http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Czekam na przelew

Karolina Domagalska
2011-01-06, ostatnia aktualizacja 2011-01-06 19:33

Jak idziemy do sklepu po skarpetki, to nie mówimy, że zapłacimy za miesiąc

Mikołaj Długosz, fotograf: - Na koncie mam zero. Ale czekam ze spokojem, bo nie zadaję się już z frajerami
Fot. Fot . Albert Zawada / Agencja Gazeta
Mikołaj Długosz, fotograf: - Na koncie mam zero. Ale czekam ze spokojem, bo nie...
ZOBACZ TAKŻE
Mam partnera z etatem i dywersyfikuję

Marceli Szpak, lat 33, tłumacz, w wolnym zawodzie od pięciu lat:

W dniu spodziewanego przelewu na internetowej stronie swojego banku jestem co godzina. Wiem, że zaczynają księgować od rana. Pierwsze wpływy powinny być o 14. Jeśli nie ma, to jest ciche "kur..". Potem im bardziej zaglądam, tym bardziej nie ma. Albo jakimś cudem pojawia się pod wieczór. Ale zazwyczaj nie. Więc następnego dnia rano wysyłam uprzejmego maila. Za każdym razem innego. Na przykład: "Witam, czy coś już wiadomo z rozliczeniami? Bo niestety nadal nie dostałem od Was umowy, choć planowaliśmy rozliczenie na zeszły miesiąc. Jeśli znajdzie Pan chwilę, żeby sprawdzić, jak rozwija się sytuacja, to byłbym wdzięczny za informację".

Prawidłowa kindersztuba czasami czyni cuda. Ale ci nadal mi nie zapłacili. To był jakiś bzdurny artykuł o zaletach piractwa internetowego, za przetłumaczenie którego miałem dostać 400 złotych. Ale niestety pismo upadło. Miesiąc po tym mailu przysłali mi umowę do wypełnienia. W ten sposób dowiedziałem się, że pismo wydawała akademia w Krakowie, więc teoretycznie kasa jest do odzyskania. Aha, przy okazji stawka spadła do 250 PLN. Wkurzyło mnie to, ale nie na tyle, żeby się szarpać. Szarpać się zaczynam od 500 w górę.

Najpopularniejsza wymówka brzmi tak samo. W prawie w każdym wydawnictwie słyszę: szef nie podpisał umowy. I potrafi tak nie podpisywać przez kilka tygodni, co odbiera pole manewru, bo do szefa dostępu nie ma. A przecież nie będę wyżywał się na biednych paniach z redakcji. To tak jakby opieprzać panią na poczcie, że paczka się zgubiła. Więc cierpliwie nękam kolejnymi mailami.

Przeciętnie trwa to trzy-cztery tygodnie. Choć zdarza się dłużej. W jednym wydawnictwie najpierw na urlopie była redaktorka, która zatwierdzała przekład. Potem kolejny miesiąc urlopu dostała szefowa, która miała podpisać umowę, a na koniec na urlop poszła księgowa odpowiedzialna za wysłanie przelewu. Kiedy wreszcie wszystkie dotarły do pracy w jednym terminie, kasa przyszła.

W sumie minęły trzy miesiące.

Nie za bardzo potrafię rozmawiać o kasie. Zresztą ja nie bardzo lubię rozmawiać z ludźmi. Telefonicznie ścigałem tylko jednego wydawcę. Przetłumaczyłem mu dwie książki w trybie ekspresowym. A potem dwie uprzejme pańcie, które się ze mną kontaktowały, gdzieś wcięło. Po pół roku zacząłem dzwonić. Po wydawnictwie ani śladu. No to zacząłem śledztwo. Namierzyłem prywatne numery i zacząłem trochę nękać. Ale uprzejmie. Jedna pani była podobno chora, straszyła historiami o szpitalach. Takie szkolne wymówki. Ale wspomniałem o sądowych wezwaniach do zapłaty i po trzech telefonach kasa się znalazła. Jakieś 70 procent tego, co miało być, ale nie miałem już siły ciągnąć tematu.

Zazwyczaj na większe sumy mam już jakieś plany. Tak było z remontem. Meble upatrzone, ekipa dogadana, a przelewu niet. Na początku moja żona się trochę wkurzała. Bo jednak jako facet powinienem przynosić mamuta do jaskini. A tutaj się nagle okazuje, że w tym miesiącu jedziemy na jej pensji. Rzadko, ale się zdarza.

Stąd mam dobrą radę dla freelancerów - partner na etacie. I zróżnicowane źródła dochodów. Wtedy się da. Moim głównym źródłem dochodu są tłumaczenia. Kryminały, romanse, horrory - szybka sieczka do pociągu. Do tego przewodniki, sporo tekstów prasowych, czasem lokalizacje gier lub tłumaczenia filmów. I jeszcze prowadzenie imprez, pisanie materiałów promocyjnych, reklam, artykułów, ogólnie grafomania, za którą płacą.

W ten sposób braki w płynności finansowej zdarzają się coraz rzadziej i to jest pozytywne. Po prostu po jakimś czasie uczysz się, ile zajmuje standardowa obsuwa u danego zleceniodawcy, i bierzesz ją pod uwagę na wstępie. I tak na przykład wiem, że mój wydawca od kryminałów zawsze płaci trzy tygodnie po terminie, inny spóźnia się zawsze dziesięć dni, a jeszcze inni dają szybką zaliczkę, a o resztę kasy trzeba się doprosić.

Mam to już na tyle rozpracowane, że z 75-procentową pewnością mogę zaplanować wydatki na dwa miesiące do przodu. Ale generalnie staram się nie planować.

Długów nie mam, czasem pożyczę parę stówek od rodziny albo znajomych. Rachunki płacę raczej na bieżąco. ZUS płacę sobie sam. Przy czym jest to robota, którą mogę wykonywać do dziewięćdziesiątki. Więc wcale nie wiem, czy pewnego dnia nie odpuszczę tych ZUS-ów.

Oszczędności nie mam. Kasa jest przecież po to, żeby ją wydać. Nie pracuję dla kasy, tylko dlatego, że mnie to bawi. Ego mi skacze, jak ktoś pochwali moje tłumaczenie, to, czy na nim zarobiłem, jest drugorzędne. Opóźnienia przyjmuję jako zasady panujące na rynku, na którym pracuję. Akceptuję je, żeby nie zwariować.

Kiedyś gadałem z paroma znajomymi tłumaczami na Skypie i okazało się, że wszyscy czekamy na przelew. No to poczekajmy razem - pomyślałem i założyłem na Facebooku grupę "Czekam na przelew".

Jak zobaczyłem, że w ciągu 24 godzin zapisało się do niej tysiąc osób, to mi trochę szczęka opadła. Ostatnio nie zaglądam tam za często, ile można czytać narzekań.

I tak każde z nas walczy na własną rękę. Z różnym skutkiem. Moim sposobem jest uporczywa uprzejmość. Jestem miły, spokojny i namolny, aż wszyscy mają mnie dość i w końcu robią, co powinni. Więc nie narzekam. Nikt mi nie truje nad głową, robię coś, co daje mi całkiem sporo satysfakcji i przyjemny dochód. Średnio wychodzi jakieś 4 tysiące na miesiąc. Po prostu nie ma się tylko co nastawiać, że tyle będzie co miesiąc.

Przelew, przelew - druczku w kratkę
Przyjdź, napełnij gar obiadkiem.
Bo inaczej Bóg mi świadkiem,
że na ryło padnę gładkie.


Zamieszkałam z narzeczonym

Źródło: Duży Format
  • 1
  • 1
  • 188 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    117 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':