Konstytucja daje każdemu prawo do bezpośredniego i tajnego głosowania. Prawo wyborcze od lat ogranicza tajność i bezpośredniość do osób pełnosprawnych. Niepełnosprawne do lokalu wyborczego nie wejdą, bo z reguły jest niedostępny. Nawet z tej ustawowej jednej czwartej lokali teoretycznie dostępnych dla niepełnosprawnych 80 proc. - co sprawdził RPO - jest niedostępna. I tak będzie dalej, bo rząd umył ręce i odpowiedzialność za lokale przerzucił na gminy. A gminom żadne sankcje za niedostępność lokali nie grożą.
Niewidomi mają niewiele lepiej. Co prawda do lokalu wejdą, ale i tak nie zagłosują tajnie i bezpośrednio. Gdyby dostali karty Braillem, mogliby chociaż zagłosować bezpośrednio. Tajnie już nie, bo komisja miałaby odhaczone, kto głosował na karcie Braille'a. Ale nawet bezpośredniości parlamentarzyści im pożałowali.
Wolne, tajne i bezpośrednie wybory to niezbędny warunek demokracji. Parlament uznał właśnie, że na demokrację nas stać, owszem, ale taką drugiego gatunku.
Jest jednak wyjście: o głosowaniu na kartach Braille'a może zdecydować Państwowa Komisja Wyborcza. Zarówno według dotychczasowego prawa, jak według właśnie uchwalonego kodeksu wyborczego to ona ustala wzór karty do głosowania. Co stoi na przeszkodzie, by w najbliższych wyborach parlamentarnych ustaliła wzór, według którego każda karta wydrukowana jest zarówno zwykłym drukiem, jak i Braille'm? Władza nie będzie miała wyjścia i zrezygnuje z oszczędzania na demokracji. A kto ma dbać o najwyższy standard wyborów jak nie PKW?
Źródło: Gazeta Wyborcza