http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zemsta policji za pikietę?

Piotr Machajski
2010-12-30, ostatnia aktualizacja 2010-12-30 07:16

23 maja 2010. Bazar przy dawnym Stadionie Dziesięciolecia. Policja zatrzymuje handlarzy nigeryjskiego pochodzenia
po zamieszkach, jakie wywołała śmierć Maxwella Itoi
23 maja 2010. Bazar przy dawnym Stadionie Dziesięciolecia. Policja zatrzymuje handlarzy nigeryjskiego pochodzenia po zamieszkach, jakie wywołała śmierć Maxwella Itoi
Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta

Policja stawia zarzuty uczestnikom nielegalnej demonstracji zwołanej spontanicznie po śmierci Maxwella Itoi. Nigeryjczyk z polskim obywatelstwem zginął od policyjnej kuli w maju. Do dziś nie wyjaśniono, jak do tego doszło.

23 maja 2010. Bazar przy dawnym Stadionie Dziesięciolecia. Policja zatrzymuje handlarzy nigeryjskiego pochodzenia
po zamieszkach, jakie wywołała śmierć Maxwella Itoi
Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
23 maja 2010. Bazar przy dawnym Stadionie Dziesięciolecia. Policja zatrzymuje...
Policjanci nie patyczkowali się podczas zaprowadzania porządku. Do opanowania sytuacji ściągnięto funkcjonariuszy z oddziału prewencji. Najpierw otoczyli
kordonem grupę najbardziej agresywnych, później wyłapywali pozostałych, którym udało się uciec. Z tłumu handlarzy wyłuskiwali czarnoskórych
Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
Policjanci nie patyczkowali się podczas zaprowadzania porządku. Do opanowania...
Dzień po tragedii 24 maja 2010 r. blisko setka osób spotkała się na pikiecie przy dworcu PKS Warszawa-Stadion. To tam zginął 36-letni Maxwell Itoya, ojciec dwóch dziewczynek (11 i 4 lata) oraz dwuipółletniego chłopca. Demonstranci protestowali przeciwko "policyjnej przemocy". Ktoś rzucił: "Idziemy na Grenadierów!", czyli do komendy, gdzie pracuje policjant, z którego broni padł śmiertelny strzał.

To nie była miła manifestacja dla policji. Protestujący walili w bębny, gwizdali i skandowali m.in.: "Policja ma krew na rękach". Mundurowi filmowali ich z okien. Jeden z oficerów zapytał, kto przewodniczy pikiecie. - To spontaniczne zgromadzenie - usłyszał. 53 osoby policja spisała. Reszta się rozeszła.

Od kilku tygodni, jak informują autorzy strony www.solidarnizmaksem.bzzz.net, uczestnicy pikiety przed komendą są wzywani na przesłuchania. Według ich informacji prowadząca sprawę policjantka proponuje im mandat 200 zł, a jeśli odmawiają, stawia zarzut popełnienia wykroczenia.

Policja twierdzi, że mandatów nie proponuje, tylko od razu stawia zarzuty.

- Do dziś osiem osób usłyszało zarzuty. Pięć z nich poddało się dobrowolnie karze grzywny. Dotąd wezwania wysłano do 18 osób - informuje podinsp. Maciej Karczyński, rzecznik komendy stołecznej.

Policja nie mogła pikietującym postawić zarzutu udziału w nielegalnej manifestacji, bo karać można jedynie organizatora lub przewodniczącego takiego zgromadzenia. A tego nie udało się znaleźć. Pozostało szukanie innego paragrafu. Padło na art. 51 par. 1 kodeksu wykroczeń (zakłócanie spokoju).

- To nieporozumienie - mówi Adam Bondar z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, która monitoruje sprawę śmierci Nigeryjczyka. - Nie można tego zdarzenia rozpatrywać w kategoriach zakłócenia porządku publicznego, a co najwyżej nielegalnego zgromadzenia.

Bodnar przypomina wyrok Trybunału Konstytucyjnego. Wynika z niego m.in., że spontaniczna (niezarejestrowana) pikieta jest dopuszczalna. Ale obwiniony staje przed sądem, gdzie musi wykazać, że nie zgłosił demonstracji "z uwagi na nagłość wydarzeń", a nie dlatego, że lekceważy prawo. Jeśli przekona sędziego, ten umarza postępowanie.

Policja mogłaby postawić uczestnikom pikiety zarzut z art. 50 kodeksu wykroczeń ("nieopuszczenie zbiegowiska publicznego" mimo wezwania policji). Tylko czy takie jasne i stanowcze wezwanie padło 24 maja? Według naszej wiedzy nie.

Śmierć Itoi poprzedziła policyjna akcja na bazarze pod Stadionem Dziesięciolecia. Policjanci szukali handlarzy podróbkami. Gdy jeden zaczął uciekać, funkcjonariusze rzucili się w pogoń. Dogonili go. Itoya wstawił się za kolegą. Doszło do bardzo gwałtownej rozmowy między policjantami a handlarzami. Policjant sięgnął po broń i padł strzał. Kula przeszyła tętnicę udową, Itoya nie miał szans na przeżycie. Po strzale wściekli kupcy zaatakowali policję. Ta wezwała posiłki. Sytuację udało się uspokoić po ponad godzinie.

W prokuraturze wciąż toczą się dwa równoległe śledztwa dotyczące tych wydarzeń. Jedno w sprawie czynnej napaści na policjantów, drugie w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci Itoi. Do dziś nie wiadomo bowiem, dlaczego właściwie Nigeryjczyk zginął. Policja tłumaczyła na początku, że próbował odebrać broń funkcjonariuszowi (wówczas policjant miałby prawo strzelać). Ale koledzy zmarłego twierdzili, że policjant wyciągnął broń, ostrzegł, że strzeli, i nacisnął na spust.

Prokuraturze brakowało kluczowej opinii balistycznej. To ekspertyza, która wyjaśnia m.in.: •  jak dokładnie padł strzał, w jakiej pozycji była ofiara i policjant; •  czy na broni znajdują się ślady (odciski palców lub DNA) innej osoby niż policjant; •  czy na ciele lub ubraniu zmarłego były resztki prochu, co by oznaczało, że znajdował się blisko policjanta.

Takie badanie pozwalałoby zweryfikować zeznania świadków. Jednak wynik pierwszego badania nie był jednoznaczny. Prokuratura zleciła kolejne.

- Opinia właśnie wpłynęła do prokuratury. Jest analizowana - mówi prok. Agnieszka Endler-Grudzińska z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.

Policjant, z którego broni padł śmiertelny strzał, po kilku tygodniach zwolnienia wrócił do pracy w zespole do walki z przestępczością przeciwko życiu i zdrowiu południowopraskiej komendy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 52 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    47 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':