http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Co z tym seksem?

Rozmawiał Marcin Markowski
2010-12-23, ostatnia aktualizacja 2010-12-23 13:29

Aleksandra Dulas (z lewej) i Anna Jurek prowadzą w łódzkich szkołach zajęcia z edukacji seksualnej
Aleksandra Dulas (z lewej) i Anna Jurek prowadzą w łódzkich szkołach zajęcia z edukacji seksualnej
Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta

Uczniowie pytają: Czy można zarazić się HIV od spermy, która kapnie na oko? Czy homoseksualista to pedofil? Czy masturbacja jest dobra?

ZOBACZ TAKŻE
Rozmowa z Anną Jurek i Aleksandrą Dulas*, edukatorkami seksualnymi w łódzkich szkołach

Marcin Markowski: W amerykańskim serialu "Cudowne lata" jest taka scena: nauczyciel rysuje na tablicy narządy rodne kobiety, a potem - wskazując na jajowody - pyta, co to jest. "Uszy" - rzuca uczeń. Nauczyciel unosi wskaźnik pod sufit i mówi: "Uszy byłyby gdzieś tam".

Anna Jurek: Na naszych zajęciach rysują uczniowie. Częściej chłopcy, bo dziewczyny są bardziej nieśmiałe i - co ciekawe - chłopcy z reguły lepiej wiedzą, jak wyglądają narządy kobiety.

Co jeszcze robią?

A.J.: Zakładają prezerwatywy na ogórka. Wyobrażają sobie, że są kosmitami i oglądając zdjęcia z kolorowych gazet, muszą podzielić Ziemian pod względem płci i opisać różnice. Dostają zadanie - wypisać synonimy słów: "penis", "pochwa", "seks", włącznie z wulgarnymi. Dzięki temu dociera do nich, jak język kształtuje myślenie o partnerze i wzajemnych relacjach. Jakie wyraża emocje.

I nie ma śmiechów, chichów, żartów?

A.J.: Oczywiście, że są! Zwłaszcza na pierwszych zajęciach. Ale gdy się wyśmieją, zaczyna się rozmowa.

Aleksandra Dulas: Ostatnio przy ćwiczeniu z synonimami powstał spór, czy można „wydymać” żonę. Większość stanowczo twierdziła, że wydymać można co najwyżej kogoś obcego, kto jest nam obojętny. Jeden z uczniów upierał się, że żonę też, ale - jak zaznaczył - z szacunkiem. To są fantastyczne chwile, kiedy młodzi ludzie wśród żartów dochodzą do ważnych refleksji.

A.J.: A przy okazji uświadamiają sobie, jak wielki wpływ na nich ma grupa rówieśnicza. Chłopak kocha się fizycznie z dziewczyną, ale kolegom nie powie, że się "kochał z Kaśką". "Wyśmialiby mnie, że miękki jestem". Rozmawiając szczerze i otwarcie, rozbrajamy tych, którzy drwią. Uczniowie chcą być traktowani poważnie. Odpłacają zaufaniem.

Uczniowie mają pewnie wiele pytań.

A.D.: Mnóstwo, najwięcej o masturbację, bo pani od religii mówi, że to grzech. Tłumaczymy, że ma prawo tak mówić, bo Kościół katolicki tak na tę sprawę patrzy, ale są też inne punkty widzenia, np. medyczny, według którego masturbacja nie jest czymś złym. Przeciwnie! Rozładowuje napięcie, pozwala poznać swoje ciało i - dzięki temu - będziemy czerpać więcej radości z życia seksualnego. Dla uczniów masturbacja to poważny problem etyczny.

I co im radzicie?

A.D.: Nie radzimy. Stąd już krótka droga do indoktrynacji, od której staramy się trzymać z daleka. Mówimy o plusach i zagrożeniach, oni wybierają. Problemem jest też homoseksualizm. "Jak to? Jest genetyczny? To nie można sobie go wybrać?" - pytają osoby, które mają po szesnaście lat. Pytają, po czym się zorientować, że jest się homoseksualistą. Jeśli dziewczyna miała kontakty seksualne z koleżanką, znaczy jest lesbijką?

A.J.: Uczniowie często mylą homoseksualistę z pedofilem, stąd u wielu - zwłaszcza chłopców - sporo homofobii. Z niewiedzy.

Uczniowie pytają, a wy zawsze wszystko wiecie?

A.D.: Nie zawsze. Rozmawialiśmy o HIV. Uczniowie byli ciekawi, czy można się zarazić przez pot. Nie można. Przez ślinę? Nie można. "A jeśli sperma kapnie na oko?" - zapytała uczennica. Na sto procent nie byłam pewna, skontaktowałam się z lekarzem ginekologiem i dopytałam. Lekarz zapewnił, że jeśli na oku nie ma żadnej rany, zarazić się nie można, i taką odpowiedź - z przywołaniem źródła - przekazałam klasie na kolejnych zajęciach.

Skąd pomysł, żeby uczyć o seksie?

A.D.: Od uczniów. Ja jestem po socjologii, Ania po filozofii. Sześć lat temu założyłyśmy fundację. Prowadziłyśmy zajęcia dla dyslektyków, wspierałyśmy uczniów zdolnych, zachęcałyśmy do postaw proobywatelskich. Raz zapytałam gimnazjalistów, o czym jeszcze chcieliby pogadać. "O seksie".

A.J.: Przy wsparciu edukatorów seksualnych Ponton gruntownie się przeszkoliłyśmy i od października prowadzimy zajęcia w łódzkich gimnazjach, a planujemy też w liceach. Jeden kurs to dziesięć godzin i tyle samo tematów: co to jest seks, co może przynieść oprócz przyjemności, czyli o chorobach przenoszonych drogą płciową. Poruszamy kwestie tożsamości i orientacji seksualnej. Zastanawiamy się, kiedy wiemy, że jesteśmy gotowi na pierwszy raz. Jaki wizerunek kobiety i mężczyzny kreują media. Mówimy o antykoncepcji, o której - jak się okazuje - uczniowie nie wiedzą prawie nic. Rozmawiamy o pornografii i asertywności. Uczymy, jak podejmować mądre decyzje w jednej z piękniejszych sfer ludzkiego życia.

Szkoły chętnie was wpuszczają?

A.J.: Nie wszystkie. Dyrektorzy mówią: "My dziękujemy, bo już mamy wychowanie do życia w rodzinie". Ale edukacja seksualna pojawia się tam śladowo, a właśnie tej wiedzy młodzi ludzie potrzebują teraz. To ich interesuje. Poza tym dobrze, jeśli nie prowadzi tych zajęć nauczyciel ze szkoły. Wtedy łatwiej się otworzyć, nie ryzykując komentarzy na temat swoich poglądów czy postaw. My ocen nie stawiamy.

A.D.: W szkołach, które nas przyjmują, też bywa różnie. To, że dyrektor popiera edukację seksualną, nie oznacza, że podobnie uważają wszyscy nauczyciele.

A rodzice?

A.J.: Muszą się zgodzić, by dziecko uczestniczyło w zajęciach. Na piśmie! Dostają również szczegółowy spis zagadnień, żeby nie było wątpliwości, o czym rozmawiamy na zajęciach. Większość się zgadza, choć zajęcia nie są darmowe - za dziesięć spotkań uczeń, czyli rodzic, płaci 50 zł.

Przecieracie szlaki...

A.D.: Stale same się zastanawiamy, jak daleko możemy się posunąć, by nie powiedzieć czegoś za dużo, niepotrzebnie, nie tak. Gdy zadzwoniłam do seksuologa doktora Andrzeja Depki i zapytałam, ile mogę powiedzieć szesnastolatkowi o masturbacji, a gdzie powinnam się zatrzymać, kiedy młodzież pyta o homoseksualizm, on odparł, że wiedzy nie można reglamentować.

A.J.: Uczymy więc, jak zakładać prezerwatywę, ale także jak radzić sobie ze swoją seksualnością i cieszyć się dorastaniem. Ostatnio był w Łodzi Explorers Festival, festiwal sportów ekstremalnych i przygody. Żartowałyśmy, że nam też powinni przyznać nagrodę. Co prawda nie przedzieramy się przez Himalaje, ale przez zaspy uprzedzeń i stereotypów.

* Anna Jurek i Aleksandra Dulas prowadzą Jaskółkę, łódzką Fundację na rzecz Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 64 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    98 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':