- Los tych, o których tak zawzięcie walczą teraz w UE, leży wyłącznie w ich rękach. Siedzenie w areszcie jak mysz pod miotłą jest bez perspektyw. Podobnie jak czekanie, że przyjdą Amerykanie czy Europejczycy i ich uwolnią - odgrażał się wczoraj Łukaszenka, sugerując, że zatrzymani opozycjoniści powinni zdradzić swych mocodawców z Zachodu. - Jeżeli ktokolwiek użyje wobec naszego kraju sankcji, będziemy musieli niezwłocznie na to zareagować, przygotować nawet najbardziej ostre kroki - zagroził rządzący od 16 lat dyktator, nie podając żadnych szczegółów.
Unia podejmie decyzję o sankcjach wobec Mińska podczas posiedzenia szefów dyplomacji krajów UE planowanego na 31 stycznia. Przyjęta wczoraj rezolucja Parlamentu Europejskiego wzywa kraje Unii, by przywróciły sankcje wizowe wobec blisko 40 przedstawicieli reżimu (zawieszono je w 2008 r.) oraz urzędników odpowiedzialnych za fałszerstwa i prześladowania opozycji po grudniowych wyborach prezydenckich. Ashton już przed tygodniem mówiła, że Łukaszenka może dostać zakaz wjazdu do UE i wydaje się, że ta propozycja ma poparcie szefów dyplomacji.
Ponadto europosłowie chcą, by reżim Łukaszenki odciąć od kredytów Międzynarodowego Funduszu Walutowego czy też Europejskiego Banku Inwestycyjnego, rozważyć zamrożenie udziału Mińska w unijnym Partnerstwie Wschodnim i zamrozić na Zachodzie aktywa bankowe Białorusinów odpowiedzialnych za represje polityczne. Prestiżowym ciosem dla Mińska mogłoby też być - co postulują europosłowie - odwołanie hokejowych mistrzostw świata na Białorusi w 2014 r.
Jednocześnie europarlament postuluje m.in. zwiększenie pomocy do niezależnych mediów oraz grantów dla białoruskich studentów. Jako "dobry przykład" podaje decyzję Polski o nałożeniu własnych restrykcji wizowych przy jednoczesnym ułatwieniu dostępu do UE dla zwykłych obywateli Białorusi (zniesienie opłat za wizy i stypendia dla studentów).
Europarlament chce też wysłać na
Białoruś delegację, której celem byłoby m.in. zapoznanie się ze sposobem traktowania aresztowanych opozycjonistów. Nie wiadomo jednak, czy Mińsk zezwoli na jej wjazd i - co ważniejsze - na spotkania z represjonowanymi.
- Czy do naszego wyjazdu dojdzie, powinno zależeć od programu wizyty, który będzie uzgadniany ze stroną rządową na Białorusi - mówi europoseł Jacek Protasiewicz z PO.
Pogorszenie relacji między Białorusią i Zachodem nie martwi Rosji, która uznaje Mińsk za swoją strefę wpływów i próbuje od lat 90. ugruntować dominację na tym obszarze. Premier
Władimir Putin, który przed kilku laty mówił otwarcie o przyłączeniu Białorusi do Rosji, przyjął wczoraj - co odebrano jako gest wsparcia dla Mińska - białoruskiego premiera Michaiła Miasnikowicza. Szef rosyjskiego rządu zapowiedział, że Moskwa pomoże Białorusi wybudować elektrownię atomową. Putin odwiedzi Mińsk w lutym bądź marcu.
W dzisiejszej uroczystej inauguracji prezydenta Łukaszenki na znak protestu nie weźmie udziału żaden z ambasadorów krajów UE w Mińsku ani szef tamtejszego przedstawicielstwa Komisji Europejskiej.