- Nawet jeśli Komisja Krajowa naszego związku będzie innego zdania, będą przekonywał, żeby nie popierać w czasie kampanii żadnego ugrupowania - mówi. Jego zdaniem, każde inne wyjście byłoby niekorzystne dla "S". - Jesteśmy związkiem zawodowym i musimy rozmawiać z każdą opcją polityczną, także z rządzącymi i opozycją. Dlatego nie możemy pozwolić sobie na to, byśmy byli identyfikowani z jedną opcją, czy byli zapleczem jakiejś partii - podkreśla.
Dodaje, że jeśli partiom zależy na głosach 700 tys. członków Solidarności i ich rodzin, to ich posłowie powinni w czasie kolejnych kadencji pokazać, że zależy im na problemach pracowników. - Ludzie mają swój rozum. Potrafią sami zdecydować, na kogo zagłosować - uważa.
Przewodniczący nie ukrywa jednak, że Solidarność poprze konkretnych kandydatów, choć mogą oni znaleźć się na listach różnych partii. - Są osoby, które zawsze będą wspierał w ciemno, bo wiem, że oni widzą nasze problemy i o nich nie zapominają - mówi. Na poparcia związku może zatem liczyć m.in. poseł
PiS Stanisław Szwed, który należy do "Solidarności" i Bożena Borys-Szopa, była minister w kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a dziś radna do sejmiku śląskiego z listy PiS. - Nam chodzi o to, by mieć do kogo przedzwonić, poprosić o interwencję i porozmawiać, a nie żeby gonić się z policją po ulicach - dodaje.