- Jeśli tak się stanie, sięgniemy czasów średniowiecza i katolicyzmu magicznego. Nie wyobrażam sobie, że przed śmiercią
papieża ktoś pobrał jego krew z myślą o przyszłej
beatyfikacji. Trzeba to wyjaśnić - komentuje jezuita ks. Krzysztof Mądel.
Informację o tym, że ampułka z krwią ma być najważniejszą papieską relikwią po wyniesieniu papieża na ołtarze, potwierdził "Gazecie" ks. Jan Kabziński, któremu kardynał Stanisław Dziwisz powierzył budowę Centrum
Jana Pawła II "
Nie lękajcie się!" w krakowskich Łagiewnikach. Centrum ma być "żywym papieskim pomnikiem". Wiosną ma być gotowy tzw. kościół dolny, w którym znajdą się - po beatyfikacji lub kanonizacji - relikwie papieża. Fiolka z krwią będzie zamknięta w krysztale umieszczonym w ołtarzu. Inne papieskie pamiątki, które znajdą się w świątyni, to piuska i krzyż.
Kiedy po rozpoczęciu procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II pojawiły się informacje o zabezpieczaniu relikwii przyszłego świętego, kard. Dziwisz komentował, że współczesny katolicyzm odchodzi od czczenia szczątków. Dlaczego zmienił zdanie? - Nikt nie starał się specjalnie o uzyskanie krwi papieża. Została po badaniach medycznych i lekarze zdecydowali się ją wręczyć papieskiemu sekretarzowi. To naturalna relikwia i nic dziwnego, że chcemy ją wyeksponować - mówi ks. Kabziński.
- Taka relikwia była potrzebna w czasach, gdy ludność nie czytała i nie pisała. W naszym kontekście kulturowym krew jako relikwia jest czymś dziwnym. Skutek pokazywania takiej "pamiątki" może być odwrotny do tego, jaki
Kościół chce osiągnąć - uważa ks. Krzysztof Mądel. Ampułkę z krwią przechowuje kard. Dziwisz. - Krew nie skrzepła, ale nie wiadomo, czy w we włoskiej klinice nie dodano do niej substancji powodujących utrzymanie w stanie płynnym - mówi ks. Kabziński.