Minister edukacji
Katarzyna Hall chce też, żeby to dyrektor szkoły i samorząd określali dokładnie, ile i za jakie pieniądze pracują nauczyciele. Przeciwni zmianom są oświatowi związkowcy - obawiają się zwolnień. Samorządowcy przeciwnie - popierają
MEN. Co o tym sądzą nauczyciele?
Rozmowa z Izabelą Tumas, bibliotekarką z Gimnazjum nr 3 w Będzinie Aleksandra Pezda: Jest pani nauczycielką czy bibliotekarką? Izabela Tumas: Wykonuję oba zawody. Na studiach z bibliotekoznawstwa zrobiłam uprawnienia pedagogiczne z praktykami w szkole. Inaczej nie mogłabym pracować w szkolnej bibliotece, chyba że po dodatkowych studiach podyplomowych. Co innego w bibliotece publicznej - tam nie trzeba mieć tych uprawnień.
Jaka to różnica? Przecież i w szkole nie prowadzi pani lekcji, tylko w bibliotece... - ...siedzę i od czasu do czasu podaję książki dzieciom? Tak, wiem - tak się właśnie myśli o bibliotekarzach. Minister edukacji też chce wrzucić do jednego worka kogoś, kto nie ma kontaktu z uczniem, jak urzędnik kuratorium, oraz bibliotekarza szkolnego. To niesprawiedliwe i krótkowzroczne. Polska ma zatrważająco niski poziom czytelnictwa - a czasem biblioteki szkolne to jedyne, z którymi mają kontakt uczniowie.
W dodatku od kilku lat działają w nich tzw. centra informacji multimedialnej - na komputerach z internetem prowadzimy zajęcia, pomagamy uczniom wyszukać informacje potrzebne do lekcji.
Uczniowie mają domowe komputery, internet w komórkach. Przychodzą po to do biblioteki? - Jasne! Przed lekcjami, na przerwach i po lekcjach. Zrobiłam z nimi dwa projekty: internetową stronę o historii miasta i drugą - o kulturze naszego regionu. Obie zdobyły pierwsze miejsca w międzynarodowym konkursie "CyberFair".
Obawia się pani zwiększenia godzin pracy? - Bibliotekarze nie mają 18 godzin w tygodniu pensum, jak przedmiotowcy. Pracujemy 30 godzin, a po ostatnich zmianach dodatkowe dwie, bez wynagrodzenia. O ile MEN może to zwiększyć? Jedynie do kodeksowych 40 godzin w tygodniu. Nic strasznego się nie stanie. O ile przy tym zachowamy pracę. I tak spędzam w szkole więcej czasu. Jako bibliotekarz prowadzę całą administrację: zakupy, inwentaryzację i katalogowanie książek; księgowość: protokoły zakupów, inwentarz ubytków. Jeszcze opieka nad książką: okładki, naprawy, odkładanie na miejsce.
Jako pedagog: obsługa czytelników, poradnictwo w wyborze książek, zajęcia z edukacji czytelniczej i medialnej. Rady pedagogiczne? Lubię, za czytelnictwo albo pomoc w bibliotece można dla uczniów wywalczyć lepszą ocenę z zachowania. Prowadzę klub biblioteczny, projekty edukacyjne, przedstawienia. Co roku piszę scenariusz na zakończenie roku, organizuję konkursy, np. międzyszkolny "Potyczki literackie", na zakładkę do książki i na exlibris, prowadzę biblioteczny blog.
Ale czy bibliotekarzom potrzebne są długie wakacje? - Chciałaby pani udostępnić szkolne biblioteki całemu społeczeństwu, żeby książki nie leżały odłogiem? A czy udostępni też pani pracownię biologiczną albo chemiczną? Biblioteka jest jedną z pracowni szkolnych. Jak bym ściągnęła wypożyczone książki od ludzi z zewnątrz, gdyby się okazało, że są potrzebne uczniom? Co do pracy w wakacje - proszę, ja lubię swoją pracę.
Skoro nie przeszkadza pani większe pensum i krótsze wakacje - dlaczego jest pani przeciw zmianom? - Mój zawód jest niedoceniany. Bibliotekarze np. są często przez dyrektorów szkół traktowani jako źródło bezpłatnych zastępstw. Inni nauczyciele za zastępstwa dostają pieniądze, bibliotekarze - nie. Bo przecież - myśli sobie dyrektor - i tak "siedzą w bibliotece" i czekają na czytelników. A przecież my - jak każdy inny nauczyciel - pracujemy na kolejne szczeble awansu zawodowego. Zdobyłam wszystko, jestem nauczycielem dyplomowanym. Jaki jest efekt? Goła pensja. Przedmiotowiec na tym samym poziomie ma nadgodziny i zastępstwa, zarobi nawet o jedną trzecią więcej.
Dokształcam się od lat. Mam rewelacyjną, kolorową bibliotekę. Żeby dokupić książki, sprzedawałam makulaturę, pisałam do wydawnictw prośby o darowizny. Działania miały dotąd status pedagogiczny, teraz mają ten status stracić? Dlaczego po tylu latach mam zostać nienauczycielką, czyli panią od podawania książek?!