Prezydent, jeszcze gdy był marszałkiem Sejmu, opracowywał tzw. ustawę kompetencyjną po przyjęciu traktatu z Lizbony w 2008 r. Te propozycje stały się podstawą nowelizacji konstytucji, jaką wczoraj złożył. Przedstawiał ją prezydencki minister Krzysztof Łaszkiewicz w obecności głowy państwa i przy niemal pustej sali plenarnej.
Jak tłumaczył Łaszkiewicz, chodzi o dostosowanie naszych regulacji do prawa europejskiego oraz stworzenie prawnych możliwości zastąpienia złotówki przez euro.
Propozycja prezydenta zakłada zmianę statusu Narodowego Banku Polskiego oraz możliwość likwidacji Rady Polityki Pieniężnej - bo w momencie ewentualnego przyjęcia euro kompetencje tych instytucji przejmuje Europejski Bank Centralny. - To jest oprzyrządowanie, stworzenie możliwości do realizacji podjętej kiedyś, w jakimś okresie, decyzji - tłumaczył prezydencki minister.
Inne zmiany doprecyzowują zadania i uprawnienia organów władzy publicznej w sprawach działań Polski w UE (przesądzają, że to rząd prowadzi politykę zagraniczną w ramach Unii Europejskiej). Wprowadzają procedury uproszczonego przyjmowania zmiany traktatów - dzięki temu możliwe będzie np. przejście w Radzie Europejskiej z głosowania jednomyślnego na kwalifikowaną większością głosów.
- Proponowane zmiany oznaczają zachowanie prymatu konstytucji, jej nadrzędności jako najwyższego aktu prawnego państwa polskiego przyjętego przez suwerena - stwierdził też min. Łaszkiewicz.
Projekt już podczas pierwszego czytania pochwalili posłowie PO i
SLD.
Jarosław Gowin mówił, że zapełnia on lukę, jaką było niedostosowanie polskiej konstytucji do członkostwa w Unii. Poseł SLD Jarosław Matwiejuk wręcz był zdziwiony, że choć jesteśmy członkiem UE od 2004 r., do tej pory ta sprawa nie była załatwiona. Wskazywał, że projekt ma charakter ekspercki, a nie polityczny.
Obaj chwalili wprowadzenie prawnych mechanizmów dających możliwość przyjęcia euro. Gowin przekonywał, że przeciwdziała to sytuacji, gdy w czasie procesu przyjmowania wspólnej waluty mogłoby dojść do zablokowania tego procesu na poziomie politycznym.
Ale właśnie sprawa przyjmowania euro wywołała największe emocje w Sejmie. Przedstawiciel PiS Karol Karski, popierając założenia nowelizacji, stwierdził, że takie zapisy rodzą niebezpieczeństwo, że euro zostanie przyjęte w Polsce w sposób niespodziewany, a powinniśmy to robić, gdy Polska będzie miała zrównoważoną gospodarkę. Karski przypominał, że w obecnym kryzysie strefy euro niektóre państwa, np.
Słowacja, zastanawiają się, czy i jak wrócić do wspólnej waluty.
Także Eugeniusz Kłopotek z koalicyjnego
PSL stwierdził, że "nie czas aby zapisywać ten element w polskiej konstytucji". Jego zdaniem propozycja prezydenta nie zlikwidowała też groźby "sporu o krzesło" w relacjach rząd - prezydent. - Liczyłem, panie prezydencie, na większą odwagę - mówił ludowiec.
Przewodnicząca klubu
Polska Jest Najważniejsza Joanna Kluzik-Rostkowska stwierdziła nawet, że nie sposób dyskutować nad projektem prezydenta bez rzetelnej informacji o stanie finansów publicznych, rezerw finansowych i mapy drogowej dojścia do euro.
- Część zastrzeżeń wynika z nieporozumienia. Konstytucja nie wprowadza euro, ale tworzy prawne podstawy. To jest jak posiadanie paszportu, można go posiadać, ale nie oznacza to, że koniecznie trzeba wyjechać za granicę - powiedział po wyjściu z sali prezydent. Zapowiedział, że chce prowadzić ustalenia co do zmian w konstytucji w sposób niekonfrontacyjny. - Będę starał się przeprowadzić te zmiany we współpracy ze wszystkimi siłami parlamentarnymi - zapewnił.