Rektorzy szkół niepublicznych skupieni wokół Polskiego Związku Pracodawców Prywatnych Edukacji "Lewiatan" oprotestowali wczoraj przygotowaną przez Ministerstwo Nauki nowelizację. - Bo prowadzi do monopolu szkół publicznych i do upadku szkół niepublicznych, zwłaszcza w mniejszych ośrodkach - mówił Krzysztof Pawłowski, założyciel Wyższej Szkoły Biznesu w Nowym Sączu i Tarnowie.
Według rektorów uczelni niepublicznych reforma (prace nad nią trwały od początku kadencji rządu) niewiele zmienią, jeśli chodzi o konkurencyjność. - Nie wprowadzą mechanizmów, które by eliminowały szkoły "złe", niezależnie od ich statutu własnościowego - mówi prof. Daria Lipińska-Nałęcz, rektor warszawskiej Uczelni Łazarskiego.
Spośród prawie dwóch milionów polskich studentów mniej więcej 700 tys. uczy się na uczelniach niepublicznych. Ich rektorzy chcą, by państwo dofinansowywało naukę u nich na zasadzie "bonu" idącego za studentem na
studia stacjonarne. Na uczelniach publicznych za takie studia się nie płaci, w niepublicznych jest czesne. To - według rektorów tych uczelni - narusza konstytucyjną zasadę równego dostępu do edukacji. - Dajmy studentom wolny wybór, gdzie chcą studiować - mówi prof. Lipińska-Nałęcz.
Inne zastrzeżenia? W nowelizacji jest zakaz pracy na dwóch etatach, dla - jak argumentuje minister nauki
Barbara Kudrycka - poprawy jakości nauczania (na drugi etat trzeba będzie mieć zgodę rektora). To - twierdzą rektorzy - ograniczenie swobody zatrudnienia. - Poza tym niczego to nie zmieni. Naukowiec może pracować na umowę-zlecenie zamiast na drugim czy trzecim etacie - mówi prof. Lipińska-Nałęcz.
Rektorzy szkół niepublicznych krytykują także zniesienie niektórych opłat dla studentów, np. za powtarzanie roku czy egzaminy poprawkowe. Nie podoba im się także założenie, że ma być mniej stypendiów naukowych kosztem socjalnych.
- To też nam ograniczy pomoc dla studentów - uważają rektorzy uczelni niepublicznych
- Jednak dzięki nowelizacji ustawy uczelnie niepubliczne dostaną pieniądze na prowadzenie studiów doktoranckich - broni projektu Bartosz Loba, rzecznik Ministerstwa Nauki. Tłumaczy, że to jest właśnie finansowanie jakości. Przypomina, że uczelnie niepubliczne dostały od 2008 r. niemal 1 mld zł z pieniędzy unijnych na kształcenie i inwestycje. I że od tego roku mają prawo do pieniędzy budżetowych na finansowanie badań na równi z uczelniami publicznymi.
Nowelizacja wprowadza też nową kategorie uczelni, tzw. Krajowe Naukowe Ośrodki Wiodące, które dostaną od państwa ekstra pieniądze na badania i rozwój. Do tego tytułu uczelnie niepubliczne będą miały dostęp na równi z publicznymi. - To drobiazg i mydlenie oczu - mówi rektor Pawłowski.
Wczoraj nad projektem Ministerstwa Nauki rozpoczęła się dyskusja w sejmowej komisji edukacji. Ustawa ma przejść przez Sejm błyskawicznie - należy do rządowego pakietu tzw. ofensywy jesiennej. Tego właśnie nie chcą rektorzy szkół niepublicznych. - To wprowadzanie zmian tylko po to, żeby się pochwalić, że coś zostało zrobione - dodaje Pawłowski.