http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Twoja twarz jutro. Gorączka i włócznia, Marias, Javier

Tomasz Pindel
2010-12-21, ostatnia aktualizacja 2012-04-24 11:14

Jaki jest najlepszy pisarz hiszpański? Nikt jasno na takie pytanie raczej nie odpowie, ale każdemu od razu przemknie przez myśl jedno nazwisko - Javier Marias. Jego nowa powieść właśnie się ukazała w polskim przekładzie

ZOBACZ TAKŻE
"Twoja twarz jutro. Gorączka i włócznia" Javier Marias
przeł. Ewa Zaleska
Sonia Draga, Katowice


Nie ma takiego rankingu współczesnych pisarzy hiszpańskich, w których Javier Marias nie pojawiłby się na jakiejś eksponowanej pozycji. Przynajmniej od wydania jego najgłośniejszej powieści "Serce tak białe" (1992) pisarz zbiera pochwały krytyków, liczne nagrody, a do tego jego kolejne książki sprzedają się w przyzwoitych nakładach. Stał się autorem powszechnie kojarzonym przez czytelników, także w innych obszarach językowych: w Niemczech namaścił go Marcel Reich-Ranicki, a we Francji gościł w swym programie Bernard Pivot. Do tego Marias znany jest jako znakomity tłumacz, starannie wybierający przekładanych autorów - takich jak Sterne, Hardy, Auden czy Faulkner - i niestroniący od przemyślnych zabaw (opublikował np. tom opowiadań grozy zapomnianych brytyjskich pisarzy, ukrywając między nimi... jeden własny tekst). By dopełnić lekko ekscentrycznego wizerunku, dodać trzeba, że jest on królem karaibskiej wyspy Redonda (swoje dojście do tronu opisuje w niewydanych po polsku "Czarnych plecach czasu") - jest to wprawdzie bezludny kawał skały, ale za to książęcymi tytułami Marias obdarzył Pedra Almodóvara, Maria Vargasa Llosę, Francisa Forda Coppolę czy Umberta Eco (ten ostatni chlubi się tytułem Księcia Wyspy Dnia Poprzedniego).

Tymczasem w Polsce Marias jak dotąd nie miał wiele szczęścia. Ukazały się u nas wprawdzie aż cztery jego książki - trzymające w napięciu "Serce tak białe", głośna powieść akademicka "Wszystkie dusze" i niewielki "Człowiek sentymentalny" oraz poruszające mocnym otwarciem "Jutro w czas bitwy o mnie myśl" - ale autor jakoś nie przedarł się do szerszej świadomości czytelników. I kiedy już można by sądzić, że mariasowska ekspansja nie dla nas, pojawiła się kolejna szansa na poważne spotkanie z pisarzem: pierwszy tom trylogii "Twoja twarz jutro. Gorączka i włócznia".

Z powieściami Mariasa jest ten problem, że dość trudno jest je sensownie opisać. Bo fabularnie "Gorączkę" można streścić tak: narrator Jacques Deza, Hiszpan, który właśnie rozstał się z żoną (i dziećmi), przebywa w Wielkiej Brytanii (gdzie był już wcześniej, to zresztą ta sama postać, co we "Wszystkich duszach") i udaje się z wizytą do starego znajomego. Bierze udział w towarzyskim spotkaniu, gdzie poddany zostaje specyficznemu testowi, w wyniku którego otrzyma propozycję pracy w instytucji parającej się działalnością okołoszpiegowską. Zadaniem Dezy jest obserwowanie rozmów i interpretowanie zachowań i intencji osób. I właściwie tyle. Jeśli jeszcze dodać, że praktycznie cała powieść (440 stron) ogranicza się do mniej więcej czterech scen (z których najwięcej miejsca zajmuje wieczorne przyjęcie i poranna po nim rozmowa), to niejeden czytelnik gotów się przestraszyć.

Niesłusznie. Jest to bowiem historia frapująca, wciągająca i pełna najróżniejszych smaczków. Narrator Mariasa cechuje się niepohamowaną skłonnością do dygresji - już choćby widok plamy krwi na schodach wywołuje w nim cały łańcuch skojarzeń i wprowadza do historii postać znajomego kryminalisty - ale zarazem całość tekstu zorganizowana jest z żelazną logiką i konsekwencją: wszystko ze wszystkim się połączy, jeśli jakiegoś elementu układanki w danej chwili nam brakuje, to bez obaw - z czasem się znajdzie. Jacques Deza oddaje się czasem subtelnym rozważaniom nad językiem i słowami - w wielu powieściach Mariasa ujawnia się jego natura tłumacza: uwielbia on analizować nieadekwatność angielskich i hiszpańskich wyrazów (w polskim przekładzie ta gra robi się potrójna), często szuka właściwych określeń, a także charakteryzuje postaci przez ich sposób mówienia (widać to wyraźnie np. w przypadku De la Garzy, hiszpańskiego dyplomaty i żenującego prostaka; ależ ma frajdę Marias, chłoszcząc przywary i maniery swoich rodaków!). Ale tu wcale nie chodzi o jakieś lingwistyczne akrobacje: pewien krytyk zauważył kiedyś, że typowy narrator Mariasa to człowiek, który nie tylko wie o wszystkim, ale wie o wszystkim na wszystkie możliwe sposoby. Cechą rozpoznawczą autora są właśnie owe z pozoru zaplątane, ale absolutnie przejrzyste frazy, w których rozważa się nie tylko to, co się stało, ale i to, co stać by się mogło - ot, na przykład, kiedy Deza myśli o swojej żonie, zaczyna wyobrażać sobie jej następnego mężczyznę, ze wszystkimi szczegółami i nawykami, i to w kilku wariantach, choć żadnego mężczyzny jeszcze nie ma (spotkałem się nawet z opinią, że takie refleksyjne meandry nie są przetłumaczalne na języki nieromańskie, bo wymagają rozbudowanego systemu czasów gramatycznych, ale przekład Ewy Zaleskiej jednoznacznie tezę tę obala).

Powieść wypełniają rozmowy i wspomnienia, bo też pamięć i komunikacja międzyludzka stanowią jej - i prozy Mariasa w ogóle - główne tematy. Przeszłość rzucająca mroczny cień na czasy obecne pojawiała się w "Sercu tak białym" - w finalnych partiach powieści poznajemy straszną tajemnicę ojca bohatera - i powraca też w "Twojej twarzy jutro", także w powiązaniu z postacią ojca. Stary Deza został po przegranej wojnie domowej zadenuncjowany przez swojego przyjaciela, ale po latach odmawia szukania zemsty czy nawet interesowania się losem zdrajcy, nie chce bowiem w ten sposób przydawać mu jeszcze więcej znaczenia (trudno nie dostrzec tu komentarza do gorącej ostatnio w Hiszpanii debaty o pamięci historycznej). Z kolei komunikowanie się to zarazem podstawowy materiał literacki pisarza i zjawisko wyraźnie go fascynujące: stąd to zainteresowanie (nie)adekwatnością języków, stąd pomysł instytucji badającej intencje rozmówców, stąd też istotny wątek o czasach II wojny światowej w Anglii i o kampanii przeciwko beztroskiemu plotkowaniu, które może stać się orężem dla wroga.

"Gorączkę i włócznię" połyka się szybko, choć, by tę książkę docenić, trzeba uważnej lektury i wnikania w jej wątki. Kolejne dwa tomy mają ukazać się wkrótce, a tymczasem warto wrócić do wcześniejszych powieści, bo Marias, jeden z najoryginalniejszych pisarzy Europy, to autor, w którego prozie można się zanurzyć i błogo zatracić.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':