- Jestem przekonany, iż w sądzie udowodnię, że zarzuty są absurdalne - mówi Kratiuk.
Prokuratura zainteresowała się Kratiukiem przy okazji szukania haków na b. prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego i jego żonę Jolantę. W 2005 r. posłowie komisji śledczej badającej aferę Orlenu twierdzili, że fundacja żony prezydenta zajmuje się praniem pieniędzy, a darowizny jej przekazywane są ukrytą formą łapówek.
Wszystkie sprawy przeciwko b. prezydentowi i jego otoczeniu prowadziła prokuratura w Katowicach ciesząca się największym zaufaniem Zbigniewa Ziobry, ministra sprawiedliwości w rządzie
PiS.
Zarzuty wobec fundacji nie znalazły żadnego potwierdzenia w faktach, ale prokuratura zaczęła badać interesy robione przez Kratiuka, który prowadzi kancelarię prawną.
- W moim domu zjawiła się
policja, wzięli wszystkie dokumenty, nawet faktury za remont - wspomina Kratiuk, który prosi, by w tekście przedstawiać go pełnym nazwiskiem, a nie inicjałem - tak jak osoby postawione w stan oskarżenia.
Ostatecznie Kratiukowi postawiono zarzut działania na szkodę Polskiego Towarzystwa Finansowego. Przed kilku laty było ono liderem na rynku kredytów samochodowych w Polsce. Zdaniem śledczych w wyniku celowych działań wyprowadzono z niego ponad 23 mln zł.
Wczoraj śledztwo zakończono. - Na ławie oskarżonych zasiądzie jeszcze siedem innych osób - mówi prokurator Leszek Golawski, rzecznik prasowy Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach.
Zdaniem śledczych Kratiuk dzięki "powiązaniom finansowym i personalnym" z PTF doprowadził do tego, że spółka za 31 mln zł kupiła udziały w Dolnośląskiej Grupie Finansowej. Prokuratura uważa, że były one warte zaledwie 7 mln zł.
Kratiuk potwierdza, że jego kancelaria prowadziła obsługę transakcji.
- Ale ja osobiście nie brałem w niej udziału, więc nie wiem, o jakie powiązania personalne tu chodzi - mówi. - Pomijając polityczny kontekst sprawy, uważam, że jest ona efektem braku zrozumienia prokuratury dla mechanizmów ekonomicznych. Transakcja odbywała się w obrębie spółek, które mają tego samego właściciela, wycena była rzetelna. Po tej transakcji połączone spółki kupił bank Santander, który nigdy nie zgłaszał zastrzeżeń i z tego, co wiem, nie chciał teraz, by uznano go za pokrzywdzonego. Cieszę się, że po latach tego przewlekłego postępowania sprawa trafi do sądu, gdzie będę mógł wytłumaczyć to, czego prokuratura nie chce zrozumieć - kończy.