"Nasz Dziennik" odsłania kulisy listu o. Ludwika Wiśniewskiego do nuncjusza apostolskiego o błędach polskiego Kościoła ("Gazeta" opublikowała go w grudniu). W roli eksperta ks. prof. Waldemar Chrostowski, biblista z UKSW. Demaskuje autora listu i torpeduje jeden z jego zarzutów, że niektórzy duchowni mieszają się do polityki. "Ojciec Wiśniewski nie ukrywa, że ma swoje sympatie polityczne i - w różnych formach - podejmuje działania, które to potwierdzają" - ogłasza ks. Chrostowski. Przykład: "udział w działalności KOR-u i innych typowo politycznych organizacji". A także upomnienie w kościele w Lublinie jednego z księży, gdy ten wygłaszał polityczne kazanie.
Cóż, nie wszyscy mogą być tak "niezależni" jak ks. Chrostowski, który w niedawno wydanej książce szczyci się, że nie jest "tubą Żydów" i regularnie udziela się w wybitnie apolitycznych mediach o. Rydzyka. Ksiądz profesor sporo wie też o tym, jak list otrzymała "Gazeta": "Pierwszą osobą, która twierdziła, iż ojciec Wiśniewski nie upublicznił swego listu, był metropolita lubelski ks. abp
Józef Życiński. Skąd o tym wiedział? W ostatnich miesiącach w najbliższym otoczeniu ks. abp. Życińskiego miała miejsce potężna turbulencja. Powiedzmy szczerze: jeżeli tam znajduje się źródło wycieku, to być może analogiczne sytuacje się powtórzą".
Ks. Chrostowskiego informuję, że listu ojca Ludwika nie otrzymałam od abp. Życińskiego. Sekretarz lubelskiego metropolity ks. Tomasz Adamczyk po lekturze "Naszego Dziennika" powiedział mi: "Nie wiem, jak ks. Chrostowski może godzić insynuacje pod adresem arcybiskupa ze swoim kapłańskim sumieniem". A ja wiem.
Skoro ks. Chrostowski jest w stanie sugerować, że "Gazeta" ma w nuncjaturze szpiega, to znaczy, że możliwości jego sumienia i wyobraźni są niezmierzone.