http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Berlusconi przetrwał

Tomasz Bielecki
2010-12-14, ostatnia aktualizacja 2010-12-14 19:46

Silvio Berlusconi wygrał głosowanie nad wotum nieufności. - Ocaliły go trzy głosy opozycyjnych posłów, którzy w ostatniej chwili przeżyli dziwaczne nawrócenie - mówił rozżalony przywódca rebelii Gianfranco Fini.

ZOBACZ TAKŻE
A jeszcze w niedzielę premier nie miał większości w Izbie Deputowanych, zaś opozycja już gotowała się do rozmów o nowym rządzie lub przedterminowych wyborów. Jednak 74-letni premier znów przechytrzył przeciwników i wygrał wczoraj 314 głosami, przy 311 głosach sprzeciwu i dwóch wstrzymujących się. Zaważyło m.in. troje członków ugrupowania szefa parlamentu Gianfranca Finiego, którzy w ostatniej chwili zmienili front i - choć na sali omal nie doszło do bijatyki z tego powodu - nie zagłosowali przeciw premierowi.

- Jestem Jezusem Chrystusem włoskiej polityki - obwieścił kiedyś Berlusconi. Dlatego krytycy do dziś kpiąco nazywają "nawróconymi" polityków przechodzących do jego obozu, ale jednocześnie podejrzewają, że natura tych transferów jest mało duchowa.

Rzymska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie doniesień, że głosowanie opozycjonistów za rządem mogło być wynagradzane wartymi co najmniej 300 tys. euro kontraktami na "doradztwo" dla krewnych posłów. Po parlamencie krążyły też wczoraj pogłoski, że jedna z posłanej ugięła się przed groźbami, że fiskus dobierze się do jej firmy.

- To oszczerstwa. Nie potrafią pogodzić się z porażką - odpowiadali obrońcy premiera.

Rozłamowa partia Finiego, który rozstał się z premierem po w dużej mierze personalnym sporze z lata tego roku, zarzuca Berlusconiemu zapędy autorytarne wobec posłów koalicji, prywatę przy uchwalaniu praw chroniących go przed procesami korupcyjnymi oraz kompromitowanie wizerunku Włoch.

Istotnie relacje medialne o premierze coraz bardziej przypominają mieszankę "Żywotów cezarów" Swetoniusza, czyli pełnych gorszących opowieści z życia rzymskich władców z nasyconymi erotyką telenowelami, którymi telewizje Berlusconiego podbijały rynek w latach 80. i 90.

Tylko w ostatnich dwóch miesiącach Włosi dowiedzieli się o "biesiadach bunga-bunga" w domu premiera (przedstawiał tam 17-letnią tancerkę jako córkę prezydenta Egiptu i wyciągał ją z aresztu, kiedy zatrzymano ją pod zarzutem kradzieży); podejrzeniach amerykańskich dyplomatów (z depesz Wikileaks), że Berlusconi czerpie osobiste korzyści z bliskich kontaktów z Kremlem, oraz o nowych poszlakach, że jego otoczenie mogło w przeszłości opłacać się mafii.

- Tylko we Włoszech rząd może ostać się pomimo tak wielkich oskarżeń - mówił wczoraj jeden z lewicowych przywódców opozycji Antonio Di Pietro. Jego frustrację potęgowały sondaże pokazujące, że koalicja premiera Berlusconiego miałaby spore szanse na wygraną w ewentualnych przedterminowych wyborach. Po głosowaniu na ulicach Rzymu doszło do gwałtownych manifestacji zwolenników i przeciwników rządu, w których ok. 20 demonstrantów zostało rannych. Podpalano samochody, w stronę policjantów poleciały kamienie.

- Czy jestem wierny? Oczywiście! Ale tylko czasami! - dowcipkuje Berlusconi (w trakcie rozwodu), który - jak tłumaczy publicysta Beppe Severgnini - świetnie gra ze elektoratem swym wizerunkiem jako jednego ze zwykłych Włochów z ich zaletami i wadami. "Rano powychwalać Kościół, w południe nacieszyć się rodziną, a wieczorem sprowadzić do domu dziewczynę. Albo kilka" - pisze Severgnini.

Berlusconiemu bardzo pomaga brak sprawnej opozycji, poparcie wielu biskupów pokornie kryjących zgorszenie jego obyczajowymi wyskokami (premier m.in. strzeże dość restrykcyjnej ustawy o in vitro, blokuje legalizację związków gejowskich) oraz antykomunistyczne sentymenty wielu wyborców pamiętających czerwoną przeszłość niektórym działaczom dzisiejszej centrolewicy.

Ponadto Włochy z obecnym kryzysem gospodarczym radzą sobie dość dobrze, choć w ostatniej dekadzie rozwijały się wolniej od sąsiadów. Pomimo burzliwych protestów ulicznych rząd przepchnął cięcia budżetowe, a Giulio Tremonti uchodzi teraz za jednego z najbardziej kompetentnych ministrów finansów w strefie euro.

- Premiera osłabiają nie tyle historie obyczajowe czy kolejne doniesienia o podejrzeniach korupcyjnych, lecz wojna domowa na prawicy. Jej zjednoczenie było wielkim sukcesem, który teraz się sypie - tłumaczy socjolog Maurizo Pessato. Wprawdzie Berlusconi wygrał jedną bitwę z centrolewicą i byłym postfaszystą Gianfranco Finim, który wyrósł w ostatnich latach na głównego rzecznika umiarkowanego konserwatyzmu we Włoszech, ale znikoma przewaga wróży kolejne kryzysy.

- Nikt nie zagwarantuje, że nie będziemy za miesiąc emocjonować się podobnym głosowaniem. Myślę, że i tak zbliżamy się do przyspieszonych wyborów w 2011 r. [obecna kadencja kończy się w 2013 r.] Premier ocalał, ale nadal słabnie - twierdzi Marco Castelnuovo z "La Stampy".

Zdaniem części komentatorów nawet niesiony wygraną Berlusconi może zacząć wkrótce forsować nowe wybory - dzięki sprzyjającej dużym partiom ordynacji mógłby wyeliminować opozycyjną drobnicę na prawicy. O dość szybkich wyborach marzy koalicyjna Liga Północna, która liczy na znaczne poprawienie wyniku z 2008 r. m.in. dzięki wzrostowi nastrojów antyimigranckich na włoskiej Północy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':