Oba to projekty rządowe. Oba dotyczą ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Ale - trudno tego nie zauważyć - idą w przeciwnych kierunkach.
Ta pozwalająca odstąpić od ścigania za jednego skręta czy niewielką ilość innego narkotyku na własny użytek powstała pierwsza. I była bardzo wyczekiwana przez fachowców od zwalczania narkomanii oraz więzienników. Od dawna alarmowali, że wsadzanie do więzień narkomanów czy okazjonalnych użytkowników narkotyków jest irracjonalne. I nie przyczynia się do walki z handlem narkotykami, czego dowodem jest to, że coraz mniej osób karanych jest za ten handel.
Natomiast ustawa antydopalaczowa pojawiła się z zaskoczenia. I zyskała negatywne opinie zarówno prawników, jak i speców od terapii uzależnień i od substancji psychoaktywnych.
Jednak to ustawę dopalaczową uchwalono. Rząd zyskał punkty za bezpardonową walkę z "handlarzami śmiercią". A pomysł dania możliwości odstąpienia od ścigania za skręta zaatakował
PiS pod hasłem sprzyjania przez rząd owym handlarzom.
Zniknęła antydopalaczowa marchewka Minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski mówił "Gazecie" latem, że liczy na szybkie uchwalenie ustawy dotyczącej "niewielkiej ilości", bo jest tam antydopalaczowy przepis zakazujący tzw. reklamy skojarzeniowej. Potem pojawiła się jednak ustawa antydopalaczowa, przepis przeniesiono do niej. Nie ma już "marchewki" dla posłów, nie ma więc też cały czas pierwszego czytania ustawy dotyczącej "niewielkiej ilości".
Owszem, decyzją marszałka Sejmu miało się odbyć w komisji sprawiedliwości. Ale ta czeka na opinię komisji kodyfikacyjnej, która jej nie wydaje. Pretekstem stała się miażdżąca opinia prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta. Wytykając rozmaite błędy legislacyjne, zanegował w ogóle ideę, by prokurator mógł odstąpić od wszczynania postępowania za posiadanie niewielkiej ilości narkotyku na własny użytek. Jego zdaniem przyczyni się to do eskalacji handlu narkotykami i utrudni jego ściganie. No więc posłowie - obecni na sali byli głównie ci z PiS - skorzystali z okazji i zamówili kolejną ekspertyzę. A ustawa czeka...
- Tłumaczyłem posłom, że naszym zadaniem nie jest ocenianie idei nowelizacji, tylko jej aspektów prawnych. Ale na próżno - mówi przewodniczący komisji Jerzy Kozdroń (PO).
Przewodniczący komisji sprawiedliwości
Ryszard Kalisz (
SLD): - Będę czekać na opinię komisji kodyfikacyjnej najdalej do 19 stycznia, kiedy organizujemy posiedzenie z udziałem ambasadora Szwajcarii i trzech specjalistów, profesorów, który uczestniczyli w tworzeniu szwajcarskiego rozwiązania problemów związanych z narkotykami - mówi Kalisz. Chwali ten model za to, że stawia na edukację, a nie represję karną. I za to, że przyniósł zdecydowaną poprawę sytuacji w tym kraju.
Kto by chciał więcej pracować Na czym prokurator generalny opiera domniemanie, że zmiana ustawy utrudni ściganie handlarzy? Czy neguje statystykę, którą przytoczył rząd w uzasadnieniu nowelizacji: że dotychczasowe przepisy o karalności posiadania każdej ilości narkotyku od wprowadzenia w 2000 r. spowodowały dziesięciokrotny spadek liczby karanych za handel? Od rzecznika prokuratora generalnego Mateusza Martyniuka usłyszałam ten sam argument, którym dziesięć lat temu
policja walczyła o uchwalenie obecnych przepisów: że handlarze będą udawali, że mają narkotyk na własny użytek.
- Nie dziwię się prokuraturze, że chce utrzymać dotychczasowe prawo, bo dzięki niemu łatwiej poprawić statystyki wykrywalności: każdy złapany jest przecież winny, więc mamy za jednym zamachem i czyn, i sprawcę - mówi poseł Kozdroń. Natomiast sam prokurator generalny w opinii przytacza inny argument - że nowe przepisy nakładają na prokuratorów dodatkowy obowiązek zbadania osobistej sytuacji osoby przyłapanej na posiadaniu narkotyków, czy jest uzależniona i czy wymaga jakiejś terapii. A kto chce mieć więcej pracy?
- Chcę osobiście porozmawiać na ten temat z prokuratorem generalnym i wyjaśnić wątpliwości - mówi minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski.
Po zapowiedzi posła Kalisza prace nad rządowym projektem zapewne się zaczną. Ale czy się skończą? To zależy od tego, czy posłowie PO będą przychodzić na posiedzenia komisji. Bo nieobecni nie mają racji, a posłowie PiS są bardziej zdyscyplinowani. - Jestem umówiony na spotkanie z posłami PO i
PSL. I jestem otwarty na propozycję spotkania z opozycją, bo traktuję ten projekt priorytetowo - deklaruje min. Kwiatkowski.
Tylko czy posłowie Platformy w ogóle popierają rządowy projekt? I czy rząd sam go jeszcze popiera, zważywszy na to, że przeforsował dopalaczową prohibicję?