http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wrażliwość Pospieszalskiego

Paweł Wroński
2011-01-09, ostatnia aktualizacja 2011-01-09 14:53

Jan Pospieszalski żali się w "Rzeczpospolitej" (5-6 stycznia), że decyzją władz telewizji publicznej jego program "Warto rozmawiać" ma wiosną zniknąć z ekranu

Paweł Wroński
Fot. Robert Kowalewski / AG
Paweł Wroński
Jan Pospieszalski
Fot. Bartosz Bobkowski
Jan Pospieszalski
Gdy stwierdza, że jego program "odróżniał się od oferty TVP, proponując pogłębione ujęcie tematu", mam wrażenie, że było to pogłębione kopanie ludzi o poglądach odmiennych niż jedynie słuszne. W wywiadzie pada jednak ważna opinia, która być może przypadkowo jest trafną diagnozą mediów publicznych. Pospieszalski uważa, że wyeliminowanie z TVP "Warto rozmawiać" to próba eliminacji "resztek patriotycznej, konserwatywnej czy narodowej wrażliwości na antenie TVP". Pospieszalski widzi bowiem telewizję publiczną jako "emocjonalną i wyrazistą w różne strony".

W teorii Pospieszalskiego przekłada się to na zapewnianie w TVP okienka na określoną wrażliwość. W praktyce - na zapewnienie tam miejsca dla "naszych". Od czasu najazdu dziennikarzy "IV RP" za czasów rządu Jarosława Kaczyńskiego na media publiczne ustalił się pogląd, że obecność zatrudnianych z zewnątrz i identyfikowanych z określonymi politycznymi poglądami jest papierkiem lakmusowym politycznej orientacji. Toczy się swoista walka na głowy. Poleciał z anteny program Bronisława Wildsteina - to znaczy, że już nie rządzi PiS. Wiecej Przemysława Szubartowicza - wzrastają siły lewicy. Kwestie merytorycznej oceny samego programu mają tu znaczenie drugorzędne.

Czasami kierownictwo jakiejś anteny robi mieszankę: dziś lewicowy, jutro prawicowy, pojutrze centrowy - po to, by chwalić się obiektywizmem i szerokością oferty albo wyrobić sobie polityczne alibi. Polityczne wpadki można wszak zarzucić na osobę "z zewnątrz".

Z punktu widzenia dziennikarza taki desant na media publiczne jest polityczną synekurą - zapłatą za lojalność albo formą przekupstwa z nadzieją na przyszłe profity. Ważne, że każdy z nich jest tam jako ambasador jakiejś politycznej racji.

Media prywatne w zależności od sympatii pasjonują się tą przekładanką odbywającą się za publiczne pieniądze. Odstrzelą "ich", czy może "naszego"? Czy ta zabawa ma sens?

Telewizja publiczna jest firmą, w której pracują dziennikarze. Skończyli studia, nabyli doświadczenia, są w stanie poprowadzić program...

Nie interesuje mnie ich "wrażliwość". Nawet jeśli jest to wrażliwość narodowa, konserwatywna, a dodatkowo patriotyczna.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 43 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    53 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':