajów rozwijających się będą zmuszone do zacieśnienia polityki pieniężnej, a to oznacza przykręcenie kurka z kredytami, a co za tym idzie - ostudzenie szybkiego wzrostu gospodarczego. To tego właśnie przestraszyli się inwestorzy w czwartek.
W piątek było już dużo spokojniej. Główny indeks w Szanghaju zyskał tym razem 1,4 proc. po niemal 3-proc. spadku dzień wcześniej. Jednak tokijski Nikkei stracił niemal 1,6 proc., a główny indeks w Dżakarcie ponad 2 proc. Szczęśliwie inwestorzy w Europie stwierdzili, że przecena z ostatnich dwóch dni wystarczy.
Inwestorów na Starym Kontynencie podbudowały informacje z Niemiec. Okazało się, że wskaźnik Ifo obrazujący nastroje w gospodarce wzrósł do najwyższego poziomu od 20 lat. Indeks jest opracowywany na podstawie danych pochodzących z 7 tys. firm. Inwestorzy zaczynają wierzyć, że i w tym roku niemiecka gospodarka może sobie radzić lepiej od oczekiwań. W środę niemieckie ministerstwo gospodarki podniosło prognozę wzrostu gospodarczego Niemiec na ten rok do 2,3 proc.
Na koniec piątkowych notowań indeksy europejskie zyskały nawet 1-2 proc. Dobrze sobie radził madrycki IBEX35 czy francuski CAC40. Indeks największych spółek w Warszawie - WIG20 - miał szansę na całkiem solidny wzrost, bo jeszcze około godziny 16 zyskiwał nawet ponad 1 proc. Jednak słabnący zapał inwestorów amerykańskich do kupowania za oceanem sprawił, że ostatecznie WIG20 zyskał tylko niecałe 0,3 proc. Dobrze poradziły sobie spółki paliwowe - Lotos zyskał 2,7 proc., a PKN Orlen - 2,5 proc.
Na rynku walutowym złoty od rana umacniał się względem głównych walut. Późnym popołudniem euro kosztowało 3,87 zł, dolar 2,85 zł, a frank szwajcarski nieco ponad 2,97 zł. W kolejnych tygodniach siła naszej waluty będzie zależała od tego, jak mocno "jastrzębio" będą się wypowiadali członkowie Rady Polityki Pieniężnej, którzy w środę podnieśli stopy procentowe o 0,25 pkt proc. Dużo zależy od nastrojów w Europie, ale też od przedstawienia przez Polskę wiarygodnego planu obniżenia deficytu sektora finansów publicznych do 3 proc. PKB w 2012 r. Tego domaga się od nas Komisja Europejska. Pytanie, czy nasz rząd zdoła usatysfakcjonować Brukselę tuż przed wyborami parlamentarnymi w Polsce.