Polsko-Amerykańskie Kliniki Serca (PAKS) zaprosiły do Starachowic władze powiatu. Zaproponowano im stworzenie pracowni kardiologii inwazyjnej. PAKS prowadził ich wtedy w Polsce kilka, teraz ma 14. Zawałowcy ze Starachowic i okolic leczyli się w Kielcach i Sandomierzu, dlatego PAKS zdecydował się na otwarcie pracowni. Zaczęła działać wiosną 2008 r. w budynku powiatowego szpitala. W wyposażenie i remont firma zainwestowała 10 mln zł.
Pracownia przyjmuje pacjentów z zawałem, ale też takich umówionych na zabieg udrożnienia tętnic na konkretny dzień, tzw. planowych.
Ta usługa objęta jest kontraktem z
NFZ na określoną liczbę chorych. Kontrakt negocjowała dyrektorka szpitala Jolanta Kręcka - PAKS był podwykonawcą lecznicy.
Prezes PAKS prof. Paweł Buszman zarzucił dyrektorce szpitala, że wynegocjowała z NFZ niekorzystną umowę - na zbyt mało planowych pacjentów. A PAKS zamierzał rozszerzać działalność. Wykupił od powiatu całe skrzydło szpitala.
Wiosna tego roku dyrektor Kręcka uruchomiła własny oddział kardiologii inwazyjnej. Została z kontraktem NFZ. Sprzęt i dostosowanie pomieszczeń kosztowało szpital 3 mln zł.
Od tego czasu w jednym budynku działają dwa specjalistyczne oddziały. PAKS nie mogły już umawiać pacjentów na zabiegi, ale mogły przyjmować tych z zawałem - zabieg w nagłym przypadku nie jest objęty limitem NFZ, Fundusz płaci za każdego takiego pacjenta.
- Jeśli chory był przytomny, pytaliśmy, na który oddział chce trafić. Nieprzytomnego zawsze wieźliśmy na oddział ratunkowy do szpitala - mówi Marta Solnica, wicedyrektorka Świętokrzyskiego Centrum Ratownictwa Medycznego i Transportu Sanitarnego w Kielcach.
Kontrakt na prowadzenie oddziału kardiologii wraz z pracownią hemodynamiki w Starachowicach, o który walczą PAKS i szpital, wart jest 11,7 mln zł.
Negocjacje rozpoczną się w tym tygodniu. Beata Szczepanek, rzeczniczka świętokrzyskiego NFZ, potwierdza, że wpłynęły dwie oferty. - Obie zostały ocenione pozytywne i zakwalifikowane do postępowania konkursowego - wyjaśnia. - To będą trudne rozmowy, spodziewamy się, że przegrana strona będzie się odwoływać, żeby nie było podejrzeń, nagramy rozmowy i sporządzimy protokół. Wszystko wskazuje na to, że wybierzemy jedną ofertę.
Kliniki są pewne, że to im przypadnie kontrakt. - Spełniamy wszystkie wyśrubowane kryteria, zatrudniamy specjalistów, mamy bardzo dobry sprzęt - zaznacza prof. Buszman.
- Bardzo się tego boję. Cały mój roczny
budżet to 44 mln zł, z czego 11 mln zł to kardiologia. Bez tych środków nie wyobrażam sobie zbilansowania szpitala - mówi z kolei Kręcka. Szpital ma ok. 50 mln zł długów.
Kręcka w listach do szefa NFZ oraz wojewody i marszałka ostrzega, że PAKS nie zapewnią dobrej opieki, bo nie mają dostępu m.in. do laboratorium diagnostycznego czy anestezjologa. - To nieprawda, badania wykonujemy przy łóżku pacjenta, poza tym mamy umowę z innym laboratorium w Starachowicach. A jeśli chodzi o anestezjologię, to wszyscy kardiolodzy są przeszkoleni i współpracujemy z OIOM-em w Skarżysku - mówi Grzegorz Dzik, ordynator z PAKS.
Za kontraktem z PAKS lobbuje Marian Mróz, doradca zarządu klinik, a od tej kadencji członek zarządu powiatu starachowickiego. - To przecież konflikt interesów - oburza się Kręcka.
- Żadnej sprzeczności tu nie ma. Jako radnemu i członkowi zarządu zależy mi po prostu na dobrej opiece zdrowotnej - odpowiada Mróz.
Teoretycznie kontrakt może zostać podzielony po połowie. - Ale to by chyba nie satysfakcjonowało żadnej ze stron - słyszymy w NFZ. Wtedy o tym, gdzie się leczyć, decydowałby sam pacjent.
- Nie wyobrażam sobie, że to miałoby działać na tych zasadach co teraz. Szpital i PAKS nie powinny wciągać w swoje konflikty nas i pacjenta - zaznacza wicedyrektorka pogotowia.
Co będzie, jeśli szpital nie dostanie kontraktu? Kręcka: - Musiałabym zwolnić około 40 osób. Nie wiem co ze sprzętem, na który dostaliśmy dotacje.
Ale przecież wcześniej nie było w szpitalu kardiologii inwazyjnej i działał - zauważamy.
- Gdyby kliniki prowadziły tylko kardiologię inwazyjną, nie musiałabym tworzyć tego oddziału. Ale one postanowiły uruchomić całą kardiologię, a na to nie mogłam już sobie pozwolić, bo dzięki pieniądzom z kardiologii mogę dołożyć do OIOM-u czy szpitalnego oddziału ratunkowego, które przynoszą straty - tłumaczy dyrektorka.
PAKS podały lecznicę szpital do sądu - domagają się 4,5 mln zł za wyleczonych pacjentów. Odkąd szpital prowadzi swój oddział, nie płaci PAKS, nawet nie wykazywał chorych do NFZ. A kliniki jako podwykonawca nie mogły samodzielnie rozliczać się z Funduszem. - To czysta złośliwość, bo NFZ płaci za wszystkich pacjentów z zawałem, bez żadnych limitów - mówi prof. Buszman. I zapowiada, że będzie żądał wyciągnięcia konsekwencji wobec dyrektorki: - Będę o tym rozmawiał z nowymi władzami powiatu.