http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Modły niezgody w Paryżu

Dominika Pszczółkowska
2010-12-20, ostatnia aktualizacja 2010-12-20 01:59

Muzułmanie co piątek blokują kilka ulic Paryża, by się modlić. Oburza to wielu Francuzów i polityków, dla których jest to sprzeczne z laickością państwa

Francja deportowała radykalnego imama - podżegał do nienawiści
Fot. AP/Muhammed Muheisen
Francja deportowała radykalnego imama - podżegał do nienawiści
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
SONDAŻ
Czy Twoim zdaniem Francja powinna być bardziej tolerancyjnym państwem?

Tak
Nie

Modły w 18., wyjątkowo wielokulturowej i wieloreligijnej dzielnicy Paryża u stóp Montmartre'u organizowane są już od kilku lat. Zaczęło się w okolicach prywatnego meczetu przy ulicy Myrha, teraz zdarza się też przy kilku innych.

Muzułmanie modlą się na ulicach, bo meczety są za małe, by w piątkowe popołudnia, gdy odbywają się najważniejsze nabożeństwa, pomieścić wszystkich wiernych. Rozkładają swe dywaniki na chodnikach lub wręcz na jezdni.

Sprawa od dawna oburza niektórych sąsiadów i obrońców laickości francuskiego państwa. W kraju, gdzie obowiązuje zakaz noszenia symboli religijnych w szkołach i urzędach, a niebawem wejdzie w życie zakaz zasłaniania twarzy we wszystkich miejscach publicznych, takie publiczne modły wydają się wielu demonstracyjnym pogwałceniem reguł współżycia społecznego.

Batalię z ulicznymi modłami od dawna prowadzi m.in. internetowe pismo "Riposta Laicka". "Mieszkańcy ulicy Myrha muszą znosić narastającą inwazję na ich przestrzeń publiczną przez muzułmanów, którzy narzucają wszystkim swoje modlitwy" - pisało w 2009 r. Pismo skrupulatnie odnotowuje wszystkie sygnały świadczące o tym, że modlący się muzułmanie czują się coraz bardziej uprawnieni do zajmowania ulic: barierki i zakazy wjazdu dla samochodów ustawiane na czas modlitw, głośniki, by lepiej było słychać imama. "Te sceny pokazują jasno, jakie jest marzenie radykałów islamskich: podbić przestrzeń publiczną swoimi chustami, meczetami, modłami".

"Riposta Laicka" zachęca czytelników, by wysyłali listy do prezydenta, by poskarżyć się na lewicowe władze miasta, które "oddały nasze ulice islamskim fundamentalistom". Listów nie było chyba jednak bardzo wiele, bo dotychczas o sprawie było cicho.

Nagłośniła ją dopiero Marine Le Pen ze skrajnie prawicowego Frontu Narodowego, która nazwała uliczne modły "okupacją" i otwarcie porównała je do czasów wojny, mówiąc, że nie ma co prawda "pojazdów opancerzonych ani żołnierzy", ale że "to jednak jest okupacja".

Jej wypowiedź wywołała oburzenie. Francuska rada wiary muzułmańskiej (CFCM) nazwała to porównanie "obraźliwym dla francuskich muzułmanów", a Ruch przeciw Rasizmowi (MRAP) pozwał Marine Le Pen za podżeganie do nienawiści rasowej.

Publiczna awantura sprawiła, że stanowisko musiały zająć także partie polityczne z głównego nurtu. Dla rządzącej UMP sytuacja jest w miarę jasna: uliczne modły nie mogą mieć miejsca. W trudniejszej sytuacji znalazła się lewica, która tradycyjnie zabiega także o głosy osób pochodzących z imigranckich rodzin. Dla jednego z przywódców partii socjalistycznej Benoit Hamona "nie ma żadnego powodu, by laickość nie była zagwarantowana". Dla kandydatki na prezydenta Ségolene Royal owszem, jest: muzułmanie nie mają gdzie się modlić.

- Laickości takiej, jak ją wpisano do konstytucji, towarzyszy wolność praktykowania wiary. Z tego wynika, że powinny istnieć możliwości praktykowania religii w sposób godny, tam gdzie jest na to wystarczająco dużo miejsca - stwierdziła Royal.

Podobne modły jak w Paryżu odbywały się w miejscowości Saint Gratien na północ od stolicy. Tam w imię laickości władze ich zakazały.

Lewicowy burmistrz 18. dzielnicy Daniel Vaillant zapewnia, że buduje dwa nowe domy kultury, których pomieszczenia będą udostępniane muzułmanom na modły. Potrwa to jednak jeszcze dwa lata.

Pomysł, by publiczny lokal oddawać w ręce grupy wyznaniowej, także nie wszystkim się podoba. "Mając alibi, że to dom kultury, buduje im się meczety za 28 mln euro z publicznych pieniędzy" - oburza się "Riposta Laicka". Tymczasem w środku zimy muzułmanie rozkładają swe dywaniki na zimnych, mokrych ulicach i także nie są z tego zadowoleni

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':