http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Prokuratura: Sanitariusze zawiedli kolegów

pap, w
2010-12-23, ostatnia aktualizacja 2010-12-22 20:40

Niesiemy do śmigłowca jednego z rannych w czasie powstania al Sadra w Karbali
Niesiemy do śmigłowca jednego z rannych w czasie powstania al Sadra w Karbali
Zdjęcia ze zbiorów Mikołaja Wróbla

Przed sądem wojskowym w Warszawie kończy się proces sanitariuszy oskarżonych o to, że bali się ratować rannych w Iraku.

Polscy żołnierze w Iraku
Fot. Piotr Janowski / AG
Polscy żołnierze w Iraku
ZOBACZ TAKŻE
Sanitariuszy jest trzech. Prokurator zażądał wczoraj dla nich kar roku więzienia. Oskarża ich o niewykonanie rozkazu udzielenia pomocy rannym w zamachu na konwój. Obrona chce uniewinnienia.

Chodzi o wydarzenia z lutego 2007 r., gdy polski konwój na autostradzie Tampa w Iraku wpadł na minę pułapkę. Zginął żołnierz Piotr Nita. Według prokuratury sanitariusze podczas tego ataku mimo rozkazu nie wyszli z sanitarki, by udzielić pomocy rannym kolegom i zabrać ciało zabitego. - Zawiedli jako żołnierze. Zawiedli swoich kolegów - podsumował prok. kpt. Mariusz Malinowski.

- Mam zasadnicze wątpliwości, czy rozkaz w ogóle dotarł do oskarżonych, a bez tego trudno im zarzucać, że nie wykonali rozkazu - mówił mec. Michał Zuchmantowicz, wnosząc o uniewinnienie swoich klientów. - To nie jest film "Helikopter w ogniu". Tutaj sanitariusze nie biegają z wenflonami po polu walki, bo tak się nie robi - podkreślił. Adwokat dodał, że sanitariusze nie byli przeszkoleni do udzielania pomocy na polu walki.

Drugi obrońca mec. Stanisław Cybulski zauważył, że rozkaz został wykonany. Sąd nie dostał zapisu z amerykańskiego monitoringu, który by to rozstrzygnął.

Ostatni świadek - plutonowy z konwoju - zeznał wczoraj, że nie wie, czy oskarżeni zrozumieli rozkaz. Powiedział, że sanitariusze cofnęli karetkę i zabrali ciało żołnierza, ale nie od razu po rozkazie.

Oskarżeni twierdzą, że wysiedli z samochodu, wydali nosze dla Piotra Nity (który zginął na miejscu) i udzielali pomocy rannym. Pozostali żołnierze z konwoju (będący z innej jednostki niż sanitariusze) zeznali, że ich nie widzieli, choć nie byli tego absolutnie pewni.

Sanitariusz Marcin K. - jedyny, który składał wyjaśnienia - uważa, że razem z kolegami padł ofiarą niechęci pozostałych żołnierzy. Twierdził, że niechęć okazywał mu dowódca feralnego patrolu i jeszcze jeden żołnierz. - My nie byliśmy z tej ekipy, byliśmy dla nich obcy. Tak jest, kiedy próbuje się usprawiedliwiać własne błędy. Potem działa psychologia tłumu - mówił kilka miesięcy temu.

Sanitariusz (który przed VII zmianą irackiego kontyngentu był już tam na zmianie IV i V) twierdzi, że wydane przez dowódcę gwałtownym głosem polecenie: "Wyp... z karetki, wziąć nosze", wykonał niezwłocznie i mimo braku osłony przedarł się około 30 m do palącego się hummera, pod którym eksplodowała mina pułapka.

Sąd wyda wyrok za tydzień.







Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':