http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Startujemy

rozmawiała Teresa Torańska
2011-01-15, ostatnia aktualizacja 2011-01-15 23:10

Jerzy Bahr
Jerzy Bahr
Fot. Adam Golec / Agencja Gazeta

- Byłem przy prezesie Kaczyńskim, kiedy szedł do ciała brata. Trzymałem go pod rękę. Ostatnich kilkanaście kroków zrobił sam - z Jerzym Bahrem, byłym ambasadorem RP w Federacji Rosyjskiej, rozmawia Teresa Torańska

Jerzy Bahr, b. ambasador RP w Federacji Rosyjskiej
Fot. Adam Golec / Agencja Gazeta
Jerzy Bahr, b. ambasador RP w Federacji Rosyjskiej
Jarosław Kaczyński po oględzinach zwłok brata w Smoleńsku
Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
Jarosław Kaczyński po oględzinach zwłok brata w Smoleńsku
Donald Tusk i Władymir Putin w Smoleńsku, 10 kwietnia 2010 r.
Fot. Alexei Nikolsky AP
Donald Tusk i Władymir Putin w Smoleńsku, 10 kwietnia 2010 r.
- Powiem pani wprost: nie da się wytłumaczyć, szczególnie w Rosji, jaki był sens, by jeden za drugim jeździł w to samo miejsce.

Andrzej Przewoźnik mówił: aby tylko przeżyć ten Katyń.

- Był w Katyniu 7 kwietnia w środę. Za trzy dni miał tu przylecieć znowu. Był bardzo zmęczony, rozmawiałem z nim.

Pokażę pani swój kalendarz.

Datę 10 kwietnia zakreślił pan flamastrem na czerwono.

- Zrobiłem to potem.

Rano dostałem e-mail od Mariusza Kazany, szefa protokołu dyplomatycznego w MSZ. Z jednym słowem: startujemy.

Byłem w bardzo dobrym nastroju. I powiem nieskromnie - dumny. Spotkaniem Tuska z Putinem w Katyniu zrobiliśmy kolejny krok we właściwym kierunku i wreszcie mogłem odejść.

Chciał pan?

- W Moskwie przeżyłem nowotwór, wylew i poważną operację, jak na jedną placówkę - starczy. Postanowiłem przejść na emeryturę. Proszono jednak, bym został. Po wizycie Putina 1 września na Westerplatte wiadomo było, że dojdzie do następnego spotkania. Zależało nam, żeby odbyła się w Katyniu. Trzeba było nad tym popracować. Powiedziałem: dobrze. Największym sukcesem wyjeżdżającego ambasadora jest sytuacja, kiedy stosunki między krajami są lepsze, niż były, gdy przyjeżdżał. Z radością mogłem powiedzieć, że tak się stało.

Pojechaliśmy z kierowcą na lotnisko Siewiernyj. Mój kierowca nazywa się Kwaśniewski, zaś moja sekretarka to Czartoryska. Żartowałem, że w ambasadzie trzymam się na dwóch skrzydłach. (Uśmiech)

Lotnisko znajduje się na obrzeżach Smoleńska. Niecałe 20 kilometrów od Katynia i kilka zaledwie kilometrów od hotelu Centralny, obecnie Smoleńsk, gdzie zawsze się zatrzymujemy.

Obyczaj dyplomatyczny nakazuje, by być na miejscu co najmniej pół godziny przed przylotem samolotu. My z kierowcą przyjechaliśmy około 40 minut wcześniej.

O zamiarach prezydenta dowiedziałem się oficjalnie na początku marca. Jego kancelaria przysłała mi pismo, że prezydent chce wziąć udział w uroczystościach katyńskich. Daty przyjazdu nie określono. Ale wcześniejsza wypowiedź pana prezydenta: "Mam nadzieję, że wizę dostanę", zapowiadała kolejne rozgrywki: między dwoma krajami i naszą międzypolską. Słuchałem tego z niesmakiem. Dla mnie dwie uroczystości katyńskie najwyższych reprezentantów państwa w tak krótkim czasie były obrazą Rzeczypospolitej. Pokazywały naszą niezdolność do pochylenia się nad wspólną mogiłą - razem. Jako obywatel nie chciałem się z tym pogodzić. Jako urzędnik musiałem.

Na lotnisku Siewiernyj w Smoleńsku są dwie bramy. Wjechaliśmy główną. Po prawej stronie, ze 200 metrów od płyty lotniska, znajdowało się miejsce do postawienia samochodu. Wysiadłem. Na lotnisku byli już pracownicy naszej ambasady oraz gubernator i kilku wyższych urzędników smoleńskiej obłasti. Razem ze 30-40 osób.

Coś zmieniło się od 7 kwietnia?

- Nie zauważyłem. Ale nie wyobrażam sobie, by na przylot Putina nie zostało ono dobrze przygotowane. Może je dozbrojono. Może coś dodano, uzupełniono lub wymieniono, co gwarantowało całkowite bezpieczeństwo startu i lądowania. W Rosji tam, gdzie ma być premier czy prezydent, zawsze musi być bezpiecznie. Co naturalnie także oznacza, iż w innych sytuacjach może być różnie.

Lotnisko Siewiernyj jest - szukam elegantszego słowa, ale nie znajduję - zapyziałe. I o tym, jakie jest, wszyscy wiedzieli od dawna.

Pokażę pani, w kalendarzu mam zapisane - 10 marca o godzinie 15 dyr. Nieczajew, z rosyjskiego MSZ.

Byłem u niego z panem Cyganowskim, szefem protokołu naszej ambasady. Nieczajew gwałtownie zniechęcał nas do korzystania z lotniska w Smoleńsku. Mówił, że jest zamknięte od kilku miesięcy i że został rozformowany pułk, który się nim opiekował. Sugerował, byśmy wybrali inne. Z takiej rozmowy pisze się zazwyczaj depeszę z nagłówkiem "zastrzeżone" lub "poufne". Uznałem jednak, że Nieczajew podniósł sprawę, o której powinno wiedzieć szersze grono osób. Posłałem do Warszawy obszerny claris na półtorej strony.

Źródło: Duży Format
1 2 3 4 5 6 7 8 9  następne »
  • 2
  • 7
  • 1
  • 395 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    697 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':