http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Francuska skrajna prawica na wysokich obcasach

Dominika Pszczółkowska
2011-01-15, ostatnia aktualizacja 2011-01-15 01:26

Marine Le Pen sięga po schedę po ojcu, czyli przywództwo francuskiej skrajnej prawicy, i chce uczynić z Frontu Narodowego partię głównego nurtu, która mogłaby wchodzić w koalicje. Właśnie tego najbardziej boją się jej przeciwnicy.

ZOBACZ TAKŻE
Odbywający się w ten weekend konwent Frontu w Tours będzie historyczny. Na emeryturę odchodzi założyciel partii i jej przywódca przez prawie 40 lat, 82-letni Jean-Marie Le Pen. To jeden z najsłynniejszych skrajnie prawicowych polityków Europy. Zasłynął nazywaniem obozów zagłady "detalem" historii i tym, że w 2002 r. zszokował Francję i Europę, wchodząc do drugiej tury wyborów prezydenckich, pokonując kandydata lewicy Lionela Jospina.

W weekend członkowie partii wybiorą nowego przywódcę. Zdecydowanie największe szanse ma najmłodsza z trzech córek Le Pena Marine. Na jej drodze próbuje stanąć jedynie wieloletni działacz partii Bruno Gollnisch, ale ma na to małe szanse. Zarówno Marine, jak i gorąco popierający ją papa mają nadzieję, że dla Frontu to początek nowej, jeszcze lepszej epoki.

42-latka lubi podkreślać różnice między nią a Le Penem seniorem. Widać je już na pierwszy rzut oka: dynamiczna blondynka w dżinsach i na wysokich obcasach wzbudza sympatię i jest bardzo medialna. Choć tak jak ojciec z wykształcenia jest prawniczką i tak jak ojciec ma trzy córki, podkreśla, że życie ukształtowało ją zupełnie inaczej.

Le Pen senior walczył przeciw siłom niepodległościowymi w Algierii i był z tego dumny. Marine jako ośmiolatka o mało nie zginęła, gdy przeciwnicy Le Pena podłożyli bombę pod jego dom. Le Pen odebrał katolickie wykształcenie i zdecydowanie sprzeciwiał się aborcji. Marine nie ma z aborcją problemu, w dodatku jest dwukrotną rozwódką.

W dziesiątkach wywiadów podkreśla, że nie zamierzała się angażować w politykę. To polityka dogoniła ją, bo tata nie rozgraniczał między życiem prywatnym a zawodowym, a nazwisko Le Pen utrudniało karierę w innych dziedzinach, np. prawniczej.

Różnice nie są jednak tak fundamentalne, jak mogłoby się wydawać. W najważniejszej dla partii kwestii imigracji tata i córka myślą tak samo. Kilka tygodni temu Marine ostro skrytykowała muzułmanów za modły na ulicach Paryża. Tak samo jak ojciec jest przeciwna integracji europejskiej, a ostatnio przekonuje do wyjścia Francji ze strefy euro.

Przeciwnicy Frontu biją na alarm. Obawiają się, że marka Le Pen w nowym, atrakcyjniejszym opakowaniu może jednak przemówić do Francuzów. Sugerują to niektóre sondaże - Marine Le Pen w pierwszej turze wyborów prezydenckich w 2012 r. może uzyskać ok. 13-14 proc. głosów. To wciąż za mało, by wejść do drugiej tury, ale gdy pytanie dotyczy poparcia dla poszczególnych polityków, Marine zbiera aż 27 proc. pozytywnych ocen.

Przyczyna leży po części w słabości prawicy prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego. W wyborach w 2007 r. Sarkozy, uderzając w antyimigranckie nuty, odebrał Frontowi znaczną część poparcia. Teraz prezydent jest niepopularny, a jeśli chodzi o problemy związane z imigracją, nic się nie zmieniło. Wyborcy wracają więc do Frontu. - W 2007 r. Front był zmarginalizowany, ale począwszy od 2010 r. udaje mu się dokonać powrotu na scenę - uważa politolog Pascal Perrineau. Wielu komentatorów szczególnie na lewicy obawia się, że zmodernizowany Front może okazać się atrakcyjnym partnerem koalicyjnym dla prawicy. Tygodnik "L'Express" stwierdził nawet, że "Po dwóch dziesięcioleciach kordonu sanitarnego wokół Frontu coraz częściej słyszy się dziś w [prezydenckiej partii] UMP o możliwości porozumienia w stylu włoskim".

Analitycy z jednej strony uspokajają, że takie porozumienie jest mało prawdopodobne. - Ciągle mówi się o jej popularności w sondażach, lecz te same sondaże pokazują, że zdecydowana większość Francuzów nadal odrzuca Front - mówi Perrineau. Z drugiej przyznają jednak, że Marine skutecznie przedstawia się jako przedstawicielka zupełnie nowej, bardziej umiarkowanej generacji.

Sama Marine ma jasną wizję, co powinno się zdarzyć. W 2012 r. chce się znaleźć w drugiej turze wyborów prezydenckich z przedstawicielem (lub przedstawicielką) lewicy. Wtedy jej zdaniem wydarzenia mogą potoczyć się zupełnie inaczej niż w 2002 r., gdy Francuzi masowo poparli prawicowego Jacques'a Chiraca, żeby tylko nie wygrał Le Pen.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':