Minister kobiet: Demografia jest nieubłagana - Władze nie mogą się dalej uchylać od problemu zrównania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. Nie ma żadnego wytłumaczenia, by kobiety pracowały do 60. roku życia, a mężczyźni do 65. - mówi "Gazecie" Irena Wóycicka, minister ds. społecznych w Kancelarii Prezydenta.
Dziś kobiety wiek emerytalny osiągają pięć lat wcześniej niż mężczyźni. Tymczasem według Wóycickiej dłuższa praca jest w interesie Polek. I zapewnia, że będzie przekonywać do tego prezydenta.
- Wcześniejsze przechodzenie na emeryturę może sprawić, że ich świadczenia będą bardzo niskie, trudno będzie z nich wyżyć - argumentuje pani minister. W kampanii wyborczej Bronisław Komorowski mówił, że jest przeciwny podwyższeniu wieku emerytalnego kobiet.
Z wyliczeń ekspertów przygotowanych dla Rady Gospodarczej przy premierze Donaldzie Tusku wynika, że emerytury dzisiejszych nastolatków będą o połowę niższe niż obecne. W 2060 r. emerytury wyniosą zaledwie 29-33 proc. pensji. Oznacza to, że osoba zarabiająca 3,5 tys. zł na starość dostanie tylko 1155 zł.
Najwięcej stracą kobiety. Dlaczego? Bo krócej pracują i tracą na urlopach wychowawczych. - Każdy dodatkowy rok pracy oznacza wyższą emeryturę. Bo odłożymy więcej pieniędzy i świadczenia będziemy pobierali przez mniej lat - mówi Wiktor Wojciechowski, ekonomista z fundacji FOR.
Zdaniem Jeremiego Mordasewicza z PKPP Lewiatan obecna dwudziestokilkulatka, pracując do 65. roku życia, może podwyższyć emeryturę aż o 40 proc.
Problem w tym, że we wszystkich sondażach większość kobiet sprzeciwia się dłuższej pracy. Polki uważają, że mają prawo odpocząć, zająć się domem i wnukami.
Pani minister może też napotkać opór w rządzie. Przeciwny zrównaniu i wydłużaniu wieku emerytalnego jest minister finansów Jacek Rostowski. Zapewnia, że do podwyższenia aktywności Polaków wystarczyła likwidacja wcześniejszych emerytur z 2008 r. Jeżeli kobieta chce, to i teraz zdaniem ministra finansów może dłużej pracować. Po co więc podwyższać wiek emerytalny?
- Skoro tak, to obniżmy wiek emerytalny mężczyzn albo w ogóle znieśmy wiek emerytalny. No bo dlaczego jest nam potrzebny? Przecież i bez niego ludzie mogą pracować dłużej. To doprowadzi nas do absurdu - argumentuje Irena Wóycicka.
Tłumaczy, że dziś pracującą 61-latkę postrzega się jako ewenement. Podczas gdy 61-letni mężczyzna jest odbierany jako normalny pracownik.
To przekłada się na inne podejście pracodawców do kobiet i mężczyzn. Kobieta słyszy: Przecież pani ma emeryturę, może czas odpocząć?
Pracodawca nie inwestuje w pracownicę, która dobija do sześćdziesiątki, przestaje ją awansować, przesuwa do mało zajmujących prac, nie daje podwyżek. No bo po co? Za chwilę będzie mogła odejść.
Prognozy Eurostatu pokazują, że osób w wieku produkcyjnym będzie w Polsce ubywać. - Podwyższenie wieku emerytalnego może sprawić, że po prostu będzie miał kto w Polsce pracować - mówi Agnieszka Chłoń-Domińczak, była wiceminister pracy.
Politycy uciekają od decyzji o zrównaniu wieku.
- Boją się, że przez samo podniesienie tego tematu przegrają wybory. Wiedzą, że w społeczeństwie nie ma zrozumienia dla takiej decyzji - mówi Irena Kotowska, demograf z SGH.
"Gazeta" ma jednak pismo ministra Michała Boniego z listopada do Jana Krzysztofa Bieleckiego, szefa Rady Gospodarczej. Boni pisze, że decyzje o podniesieniu i zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn powinny zapaść do 2015 r.
Wóycicka to była wiceminister pracy w rządzie Jana Krzysztofa Bieleckiego i Hanny Suchockiej. Na stanowisko w Kancelarii Prezydenta została powołana w połowie października.
Jak twierdzi, chce się zajmować przede wszystkim dyskryminacją kobiet. Mają mniej dzieci, niżby chciały, są gorzej traktowane na rynku pracy - mniej zarabiają i nie awansują tak jak ich koledzy, są też słabo reprezentowane w polityce.