http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Duńskie wkłady i układy

Piotr Żytnicki
2010-12-29, ostatnia aktualizacja 2010-12-28 23:01

Prezesi poznańskiej fabryki silników działali na szkodę swojej firmy czy ją ratowali? Przed sądem biznesowa zagadka

Fabryka Silników Okrętowych w HCP
Fot. Tomasz Kaminski / AG
Fabryka Silników Okrętowych w HCP
Akt oskarżenia przeciwko prezesowi Fabryki Silników Agregatowych (FSA) Jerzemu M. i jego zastępcom Andrzejowi A. i Michałowi W. wpłynął wczoraj do poznańskiego sądu. Zdaniem prokuratury oskarżeni działali na szkodę firmy.

O co chodzi? Dwa lata temu FSA należąca do HCP Cegielski zamówiła w duńskiej firmie Oilcare trzy wkłady do filtrów oleju. Polacy - oskarżeni podpisali się na zleceniach - zapłacili za nie ponad 100 tys. euro. Horrendalnie drogo, bo takie wkłady produkowane w kraju kosztują zaledwie od 10 do 20 euro za sztukę. Dodatkowo okazało się, że wkłady są niepotrzebne, i powędrowały do magazynu.

Zakupem zainteresowały się służby specjalne. Pisaliśmy o tym w "Gazecie" we wrześniu. Ustaliliśmy, że firmę Oilcare rekomendował Kim W., dyrektor w duńskim oddziale MAN-a, który był kluczowym klientem FSA. To tam poznańska spółka sprzedawała większość silników okrętowych (w latach 2008-09 zarobiła na tym 142 mln zł) i dzięki temu miała się świetnie na trudnym stoczniowym rynku.

"Myślę, że ta firma wam pomoże" - pisał o Oilcare Kim W. w e-mailu do wiceprezesa Andrzeja A. Jaki miał w tym interes? To Kim W. - jak ustaliliśmy - jest właścicielem Oilcare.

Prezesi w prokuraturze tłumaczyli, że wkłady dostali przez pomyłkę, bo w rzeczywistości zamawiali całe filtry, warte swojej ceny. FSA złożyła nawet reklamację, tyle że dopiero wtedy, gdy sprawą zajęła się ABW.

Prokuratura nie ma wątpliwości, że prezesi wiedzieli, za co płacą. W e-mailach od Oilcare jest bowiem rysunek techniczny wkładu przysłanego do poznańskiej spółki.

Czy szefowie fabryki, kupując niepotrzebne wkłady, w rzeczywistości opłacali się menedżerowi kluczowego klienta, by zdobyć zlecenia?

- Ta historia nie wygląda na czarno-białą. Na jednej szali 100 tys. euro. Na drugiej setki milionów i uratowane miejsca pracy - komentował we wrześniu Janusz Steinhoff, b. wicepremier i minister gospodarki.

Prokurator Łukasz Biela, który prowadził śledztwo, jest przekonany, że nie można udowodnić takiej zależności. W piśmie do prokuratury MAN zaprzecza bowiem, by Kim W. miał wpływ na kontrakty dla poznańskiej fabryki. - Co więcej, na umowach zawieranych w tamtym okresie nie było żadnych podpisów Kima W. - wyjaśnia prokurator.

W aktach sprawy znalazło się co prawda zeznanie asystenta prezesa fabryki, który opiekował się Kimem W. podczas jego wizyt w Polsce. Zeznał, że pod koniec 2008 r. wiceprezes Andrzej A. powiedział mu, że Kim W. żąda pieniędzy za kontrakty, a wkrótce potem FSA złożyła pierwsze zamówienie w Oilcare.

Jednak nawet oskarżeni prezesi nie potwierdzają, że chodziło o kontrakty i ratowanie miejsc pracy. Trzymają się wersji, że filtry były potrzebne, a Oilcare po prostu wysłał zły towar.

Prokurator Biela: - Nie ma dowodów, że w zamian za transakcję z firmą Kima W. FSA otrzymała intratne zlecenia i nie poniosła straty.

A jednak Kim W. po ujawnieniu sprawy został z MAN-a zwolniony.

A gdyby prezesi udowodnili, że niekorzystna transakcja się opłacała? Prokurator nie ma wątpliwości: - Wtedy zarzutu działania na szkodę spółki nie można by im postawić.

- Z prokuratorskiego punktu widzenia wygląda to źle dla zarządu FSA - przyznaje Jarosław Lazurko, prezes Cegielskiego. Mimo zarzutów nie zawiesił prezesów swojej fabryki. - W styczniu fabryka po raz czwarty zostanie wystawiona na sprzedaż. Nie chcemy wcześniej podejmować personalnych decyzji - mówi Lazurko. - Jeśli zapadną, to później. I tak przez rozgłos wokół tej sprawy obroty FSA spadły, a spółka pogorszyła wyniki.

Oskarżonym grozi pięć lat więzienia. A co ze 100 tys. euro za wkłady? Kim W. zapewnia, że zwróci pieniądze, jak tylko Polacy oddadzą mu towar. To problem - najdroższe wkłady świata są zabezpieczone jako dowód w sprawie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':