W poprzednich dwóch latach najzręczniejsi pochlebcy wychwalali i premiera, i prezydenta - nie bardzo wiedząc, na którego warto postawić. Teraz na czoło wysforował się szef rządu, a tytuł Lizusa Roku wywalczył Ramzan Kadyrow, generał i gubernator Czeczenii. Czytelnicy "Własti" docenili jego słowa: - Moim idolem jest Putin! On jest i Czeczenem, i Rosjaninem. I dał nam wszystko na tej ziemi.
36-letni wielkorządca kaukaskiej republiki robi postępy i uczy się na własnych błędach. Rok temu dostrzegł bowiem pewną skazę na wizerunku "przywódcy narodu": - Jedyne, czego brakuje Putinowi - to to, że nie jest Czeczenem. Wszystkie inne zalety posiada.
Przez to potknięcie Kadyrow wylądował dopiero na trzecim miejscu listy wybitnych lizusów 2009 r. Teraz ulokował się tam Wasilij Jakimienko, przywódca proputinowskich młodzieżówek. On też dostrzegł w swym idolu maleńką słabość: - Człowiek, który je więcej, niż potrzebuje, okrada kraj i Putina w szczególności. Putin może wszystko, ale nie może schudnąć za każdego człowieka z osobna.
Myli się jednak ten, kto twierdzi, że dygnitarze w Rosji umieją tylko podlizywać się władcom. W październiku gubernator Tweru Dmitrij Zielenin sfotografował dżdżownicę podaną wraz z sałatą na przyjęciu na Kremlu i zamieścił zdjęcie w internecie. Zrobił się wielki skandal, rzecznicy Kremla zapewniali, że dżdżownic na przyjęciach u głowy państwa gościom nie podaje się. Zielenin ze stołka nie wyleciał i pewnie zasłużył sobie na tytuł antylizusa roku.
Źródło: Gazeta Wyborcza