Salman Taseer wysiadał właśnie ze swojego auta przed centrum handlowym w Islamabadzie, kiedy jego własny ochroniarz strzelił mu w głowę. Następnie zabójca upuścił broń i poddał się. Wyjaśnił, że zabił, bo Taseer był "bluźniercą" - chciał bowiem zmienić prawo przewidujące karę śmierci za obrazę islamu i proroka Mahometa.
To najpoważniejsze zabójstwo polityczne w Pakistanie od śmierci Benazir Bhutto w 2007 r. Taseer był jednym z najważniejszych polityków rządzącej Pakistańskiej Partii Ludowej (PPP) i bliskim współpracownikiem prezydenta Asifa Alego Zardariego, wdowca po Bhutto.
O drakońskim prawie głośno zrobiło się jesienią, kiedy sąd wykorzystał je do skazania na śmierć chrześcijanki Asi Bibi, matki pięciorga
dzieci. Bibi żyła w dużej wsi, gdzie na 1,5 tys. muzułmańskich rodzin przypadały trzy chrześcijańskie. Muzułmanki wciąż naciskały, aby przeszła na islam. Któregoś dnia odmówiły "nieczystej" sąsiadce dostępu do wody. Bibi zaczęła się z nimi wykłócać, powiedziała, że Jezus zmarł za nasze grzechy, a następnie zmartwychwstał, czego nie uczynił Mahomet. Na te słowa muzułmanki przystąpiły do rękoczynów. - Założyły mi pętlę na szyję, tak że mogły mnie zabić - opowiadała później Bibi. Interwencja policji uratowała jej życie, ale chrześcijanka trafiła przed sąd.
7 listopada 2010 r. po trwającym 16 miesięcy procesie została jako pierwsza kobieta w Pakistanie skazana na śmierć za bluźnierstwo. Choć jest mało prawdopodobne, by wyrok wykonano (w praktyce jeszcze nigdy do tego nie doszło), Asia Bibi nie może się czuć bezpiecznie nawet w areszcie. Pewien radykalny duchowny ogłosił, że wypłaci 500 tys. rupii (17 tys. zł) temu, kto ją "wykończy". Od 1986 r., kiedy prawo zostało zaostrzone, już 34 razy doszło do linczu oskarżonych o bluźnierstwo, ich prawników albo zbyt pobłażliwych sędziów. Mąż i dzieci Bibi ukrywają się.
Głośny proces wywołał w Pakistanie debatę o konieczności zmiany prawa. Jednak radykałowie dysponują tu tak dużymi wpływami, że mało kto ma odwagę wystąpić przeciw nim. Gdy jeden z posłów PPP na spółkę z byłym ministrem złożyli w parlamencie projekt ustawy znoszący karę główną za bluźnierstwo, minister ds. religii oświadczył, że rząd nie popiera poprawki. Fundamentaliści pokazali swoją siłę 31 grudnia, gdy inspirowany przez nich 24-godzinny strajk sparaliżował największe miasta Pakistanu.
Salman Taseer był jednym z największych przeciwników prawa o bluźnierstwie. Odwiedził Asię Bibi w więzieniu i lobbował za jej uwolnieniem. "Prawica naciska, żebym się ugiął. Odmawiam. Nawet jeśli mam być ostatnim, który się sprzeciwia", napisał w piątek na Twitterze.
Na wieść o mordzie na ulice Lahore, stolicy Pendżabu, wyszły setki zwolenników PPP, blokując ulice i paląc
opony.
Śmierć Taseera to kolejny cios dla stabilności Pakistanu. Z rządzącej koalicji wycofały się ostatnio dwie partie i gabinet Jusufa Razy Gilaniego utracił większość. Lider opozycji Nawaz Szarif dał we wtorek premierowi 72 godziny na przedstawienie planu reform - jeśli Szarif nie zdecyduje się ocalić rządu, Pakistan czekają nowe wybory. Ale nawet jeśli mniejszościowy rząd się utrzyma, to może być niezdolny do aktywnego rządzenia. Tymczasem Międzynarodowy Fundusz Walutowy ogłosił, że sytuacja ekonomiczna kraju jest fatalna i wstrzymał wartą 3,5 mld dol. ratę pożyczki. Rosnące ceny benzyny, braki gazu i prądu wywołują niepokoje społeczne, a ekonomiści przewidują powrót hiperinflacji.