W kolorowym folderze osiedle było czyściutkie, biało-ceglane. Zielonymi alejkami dzieci z fotoszopa szły za rączkę z fotoszopowymi rodzicami. Nad pięciopiętrowymi budynkami wisiało błękitne niebo, też z fotoszopa. Chronione osiedle w centrum Poznania. Innej oferty w mieście nie było. Kupiłem. Przez rok jak w folderze. Spokojnie, bezpiecznie, czysto.
Giną nam wózki, rowery, samochód
Zaczęło się od stłuczek i kradzieży. 20-latek, któremu tata biznesmen kupił na osiedlu mieszkanie, urządza w środku nocy rajd czarną beemką i zanim ochrona zauważa, taranuje sześć zaparkowanych aut. Ale to Wojtek, mój sąsiad, wyjmuje kierowcę za głowę z szoferki, tak pijanego, że ten od razu kładzie się na ziemi. Zaglądamy do beemki. Zamiast gałki drążka biegów chromowana trupia czaszka.
Wojtek przychodzi podłamany. Ktoś ich okradł. Ochrona, szlaban, płot i domofon, a spod drzwi ginie dziecięcy wózek. Nasza niania w żalu. Że tacy mili sąsiedzi, młodzi lekarze, że pracują na kilka dyżurów. A tu złodziej.
Żona do mnie dzwoni. Przyłapała nianię na kradzieży filmów DVD. Wcześniej ginęło jedzenie, książki dla dzieci, zabawki. Niania wylatuje z pracy, a ja zastanawiam się, co jeszcze ukradła i czy nie wywiozła tego wózkiem sąsiadów.
Innym też giną wózki, rowery, nawet samochód. Ochrona czujna, ale spisuje tylko wjeżdżających, którzy nie mają pilota od szlabanu. Grzecznie jednak wypuszcza każdy samochód.
Przed wjazdem pojawiają się dwie pierwsze kamery.
Trochę z kradzieżami przycicha. Rotacja w ochronie, przychodzą coraz starsi. Średnia wieku mieszkańców: 30-40 lat. W garniturach, z torbami do laptopów wsiadają do samochodów z naklejkami banków, fabryk cukierków, kosmetyków. Szlaban otwierają im w ukłonach ochroniarze. Średnia wieku: 60 lat. Renciści, emeryci, za parę groszy pilnują dobytku młodych.
Front Wyzwolenia Pieszych poluje na łosia!
Trzy lata temu na osiedlu pojawiają się pierwsze dzieci. Mamy z brzuszkami, z wózkami ciągną na tył osiedla, gdzie jest mikroplac zabaw upchnięty między dwoma blokami i wjazdem do podziemnego garażu. Przedzierają się uliczkami, po których prują samochody, bo z chodników zrobiły się parkingi.
Anna Połomska z firmy administrującej osiedlem tłumaczy mi, że to problem nowych osiedli. Przepisy nakazują inwestorom zapewnić miejsca parkingowe według przelicznika 0,8 miejsca na każde mieszkanie. Inwestorzy tego minimum się trzymają, by zaoszczędzić na gruncie. A standard życia to teraz dwa samochody na mieszkanie.
Tak osiedle wchodzi w fazę wojny, która wybucha jesienią 2008 roku.
Wsiadam do samochodu zaparkowanego na chodniku. Ruszam, ale ściąga na bok. W kole flak. Wpadam zdyszany do pobliskiego Tesco, szukam pompki. Obsługa rozbawiona, że nie ma, że nasze osiedle wszystkie wykupiło. W kilka dni. Wracam, jeden z sąsiadów też pompuje. Pożycza i klnie. Na klatkach schodowych komunikaty "Dołącz do nas. Upoluj łosia parkingowego i umieść jego fotografię". Podpisano: Front Wyzwolenia Pieszych. I zdjęcie auta zaparkowanego na trawie. Na internetowym forum osiedla podział: jedni za parkowaniem gdzie bądź, bo miejsc nie ma, drudzy za stawianiem słupków na chodnikach.
Straż miejska i policja nie chcą się wtrącać, bo traktują uliczki osiedlowe jak prywatną własność. Rzecznik poznańskich strażaków Przemysław Piwecki tłumaczy mi, że jest problem, bo nie ma tu jasnych przepisów.
A flaki w kołach to już codzienny rytuał, na forum jeszcze gorzej. Bluzgi, szyderstwa, ktoś grozi komuś połamaniem rąk, policją. Wspólnota mieszkaniowa decyduje, by ochrona wkładała za wycieraczki ostrzegawcze kartki, by nie parkować na chodnikach. Nie pomaga. Tego, co spuszcza powietrze z kół, nazywają na osiedlu Strażnikiem Teksasu. Parkingowym recydywistom zaczął wyrywać wentyle.
W windzie jadę z bladą sąsiadką. Czyta kartkę, którą wyjęła zza wycieraczki: "To już kolejny raz i zapewniam, że ostatni. Może cztery flaki wystarczą?". Zaparkowała jednym kołem na trawniku. Ktoś kładzie na chodnikach duże kamienie. Ale zaraz część znika, choć ważyły po 50 kilo.
Szef osiedlowej ochrony dostaje SMS-owe pogróżki. Jedni żądają, by usuwał źle zaparkowane auta, drudzy - by łapał Strażnika Teksasu. Ktoś szefowi ochrony pisze SMS-a: "postaram się, byś stracił ten kontrakt".
Wsiadam do auta, które po pracy zostawiłem na "legalnym" miejscu parkingowym. Cudem, bo wróciłem wyjątkowo przed 16. Ale wieczorem muszę do sklepu. Tylko ruszam, a wybiega sąsiad z klatki obok, wskakuje do swojego auta i zajmuje zwolnione przeze mnie miejsce. Chyba czatował za firanką, bo stał "nielegalnie", na chodniku. Gdy wracam, parkuję na tym, które zwolnił, a rano znowu szukam pompki.
Uwaga! W papciach do auta
Jesienią tego roku wojna o parking wchodzi w nową fazę. Sejm przegłosował, by drogi na osiedlach traktować bez ulgi i dawać mandaty za złe parkowanie. Zaczyna się nowy ceremoniał.
Źródło: Gazeta Wyborcza