http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Pretorianie Łukaszenki

Andrzej Poczobut, Grodno
2011-01-18, ostatnia aktualizacja 2011-01-17 18:50

Milicjant ściga jednego z protestujących przeciw sfałszowaniu wyników wyborów prezydenckich. Mińsk, 19.12.2010
Milicjant ściga jednego z protestujących przeciw sfałszowaniu wyników wyborów prezydenckich. Mińsk, 19.12.2010
Fot. GLEB GARANICH REUTERS

Białoruskie władze tworzą milicyjną superjednostkę, której jednym z głównych zadań będzie rozpędzanie manifestacji opozycji. Wierność funkcjonariuszy reżim Aleksandra Łukaszenki kupuje poprzez tanie kredyty mieszkaniowe i emeryturę w wieku 45 lat

Milicja tłumi demonstrację w Mińsku, która odbyła się po wyborach prezydenckich na Białorusi
Fot. Sergei Grits AP
Milicja tłumi demonstrację w Mińsku, która odbyła się po wyborach prezydenckich...
To ma być najwierniejsza z wiernych jednostek specnazu, czyli specjalnych oddziałów milicji. Jej powołanie wynika m.in. z niezadowolenia po akcji z 19 grudnia zeszłego roku, gdy milicjanci brutalnie rozpędzili największy od 14 lat wiec opozycji w Mińsku. Ok. 20 tys. osób protestowało wtedy przeciwko sfałszowanym wyborom prezydenckim, które znów wygrał - z blisko 80-proc. poparciem - Aleksander Łukaszenka, rządzący Białorusią od ponad 16 lat.

Rekrutacja młodych mężczyzn do nowego pułku specnazu trwa od kilku dni. Superjednostka będzie stacjonować w Mińsku. Kandydaci muszą mieć zaliczoną wcześniej służbę w armii bądź w innej, podobnej jednostce MSW. - Kandydat musi mieć też średnie wykształcenie i dobre warunki fizyczne - podkreśla ppłk. Aleksander Brysiuk, szef działu kadrowego stołecznej milicji.

Chętnych jest mnóstwo - twierdzą władze. Dużo zgłoszeń nadesłali m.in. funkcjonariusze MSW z innych jednostek rozrzuconych na terenie całego kraju. Resort zachęca ich do służby w elitarnym oddziale emeryturą w wieku 45 lat, możliwością otrzymania ulgowych kredytów na zbudowanie własnego domu bądź kupienie mieszkania w stolicy oraz preferencjami przy zdawaniu na studia prawnicze.

- W Mińsku jest dostateczna liczba milicji i specnazu, by walczyć z przestępczością. Dlatego przyczyny powołania elitarnego oddziału są wyłącznie polityczne: chodzi o utrzymanie władzy - mówi "Gazecie" generał MSW w stanie spoczynku Mieczysław Gryb.

By nie stracić panowania nad sytuacją w Mińsku w powyborczą noc 19 grudnia, władze musiały ściągnąć do stolicy specjalne jednostki MSW z całego kraju. Szczególną brutalnością wyróżnili się wtedy funkcjonariusze specnazu z Grodna i Bobrujska.

Specnaz ma opinię pretorian Łukaszenki, gotowych do wykonania każdego rozkazu prezydenta. - Mają wyższą pensję niż pozostali milicjanci i specjalne zajęcia ideologiczne. Są pupilkami władz. Kiedy grodzieński specnaz wrócił z Mińska, funkcjonariuszom urządzono uroczyste powitanie z orkiestrą - opowiada "Gazecie" zastrzegający anonimowość milicjant z Grodna.

W Mińsku już jest jeden pułk specnazu MSW, pod stolicą stacjonuje też brygada wojsk wewnętrznych. Dotychczas były to wystarczające siły, by pacyfikować demonstracje opozycji. Wielki wiec z 19 grudnia wystraszył jednak Łukaszenkę, który - jak sam publicznie przyznał - osobiście podjął decyzję o spacyfikowaniu protestu.

- Łukaszenka rozumie, że jest w trudnej sytuacji - politycznej i gospodarczej - i wyjście z niej widzi we wzmocnieniu sił prewencji. Są mu potrzebne do zastraszenia społeczeństwa - uważa Ryhor Kostusiau, były kandydat na prezydenta z ramienia Białoruskiego Frontu Narodowego.

Politolog Walery Bułhakau dodaje, że Łukaszenka po 19 grudnia jest pod wpływem "siłowego lobby" w swym otoczeniu. To ludzie, którzy nadzorują represje wobec opozycji i dążą do maksymalnej rozbudowy służb specjalnych.

- Oni uważają, że tylko prymitywne mordobicie pozwoli zachować status quo - podkreśla Bułhakau.



Pierwszy list z więzienia Niaklajeua

Żona byłego kandydata na prezydenta Uładzimira Niaklajeua dostała wczoraj od niego pierwszy list z więzienia KGB w Mińsku - podało Radio Swaboda. Z listu Wolha Niaklajeu wnioskuje, że nie wszystkie paczki, jakie przesyłała mężowi, doszły do niego. Prosi on bowiem o przedmioty, które przekazywała dwa tygodnie temu. List jest datowany na 12 stycznia.

Obrończyni Niaklajeua, która widziała go 29 grudnia, mówiła po spotkaniu, że do Nowego Roku Niaklajeu wysłał siedem listów z aresztu.

Tuż przed rozpoczęciem wielkiego wiecu opozycji 19 grudnia Niaklajeu został ciężko pobity przez nieznanych sprawców. Kilka godzin później kilku funkcjonariuszy KGB wyniosło go ze szpitala. Grozi mu do 15 lat więzienia za zorganizowanie i udział w antypaństwowych zamieszkach. Podobne zarzuty postawiono trzem innym byłym kandydatom na prezydenta, którzy też siedzą w więzieniu KGB.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    14 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':