Agnieszka Kublik: Zapowiadał pan "polityczny transfer roku". Od wczoraj czuję się oszukana. Bo Piotr Tymochowicz to nie jest polityczny transfer. Gdyby do pana przyszedł jakiś znany polityk...
Janusz Palikot: Kompletnie się nie zgadzam. Do polityków z jak największym dystansem. Oni wszyscy już byli.
Gdyby Ryszard Kalisz się zdecydował, byłby pan zachwycony? J.P.: - Zachwycony - nie. Bardzo bym się cieszył.
Kazimierz Kutz, Bartosz Arłukowicz? J.P.: - Kutz wystąpił z PO w geście solidarności ze mną. Będzie 15 stycznia na kongresie Ruchu w Katowicach. Z Arłukowicza też bym się cieszył.
Żadnego z nich nie ma z panem. J.P.: - Bo chodzi o to, żeby skończyć właśnie z tym, co robią politycy: z fikcją, z teatrem, z PR. Kto ma to zrobić jak nie Tymochowicz i Palikot?
Z teatrem skończy ktoś, kto polityczny teatr tworzył? To ma być wiarygodne? J.P.: - Nie ma dzisiaj człowieka w Polsce, który byłyby dla opinii publicznej tak wiarygodny jak Tymochowicz, który stworzył bardzo wielu polskich polityków.
Skuteczność jego działania jest rękojmią, że w obliczu tych megacwaniaków politycznych Kaczyńskiego i Tuska tylko ktoś, kto tak doskonale porusza się w tym samym świecie, może doprowadzić do ich dekonstrukcji i dekompozycji. Polacy nie chcą takiej polityki.
Nie chcą właśnie tej, za którą krył się Tymochowicz. Chce pan zerwać z samym sobą? Piotr Tymochowicz: - Tak. I to nie jest mój pierwszy krok. Początek to był film Marcela Łozińskiego "Jak to się robi". Oczywiście nie ze wszystkich rzeczy jestem dumny. Przeżyłem fascynację, jak można skutecznie wpływać na ludzi.
Z czego pan nie jest dumny? P.T.: - Że przyczyniłem się do narodzin pani Eriki Steinbach. Nie chciałbym, żeby nasze spotkanie zamieniło się w omawianie siedmiu grzechów głównych Tymochowicza.
Dlaczego nie? P.T.: - Wbrew pozorom nie mam na myśli Andrzeja Leppera. Współpracowałem z bardzo wieloma politykami, z Marianem Krzaklewskim, z Leszkiem Millerem. Nie mogę powiedzieć, co konkretnie dla danego polityka wymyśliłem.
Bardzo straszne rzeczy pan robił? P.T.: I tak, i nie. Ileś tam razy miałem świadomość, że nic, ale to zupełnie nic się nie kryje za pustymi hasłami. I kompletnie mi nie przeszkadzało. Byłem zafascynowany bardziej socjotechniką wpływania. I nie boję się o tym powiedzieć.