http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Armia USA otwarta dla gejów

Mariusz Zawadzki, Waszyngton
2010-12-19, ostatnia aktualizacja 2010-12-19 18:28

Amerykański Senat przegłosował w sobotę ustawę, która zezwala jawnym gejom i lesbijkom na służbę w wojsku.

Senatorowie głosowali w sprawie po raz drugi kolejny w ostatnich dniach. Jeszcze tydzień temu utrzymali ustawę "Don't ask, don't tell" (Nie pytaj, nie mów), która stanowi, że homoseksualiści mogą służyć w armii USA tylko pod warunkiem, że ukrywają swoją orientację. W sobotę obalili ją stosunkiem głosów 65 do 31, spełniając życzenie prezydenta Baracka Obamy i większości Amerykanów - sondaże wskazują, że przeciw "Don't ask, don't tell" są dwie trzecie opinii publicznej. Kilku senatorów republikańskich zmieniło zdanie, ponieważ w piątek Obama spełnił ich żądanie i przedłużył ulgi podatkowe dla najbogatszych Amerykanów.

Tym samym Obama spełnił w tym roku już drugą wielką, niespełnioną obietnicę Billa Clintona, poprzedniego prezydenta Demokratów. W marcu po ciężkich przeprawach udało mu się zmusić Kongres do przyjęcia reformy ubezpieczeń zdrowotnych, która obejmie ubezpieczeniami dodatkowe 33 mln Amerykanów.

18 lat temu Clinton zapowiadał, oprócz reformy ubezpieczeń, również otwarcie armii dla gejów i lesbijek, którzy wtedy nie mogli służyć wcale. Ale sprzeciwili się temu wojskowi i Republikanie, dlatego musiał pójść na kompromis, czyli właśnie zasadę "Don't ask, don't tell". Ustawa uchwalona w 1993 roku była coraz bardziej krytykowana. Nawet jeśli gej w mundurze został zdemaskowany przez zawiedzionego kochanka, który wysłał donos do jednostki, musiał opuścić armię. Przez 17 lat wyrzucono w ten sposób prawie 14 tys. ludzi.

Do samego końca ustawy bronił senator John McCain, rywal Obamy z wyborów prezydenckich. Uważa on, że otwarcie na gejów może "osłabić morale żołnierzy i integralność jednostek" w czasie, kiedy 150 tys. amerykańskich żołnierzy służy w Iraku i Afganistanie.

Ale wiele wskazuje na to, że było dokładnie odwrotnie: to "Don't ask don't tell" osłabiało morale. Gejem jest np. starszy szeregowy Bradley Manning, analityk z bazy pod Bagdadem, który wykradł setki tysięcy amerykańskich raportów wojskowych, wywiadowczych i dyplomatycznych i przekazał je portalowi Wikileaks. Jak twierdzą znajomi Manninga, był on sfrustrowany m.in. właśnie z powodu polityki wobec mniejszości seksualnych.

Departament Obrony przez wiele miesięcy zastanawiał się, czy zmiana polityki wobec homoseksualistów jest ryzykowna. Raport opublikowany na początku grudnia zawyrokował, że nie. - Był już najwyższy czas, żeby zamknąć tę kartę naszej historii - oświadczył wczoraj uradowany Obama.

Niektórzy twierdzą, że dopiero w sobotę skończył się długi proces cywilizowania amerykańskiej armii, zapoczątkowany w 1948 roku, kiedy Harry Truman podpisał dyrektywę prezydencką nr 9981 o zakończeniu segregacji rasowej w wojsku i dopuszczeniu do normalnej służby czarnych żołnierzy (jeszcze w II wojnie mogli oni pełnić tylko niektóre funkcje, np. kierowców). Od tej dyrektywy do jej wdrożenia minęło kilka lat. Zniesienie "Don't ask don't tell" ma potrwać przynajmniej 60 dni, maksymalnie kilka miesięcy. Dla Departamentu Obrony to ogromna ulga, bo groziło mu, że wyrokiem sądu zostanie zmuszony do zmiany nagłej, z dnia na dzień. Tak nakazał już kilka miesięcy temu sąd federalny w Kalifornii, ale rząd USA złożył od wyroku apelację.

- Nie obchodzi mnie, kogo kochacie, jeśli kochacie swój kraj na tyle, żeby ryzykować dla niego życie. Wtedy nie powinniśmy zmuszać was, żebyście się ukrywali z czymkolwiek - mówił podczas senackiej debaty senator Ron Wyden, demokrata. Tymczasem McCain mówił o "smutnym dniu dla Ameryki" i przypominał, że zniesienie "Don't ask, don't tell" nie podoba się szczególnie oficerom marines, czyli piechoty morskiej.

Wczorajsze głosowanie było zapewne ostatnią szansą na zmianę polityki armii USA wobec homoseksualistów. Od stycznia układ sił w Kongresie zmienia się na korzyść Republikanów, którzy wygrali wybory w zeszłym miesiącu. Dziennik "Washington Times" oburzał się, że Obama i Demokraci łamią niepisane reguły demokracji, forsując kluczowe ustawy w ostatnich dniach życia starego Kongresu.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':