Jak Ty kupujesz? Czekamy na listy: listydogazety@gazeta.pl
>
Bydgoszcz, niedzielne południe. Tłumy w największym centrum handlowym w województwie, trudno znaleźć miejsce na parkingu na 1,2 tys. samochodów. Klienci, którzy przyjeżdżają tu z Nakła, Grudziądza, Solca Kujawskiego i okolicznych wsi, parkują więc pod pobliskim kościołem. - I zaczyna się zakupowy szał ciał, który trwa do wieczora - opowiada Patrycja Rokicka, pracownica jednego ze sklepów galerii Focus Mall.
Wieczorem w sklepach z ciuchami krajobraz jak po bitwie: sukienki, staniki, stringi, kalosze i połamane wieszaki walają się po podłodze. Podobnie jest w większości galerii handlowych.
Z najnowszego badania CBOS wynika jednak, że aż 86 proc. Polaków deklaruje, iż nie spędza wcale lub prawie wcale wolnego czasu w sklepach. - Wśród badanych nie widać problemu zakupoholizmu, ale co weekend centra handlowe pękają w szwach - przyznaje Katarzyna Wądołowska z CBOS.
85 proc. Polaków przyznaje, że robi zakupy. Kobiety znacznie częściej niż mężczyźni chodzą na nie same. Coraz bardziej przegrywają małe sklepy, najchętniej kupujemy w supermarketach i hipermarketach. A książki, płyty muzyczne i filmy - przez internet.
Przy zakupach bierzemy pod uwagę przede wszystkim cenę (76 proc.). Dla ponad połowy istotna jest jakość. Znana marka jest ważna przede wszystkim dla młodych.
Prawie wszyscy Polacy deklarują, że nie wierzą reklamie (tylko 5 proc. przyznało, że się nią sugeruje). - Mimo iż reklamuje się wszystko, a powszechność reklam jest niekwestionowana, Polacy uważają, że najczęściej ufają opiniom znajomych czy informacjom na opakowaniu - wyjaśnia Wądołowska.
89 proc. badanych uważa, że kupuje tylko rzeczy niezbędne i stara się być oszczędnym. Co ósmemu zdarza się kupować spontanicznie. Ponad trzy czwarte woli odłożyć pieniądze na kupno czegoś droższego, niż zaciągnąć pożyczkę. Polacy twierdzą, że coraz częściej idą na zakupy z listą.
Przez dwa lata spadła liczba Polaków robiących zakupy w niedzielę (z 71 proc. do 62). Po sklepach buszują wtedy przede wszystkim menedżerowie i specjaliści. Uważamy (a może usprawiedliwiamy się), że odwiedzanie sklepów w weekend bardzo często wynika z konieczności.
Od lat psychologowie reklamy alarmują, że Polacy nie radzą sobie z promocjami. Kupują mnóstwo zbędnych rzeczy, dlatego że były dobrze reklamowane.
Tymczasem w badaniu CBOS połowa Polaków twierdzi, że nie kupuje ze względu na promocję. 70 proc. dodaje, że nigdy nie pozwala sobie na zakupowe szaleństwa (kupują to, co potrzebne, po jak najniższej cenie).
Specjaliści są pewni, że jest na odwrót. - Wszyscy dajemy się nabrać - mówi Piotr Haman, wiceprezes Cursor SA, specjalizujący się w ustawianiu towaru na półkach, tak by lepiej się sprzedał. - Sam zachowuję się jak normalny konsument i nie kontroluję odruchów. To nie czarodziejskie sztuczki, ale standardowe bezwiedne zachowania wykorzystywane w sprzedaży: patrzymy na półkę jak na tekst od lewej do prawej, wzrok zatrzymujemy na środkowej części regału. To się sprawdza nie tylko w sklepie. Mam pomarańczową walizkę i ona zawsze na lotnisku wyjeżdża pierwsza, bo bagażowy, podobnie jak każdy, ma odruch sięgania po nietypowe kolory. Ludzie myślą o sobie inaczej, niż jest w rzeczywistości.
- Jak spytamy przeciętnego Polaka, czy wierzy w reklamę proszku, powie, że on nie, ale inni są na nią bardzo podatni. Z kolei jak go spytamy, czy działają na niego kampanie społeczne ostrzegające np. przed szybką jazdą
samochodem, powie, że tak, ale inni tego nie zauważają - komentuje Remigiusz Koc, psycholog społeczny z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego.
- Tłumaczymy kupowanie jako formę obowiązku - mówi Koc. - Nikt świadomy nie chce myśleć o sobie: "Nazywam się Anna. Wolny czas spędzam w galeriach handlowych. To moje hobby". To nie jest dobrze widziane. Lubimy o sobie myśleć jako o osobach racjonalnych. A prawda jest taka: wśród nas są tysiące zakupoholików.
CBOS, 7-14 grudnia 2010 r., próba reprezentatywna 879 osób