Pieniądze przysyłane przede wszystkim z
USA, ale też innych krajów Ameryki Łacińskiej czy z Hiszpanii pozwalały Kubańczykom łatać dziury w nędznych domowych budżetach, a reżimowi braci Raula i Fidela Castro reperować budżet państwa.
Blisko dwumilionowa diaspora kubańska śle rocznie ok. 1,2 mld dol., co stanowi drugie po turystyce największe źródło twardej waluty dla władz. Pieniądze emigranci przekazywali przelewami bankowymi, ale od czasu obłożenia ich 10-proc. podatkiem coraz częściej przewożone były przez samych Kubańczyków odwiedzających rodziny, a także przez stałych zawodowych kurierów zwanych mułami.
Szacuje się, że pomoc finansową od rodzin z zagranicy dostaje blisko połowa z 11 mln Kubańczyków na wyspie. Nie są to duże przekazy, średnio ok. 100 dol. miesięcznie, ale w zrujnowanym gospodarczo kraju to mnóstwo pieniędzy.
Amerykański bank Western Union, który w USA ma monopol na transfery rodzinne dla Kubańczyków, szacował, że zaledwie co dziesiąty dolar przechodzi przez jego konta, resztę przewożą krewni i "muły". Na wyspie komunistyczny reżim zatrzymywał dewizy przesyłane oficjalną drogą, wypłacając za nie tzw. pesos wymienialne, czyli lokalną walutę uprawniającą do kupowania importowanych towarów, których nie ma na "normalnym" rynku, w sklepach dewizowych (w PRL tę samą funkcję pełniła sieć sklepów Pewex).
Dodatkowo reżim zarabiał na kursie wymiennym, bo za każdego przysłanego dolara wypłacał 0,9 pesos. Po potrąceniu 10-proc. podatku Kubańczyk dostawał tylko 0,8 pesos za każdego dolara. Na czarnym rynku dolar kosztował przeszło 20 razy więcej.
Większość dolarów przewożonych przez krewnych i kurierów też w końcu trafiała do rąk komunistycznego rządu, bo mieszkańcy Kuby mogli je wydać wyłącznie w dewizowych sklepach.
W zeszłym tygodniu reżim zrezygnował z podatku, na czym straci przeszło 100 mln dol. rocznie. Liczy jednak, że znacznie więcej emigrantów zrezygnuje z usług "mułów" i skorzysta z oficjalnej drogi, co sprawi, że dolary i euro przysyłane z zagranicy trafią od razu do banku centralnego.
Pogrążona w kryzysie gospodarczym Kuba ma ogromne trudności ze zdobyciem twardej waluty na import m.in. żywności, której 80 proc. pochodzi z zagranicy. Od dwóch lat rząd blokuje nawet konta dewizowe zagranicznych przedsiębiorstw inwestujących na wyspie w firmy mieszane z państwowym kapitałem kubańskim, nie mogą też one wywozić zysków.
Pracownicy Western Union potwierdzają, że zniesienie podatku już daje efekty: - Klienci się cieszą, miałam o wiele większy ruch niż rok temu.
Dolary przydadzą się Kubańczykom bardziej niż kiedykolwiek. Od nowego roku rząd braci Castro zacznie masowe zwolnienia pracowników państwowych, które dotkną ok. 250 tys. osób. Reżim ma nadzieję, że wielu z nich stworzy własne małe firmy prywatne. Kilka miesięcy temu prezydent
Raul Castro zalegalizował tzw. inicjatywę prywatną w gospodarce w ponad 200 dziedzinach - od barów i knajp przez zakłady fryzjerskie po warsztaty samochodowe.
Msza w więzieniu Władze zezwoliły w Wigilię kardynałowi Jaime Ortedze na odprawienie mszy świętej w jednym z największych więzień Combinado del Este pod Hawaną. Przy tej okazji kardynał zapowiedział, że po świętach wyjdą na wolność kolejni więźniowie polityczni, których uwolnienie obiecał w lipcu reżim braci Castro. Do tej pory cele opuściło 40 osób i wszyscy zgodzili się wyjechać na wygnanie do Hiszpanii. W więzieniach pozostaje 11 osób, które nie zgadzają się na przymusową emigrację. Wśród nich dwie - Oscar Elias Biscet i Angel Moya - siedzą właśnie w Combinado del Este. Kardynał zapewnił, że oni też wyjdą.