http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Budżecik domowy

Wojciech Staszewski
2011-01-23, ostatnia aktualizacja 2011-01-28 13:28

Łatwiej pójść ze sobą do łóżka niż do banku. Pieniądze są w rodzinie większym tabu niż seks
Łatwiej pójść ze sobą do łóżka niż do banku. Pieniądze są w rodzinie większym tabu niż seks
Fot. Paweł Kozioł /AG

Pieniądze to większe tabu niż seks. Łatwiej pójść ze sobą do łóżka niż do banku

Pieniądze - tabu większe niż seks
Rys. Piotr Socha
Pieniądze - tabu większe niż seks
ZOBACZ TAKŻE

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Panie marszałku, czego świat wielkich finansów mógłby nauczyć ludzi układających budżety domowe? - pytam Marka Borowskiego, posła, niegdyś marszałka Sejmu, wicepremiera i ministra finansów.

- Ci, którzy mają mało pieniędzy, wiedzą, jak oszczędzać. A ci, którzy mają więcej, nie powinni udzielać im rad.

- Ale pytam nie o oszczędzanie, tylko o to, jak tworzyć budżet rodzinny. Lepsze są dwa osobne konta czy jedno wspólne?

- Jeżeli ma to być wspólne gospodarowanie, to lepiej z jednej kupki. Chociaż ja pokrywam wydatki stałe, a resztę pieniędzy oddaję żonie. A jak potrzebuję na coś, to mówię i dostaję.

- Żona jest w pana domu ministrem finansów?

- Na pewno. Prezesa NBP nie mamy, zamiast niego jest dwuosobowa Rada Polityki Pieniężnej wybrana na nieokreśloną kadencję, która planuje inwestycje długofalowe. I jeszcze premier, który określa bieżące kierunki.

- Kto jest u państwa premierem?

- Wymiennie. Jak trzeba kupić odkurzacz albo żelazko i znaleźć odpowiednią proporcję między ceną i jakością, to ja. A w kwestiach obuwia, ubrania decyduje żona.

- O pańskich ubraniach też?

- Zwłaszcza o moich. Inaczej nie wyglądałbym dobrze. Premier powinien być kolegialny. A kto będzie ministrem finansów na bieżąco administrującym kasą, to sprawa drugorzędna.

Ewa: Chciałam pralkę, a on nie

Ewa (40 lat, miesięczny budżet ok. 3 tys. zł) miała z mężem wspólne konto. W cudownych dla biznesu latach 90. założyli spółkę w branży ogrodniczej (w 80 proc. należała do niej). - Kiedy zdobywaliśmy miejsce na rynku, mieliśmy wspólny cel. Kiedy z firmy zaczęły płynąć pieniądze, zaczęły się problemy.

On miał pensję 15 tys. zł, ona comiesięczny odpis też 15 tys. - Ja utrzymywałam rodzinę, inwestowałam w drugi zakład, wybudowałam dom. A on? Jak zobaczyłam wrzucone w koszty reprezentacyjne firmy faktury ze sklepów z damską bielizną, to wiedziałam, na co wydaje - opowiada Ewa. - Starał się tak dowartościować. Bo ja byłam młodsza, z pomysłami, szefowa w firmie, nie mógł tego znieść.

Kiedy Ewa urodziła dziecko, mąż przelał pieniądze ze wspólnego konta na swoje. - Musiałam prosić o pieniądze na kosmetyki. Chciałam płaszcz, a on - po jaką cholerę, skoro mam tyle kurtek. Chciałam pralkę, a on, że jego matka czwórkę dzieci wychowała bez pralki.

Wtedy Ewa założyła własne konto. - Każda kobieta powinna mieć swoje konto. Z szacunku dla samej siebie - uważa dziś.

Potem był rozwód, bankructwo firmy, upadek kolejnej. Ewa przeprowadziła się z Mazur do Warszawy. Nie jeździ już autem z salonu, tylko tramwajami, kupuje produkty z niższej półki i denerwują ją dekoracje świąteczne.

Katarzyna: Czasem coś kupię i ukrywam

- Po urodzeniu dzieci pracowałam na pół etatu i czułam się jak nędzarz. Ciuchów prawie nie kupowałam, fryzjer raz na trzy miesiące, książka czy płyta podobnie - opowiada Katarzyna z Torunia (35 lat, budżet rodzinny ok. 10 tys. zł). - Mąż niczego mi nie zabraniał, tylko informował o stanie konta. Raz się pokłóciliśmy, czy kupić pralkę, czy telewizor. Mąż mi potem powiedział: "Albo przestań marudzić, albo zmień pracę". Zmieniłam, on awansował, spłaciliśmy mieszkanie i stanęliśmy na nogi.

Mają jedno konto, nie muszą liczyć każdej złotówki, ale uzgadniają większe wydatki. Czasem mąż mówi Katarzynie, że musi się wstrzymać z ciuchami, bo trzeba pomalować kuchnię albo zapłacić ubezpieczenie za samochód. Z jedzeniem nie szaleją, wakacje tylko w Polsce, zgodnie wydają na dzieci (szkoła społeczna, wycieczki, treningi), Katarzyna na książki, a jej mąż na płyty.

Źródło: Duży Format
  • 16 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    27 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':