Sprawa zalegalizowania profesji czarownic ciągnęła się od miesięcy, wywoływała drwiny mediów i protesty samych zainteresowanych. Władze postanowiły wpisać czarownice na listę uznawanych zawodów, bo to ułatwi ściąganie podatków od ich działalności. Uznały, że w czasach kryzysu, gdy muszą ciąć wydatki (m.in. płace) i zapożyczać się w Międzynarodowym Funduszu Walutowym, każdy grosz jest cenny. Ściągalność podatków jest w Rumunii bardzo niska, do fiskusa trafia tylko ok. 30 proc. należnych mu kwot.
Początkowo próbowano przeforsować ustawę, która nie tylko legalizowała działalność czarownic i innych wróżbitów, ale też umożliwiała pociągnięcie ich do odpowiedzialności za wróżby, które się nie spełnią. Przepadła jednak w senacie. Jej autor Alin Popoviciu z rządzącej Partii Demokratyczno-Liberalnej zarzucał kolegom, że wystraszyli się, iż czarownice rzucą na nich klątwę.
Regulacje, które właśnie weszły w życie, nie mówią ostatecznie o odpowiedzialności za nieprawdziwe wróżby. Jedna z czarownic, zwąca siebie Bratarą, powiedziała stronie internetowej Realitatea.net (należącej do czołowej stacji telewizyjnej), że i tak w odwecie rzuci klątwę. Za pomocą mieszanki czarnego pieprzu i drożdży zamierza sprawić, że rząd skłóci się wewnętrznie.
Zawody wróżki, astrologa i bioenergoterapeuty figurują także w polskim spisie zawodów. W 2009 r. przy okazji aktualizacji spisu przeciw ich wpisywaniu protestowali naukowcy. Pracownicy Centrum Fizyki Teoretycznej Polskiej Akademii Nauk opublikowali w internecie protest, w którym piszą, że uważają "za skandaliczne umieszczenie na tej liście szeregu profesji niemających nic wspólnego z cywilizacją XXI wieku, a już na pewno z oficjalnie głoszoną przez rząd RP ideą tworzenia społeczeństwa opartego na wiedzy". Ministerstwo Pracy się jednak nie ugięło. Tłumaczyło, że lista nie ma mocy prawnej, a jedynie porządkuje zawody. - Oczywiście są zawody, których nie można wpisać na listę, nielegalne, takie jak mafioso czy stręczyciel. Ale nie ma powodu, by spychać wróżki do podziemia - podkreślała rzeczniczka Bożena Diaby.
Źródło: Gazeta Wyborcza