http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Prokuratura nie odpuszcza prezesowi rady Fundacji Jolanty Kwaśniewskiej

Marcin Pietraszewski, Wojciech Czuchnowski
2010-12-24, ostatnia aktualizacja 2010-12-23 18:59

Andrzej Kratiuk, prezes rady Fundacji Jolanty Kwaśniewskiej, oskarżony o pranie brudnych pieniędzy i niegospodarność

Andrzej Kratiuk
Fot. Sławomir Kamiński / AG
Andrzej Kratiuk
- Jestem przekonany, iż w sądzie udowodnię, że zarzuty są absurdalne - mówi Kratiuk.

Prokuratura zainteresowała się Kratiukiem przy okazji szukania haków na b. prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego i jego żonę Jolantę. W 2005 r. posłowie komisji śledczej badającej aferę Orlenu twierdzili, że fundacja żony prezydenta zajmuje się praniem pieniędzy, a darowizny jej przekazywane są ukrytą formą łapówek.

Wszystkie sprawy przeciwko b. prezydentowi i jego otoczeniu prowadziła prokuratura w Katowicach ciesząca się największym zaufaniem Zbigniewa Ziobry, ministra sprawiedliwości w rządzie PiS.

Zarzuty wobec fundacji nie znalazły żadnego potwierdzenia w faktach, ale prokuratura zaczęła badać interesy robione przez Kratiuka, który prowadzi kancelarię prawną.

- W moim domu zjawiła się policja, wzięli wszystkie dokumenty, nawet faktury za remont - wspomina Kratiuk, który prosi, by w tekście przedstawiać go pełnym nazwiskiem, a nie inicjałem - tak jak osoby postawione w stan oskarżenia.

Ostatecznie Kratiukowi postawiono zarzut działania na szkodę Polskiego Towarzystwa Finansowego. Przed kilku laty było ono liderem na rynku kredytów samochodowych w Polsce. Zdaniem śledczych w wyniku celowych działań wyprowadzono z niego ponad 23 mln zł.

Wczoraj śledztwo zakończono. - Na ławie oskarżonych zasiądzie jeszcze siedem innych osób - mówi prokurator Leszek Golawski, rzecznik prasowy Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach.

Zdaniem śledczych Kratiuk dzięki "powiązaniom finansowym i personalnym" z PTF doprowadził do tego, że spółka za 31 mln zł kupiła udziały w Dolnośląskiej Grupie Finansowej. Prokuratura uważa, że były one warte zaledwie 7 mln zł.

Kratiuk potwierdza, że jego kancelaria prowadziła obsługę transakcji.

- Ale ja osobiście nie brałem w niej udziału, więc nie wiem, o jakie powiązania personalne tu chodzi - mówi. - Pomijając polityczny kontekst sprawy, uważam, że jest ona efektem braku zrozumienia prokuratury dla mechanizmów ekonomicznych. Transakcja odbywała się w obrębie spółek, które mają tego samego właściciela, wycena była rzetelna. Po tej transakcji połączone spółki kupił bank Santander, który nigdy nie zgłaszał zastrzeżeń i z tego, co wiem, nie chciał teraz, by uznano go za pokrzywdzonego. Cieszę się, że po latach tego przewlekłego postępowania sprawa trafi do sądu, gdzie będę mógł wytłumaczyć to, czego prokuratura nie chce zrozumieć - kończy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':