http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ruch oporu z czwartej klatki

Iza Michalewicz
2011-01-16, ostatnia aktualizacja 2011-01-13 12:20

Z okazji wznowienia budowy szkielet apartamentowca u zbiegu ul. Emilii Plater i Złotej iluminowano na kolorowo. Inwestorem jest Orco
Z okazji wznowienia budowy szkielet apartamentowca u zbiegu ul. Emilii Plater i Złotej iluminowano na kolorowo. Inwestorem jest Orco
Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Żeby zatrzymać wieżowiec Libeskinda, wystarczyło nas siedmioro. My, zawsze bijemy się do końca. I ja tutaj dowodzę

Tak już wkrótce ma wyglądać apartamentowiec Złota 44
fot. materiały inwestora
Tak już wkrótce ma wyglądać apartamentowiec Złota 44
Daniel Libeskind w dniu podpisania aktu erekcyjnego pod budowę budynku przy Złotej 44
Fot. Grażyna Jaworska / Agencja Gazeta
Daniel Libeskind w dniu podpisania aktu erekcyjnego pod budowę budynku przy...
Jak ten Wielki Budowniczy śmiał nas, cośmy się za Warszawę na śmierć i życie bili, tak zlekceważyć?! Ze wszystkimi dookoła się dogadał, wszystkim popłacił odszkodowania. Ale żeby brać pod uwagę kilkoro staruszków? Można im przecież 12 metrów przed nosem postawić takiego grzmota i niech siedzą cicho!

Zawsze byliśmy szanowanymi obywatelami tego miasta. Za nic niekarani. Bóg, honor i ojczyzna - takie były hasła naszej młodości. I na dzień dzisiejszy ten ruch oporu wobec Libeskinda to jest sprawa naszego honoru.

Jestem wściekła na dewelopera, władze Warszawy. Na media też, że zrobiły z nas szantażystów, antysemitów i cwaniaków łasych na pieniądze. Moje współtowarzyszki są chore, że się je tak szkaluje. A ja nadal jestem w dobrej kondycji i uważam, że pies szczeka, a karawana idzie dalej.

Nazywam się Teresa Wachowiak. Urodziłam się w nieistniejącej już dziś klinice przy Marszałkowskiej 81 lat temu.

Moje dzieci mówią, że cała ta awantura o wieżowiec to dla mnie uniwersytet trzeciego wieku. Babcia trenuje pamięć, refleks i zdobywa wiedzę prawniczą, doprowadzając do stanu wrzenia Wielkiego Budowniczego z Luksemburga. Ale moje dzieci wiedzą, że tak naprawdę to jest bitwa o godną starość.

Wrogowie kapitalizmu

Jean François Ott, prezes Orco Property Group z Luksemburga, fragment bloga:

"W związku ze skargą siedmiu osób nastawionych wrogo do projektu budowa na Złotej została wstrzymana. (...) Dotarła do mnie wieść, że spółka Creative Banking Services ogłosiła chęć zakupu wieżowca w jego obecnym stanie. Potwierdziła nawet, że kwestia pozwolenia nie jest problemem, ponieważ mają zamiar skontaktować się z siedmioma osobami, które złożyły skargę, i dojść z nimi do porozumienia (...) Czy siedmiu protestujących to naprawdę dzielni obywatele miasta walczący o lepszą jakość życia, ponieważ wieżowiec powstaje tuż obok ich domu? Czy też ulegli oni manipulacji konkurencji Orco, w której interesie leży, by sprawa sądowa zakończyła się niepowodzeniem, co pozwoli jej na zgarnięcie wieżowca za drobną kwotę? (...) Kto płaci za tych siedmiu skarżących. Odpowiedź na to pytanie byłaby bardzo ciekawa, mogłaby też wyjaśnić prawdziwe zamiary tych osób ".

To było tak. Jak dowiedzieliśmy się, że w miejscu City Center, pięter osiem, ma powstać wieżowiec - pięter 54, to nas zatkało. Przez tyle lat różni właściciele kolejno przejmowali City i próbowali je nadbudować, ale nikt im nie pozwolił nawet na jedno piętro. A tu nagle zjawia się Nie Wiadomo Kto z Luksemburga i ma poparcie ratusza. Niewiarygodne!

City Center, w którym był Pewex, też stało 12 metrów od naszego bloku. Ale od pierwszego piętra budynek odchodził tarasami, na których posadzono drzewka, co sprawiało, że nie zasłaniał nam ani słońca, ani światła. I jak podlewałam pelargonie, to one pięknie rosły.

Mieszkamy tu wszyscy od 1963 roku. Najstarsza z nas, protestujących, skończyła 89 lat i kiedyś była dentystką. Kolejna, lat 85, po Akademii Sztuk Pięknych, długo pracowała w muzeach. Jest też emerytowana pracownik ministerstwa. I nauczycielka, w wieku starszym, wciąż jeszcze pracuje. Protestuje z nami także jeden pan, lat około 86. Całe życie był architektem. Strasznie wkurzony. Ja ich wszystkich pocieszam i nie pozwalam się poddać. Kiedyś zajmowałam się modą. Pracowałam w fabrykach jako projektant. Cokolwiek zaprojektowałam, zbierała się komisja: dyrektor, kadrowy, polityczny, tacy ludzie, którzy ładną polszczyzną nie umieli mówić. I pytali: co to jest? - Sukienka - mówię. - Kto to będzie nosił?! - No młode kobiety, one lubią sukienki w kwiatki... - Nie ma w kwiatki, proszę projektować z harcerskiego płótna!

Potem widziałam w domach towarowych te szare sukienki, których nikt nie kupował...

W sumie jest nas sześcioro sąsiadów z jednej klatki - numer 4 - i jednego pionu. Jako siódma protestuje wspólnota z Siennej. Bo zorientowała się, że na pobliskiej niedużej ulicy Sosnowej będą kołowały wszystkie samochody ciężarowe i dostawcze. Odbiór śmieci ma trwać bez przerwy, więc ci z Siennej się przerazili, że pod oknami będą mieli na okrągło kawalkadę śmieciarek.

35 tysięcy za podpis

Nasze dzieci na Emilii Plater niemal jednocześnie się rodziły, chodziły do szkoły, a potem miały swoje dzieci. Do dziś, kiedy wyjeżdżamy na wakacje, zostawiamy sobie klucze, żeby jeden drugiemu podlał kwiatki i nakarmił kota. Jesteśmy dość dużą wspólnotą mieszkaniową. Cały blok to 96 mieszkańców. Większość podpisała porozumienie z Orco, że zgadzają się na budowę i wszystkie od niej odstępstwa. Czyli na przykład: wyziewy z kuchni, spaliny z garażu etc. zamiast na dachu będą wypuszczane na pierwszym, szóstym, siódmym i ósmym poziomie budynku. Cały smród będzie więc szedł na nas i bez maski gazowej ani rusz. Owa większość podpisała ten papier w tajemnicy przed nami, bo oni wszyscy nie opierają nosa o garaż wieżowca. Ich okna wychodzą na Pałac Kultury. Orco obiecało też wyremontować dach. A do tego jeszcze był bonus. Puk, puk, dzień dobry, mamy dla pani, pana 15 tysięcy złotych za jeden podpis pod pozwoleniem na budowę. A kolejnych 10 tys. otrzymają państwo, jak już konsjerżka apartamentowca wysprząta pierwsze mieszkania. Należy jednak utrzymać w tajemnicy wszystkie informacje związane z tym porozumieniem oraz nie wydawać jego kopii mieszkańcom budynku "lub jakimkolwiek osobom trzecim".

Nie wolno też mieszkańcom się rozmyślić i zaprotestować w sądzie, bo tego strzeże klauzula wierności: "Spółka ma prawo do wstrzymania (...) płatności (...), jak tylko otrzyma wiadomość o naruszeniu przez któregokolwiek z mieszkańców, w tym mieszkańców klatki IV budynku (...), postanowień niniejszego porozumienia".

Jedna pani z naszej klatki kupiła sobie za te pieniądze futro, ktoś inny - samochód, a reszta ze strachu wpłaciła na książeczkę. Boją się, że kiedyś będą musieli oddać.

Mnie i moim sąsiadkom z pionu proponowano 35 tysięcy za podpis. - Pan mnie obraża - powiedziałam ich prawnikowi na spotkaniu i wyszłam.

Sąd za list

Przez cały PRL mieszkałam w centrum. Mam tu przychodnie medyczne dla kombatantów, stomatologa, apteki. Do teatru, filharmonii idę piechotą. To ważne dla mnie, starej, że nikogo nie muszę prosić o pomoc. I inni tak samo. Myślałam, że zostaniemy tu do końca życia. Dlatego mając już lat 70, zrobiłam w tym mieszkaniu generalny remont. Wszystko wymieniłam: przewody elektryczne, łazienkę, kuchnię. Skromnie, ale żeby na starość nie mieć problemów.

Źródło: Duży Format
  • 216 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    167 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':