Nic dziwnego, słynny duszpasterz napisał do nuncjusza apostolskiego m.in. o "gorszącym podziale w polskim Episkopacie", który objawia się przez popieranie "inicjatyw i dzieł formalnie katolickich, a w rzeczywistości pogańskich, bo jątrzących i dzielących społeczeństwo i Kościół" (wymienił "Nasz Dziennik" i
Radio Maryja).
Jak można było przewidzieć, połajanki pod adresem o. Wiśniewskiego i "Gazety" od dwóch dni ukazują się właśnie w "Naszym Dzienniku". Ich autorami są biskupi znani z sentymentu do o. Rydzyka. Trudno o lepszy dowód słuszności diagnozy o. Wiśniewskiego, że w polskim Kościele - także w Episkopacie - dzieje się "coś niepokojącego".
Ale reakcja przewodniczącego Episkopatu jest nie tyle niepokojąca, ile żenująca. Abp Michalik nie widzi potrzeby namysłu nad stanem polskiego Kościoła. Przecież jest on silny, zwarty, no i "ma twarz Chrystusa" (z wywiadu dla prawicowego portalu). Ksenofobia, antysemityzm duchownych? Przedpotopowy język? Skąd! Abp Michalik wie lepiej, co szkodzi Kościołowi. "Kluczem do osłabienia, a potem do wyeliminowania Kościoła z życia publicznego jest próba podzielenia go albo wmówienia, że
Kościół jest podzielony. Takie wrażenie uzyskuje się poprzez ciągłe wskazywanie rzeczy drugorzędnych" - mówi w wywiadzie na czołówce wczorajszego "Naszego Dziennika".
Ergo: Kościół osłabia o. Wiśniewski - chociaż w wywiadzie pełnym lizusowskich pytań do hierarchy ani razu nie pada jego nazwisko (znak lekceważenia?). Jakie to proste. A "sprawy drugorzędne"? Jeśli do takich abp Michalik zalicza pustoszejące polskie świątynie (to nam wedle o. Wiśniewskiego grozi, o ile Kościół się nie zmieni), to gratuluję mu duszpasterskiego wyczucia.
Trzeba tylko jeszcze wskazać brudne intencje dominikanina i innych krytyków Kościoła. "Czy formułując zarzuty, czynią to z miłości i troski o Kościół? Czy może wytykaniem błędów ludzi Kościoła chcą usprawiedliwiać własne niedoskonałości?" - zastanawia się przewodniczący Episkopatu. Oto próbka tego Kościoła, który tak celnie opisał o. Ludwik - małostkowego, nastawionego na tropienie wroga, zamkniętego na dialog.
Przykre, że w podobne insynuacje wdało się też kilku innych biskupów. Bp Edward Frankowski na łamach czwartkowego "Naszego Dziennika" wini o. Wiśniewskiego za to, że "upublicznił swój prywatny list" i uczynił to "trzy miesiące po jego napisaniu". A "Gazeta" skorzystała z okazji, żeby zohydzić ludziom Kościół tuż przed Bożym Narodzeniem.
Interesująca teoria, tyle że fałszywa. To nie o. Wiśniewski udostępnił mi list. Nie przetrzymywałam go w szufladzie - nie kierowała nami chęć obalenia bożonarodzeniowej choinki. List dostałam dopiero w ubiegłym tygodniu od zaufanej osoby, która również nie konsultowała tego z autorem. Dla wielu biskupów byłoby najwygodniej, gdyby to w ich szufladach wylądował (a najlepiej w koszu), stąd te spiskowe teorie. Domyślam się, że równie fatalnym terminem publikacji byłyby Wielkanoc, Wielki Post czy Zielone Świątki, bo każdy czas na dyskusję o problemach Kościoła jest zły dla ludzi, którzy tych problemów nie chcą widzieć.
A po co publikować takie listy? Daruję sobie tłumaczenie, jak rozumiem misję dziennikarską, hierarchom, którzy za wzór w tej materii uważają media o. Rydzyka.
Abp Michalik i bp Frankowski wystawiają sobie jak najgorsze świadectwo, oskarżając szanowanego zakonnika o wielkich zasługach dla Kościoła o niecne zamiary i rozbijanie Kościoła. Ale uderz w stół...
Dawno nie widziałam takiej laurki dla Radia Maryja - o którym o. Wiśniewski odważył się napisać kilka słów prawdy - jak ta wymalowana przez abp. Michalika we wczorajszym wywiadzie. „Radio Maryja ma tylko jedną wielką »wadę «, z której na pewno nigdy się nie poprawi: nie jest »Tygodnikiem Powszechnym «” - dworuje sobie przewodniczący Episkopatu. Ale mnie nie jest do śmiechu, gdy po raz kolejny znieważa on światłe pismo o. Adama Bonieckiego, a kłania się przesyconej fanatyzmem pseudokatolickiej rozgłośni.
List o. Wiśniewskiego zmieni coś w Kościele. Nie wątpię w to. Zapewne o. Ludwik zyskał paru wrogów, ale nawet oni nie sprawią, że wielka dyskusja, która rozpętała się po publikacji listu, szybko umilknie. Już teraz kilku biskupów wsparło o. Ludwika, m.in. abp
Józef Życiński. Być może o błędach w Kościele śmielej zaczną mówić inni biskupi i księża.
Może ten sztucznie nadmuchany balon, o którym pisze dominikanin, balon "oklepanych frazesów", negatywnej kościelnej mowy, wreszcie pęknie.