http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Walka o drogie serca w Starachowicach

Angelina Kosiek, Kielce
2010-12-13, ostatnia aktualizacja 2010-12-12 23:53

Fot. Tomasz Stańczak /AG

Przytomnych zawałowców ratownik pyta, co wybierają - lecznicę publiczną czy prywatną. Adres ten sam

ZOBACZ TAKŻE


Polsko-Amerykańskie Kliniki Serca (PAKS) zaprosiły do Starachowic władze powiatu. Zaproponowano im stworzenie pracowni kardiologii inwazyjnej. PAKS prowadził ich wtedy w Polsce kilka, teraz ma 14. Zawałowcy ze Starachowic i okolic leczyli się w Kielcach i Sandomierzu, dlatego PAKS zdecydował się na otwarcie pracowni. Zaczęła działać wiosną 2008 r. w budynku powiatowego szpitala. W wyposażenie i remont firma zainwestowała 10 mln zł.

Pracownia przyjmuje pacjentów z zawałem, ale też takich umówionych na zabieg udrożnienia tętnic na konkretny dzień, tzw. planowych.

Ta usługa objęta jest kontraktem z NFZ na określoną liczbę chorych. Kontrakt negocjowała dyrektorka szpitala Jolanta Kręcka - PAKS był podwykonawcą lecznicy.

Prezes PAKS prof. Paweł Buszman zarzucił dyrektorce szpitala, że wynegocjowała z NFZ niekorzystną umowę - na zbyt mało planowych pacjentów. A PAKS zamierzał rozszerzać działalność. Wykupił od powiatu całe skrzydło szpitala.

Wiosna tego roku dyrektor Kręcka uruchomiła własny oddział kardiologii inwazyjnej. Została z kontraktem NFZ. Sprzęt i dostosowanie pomieszczeń kosztowało szpital 3 mln zł.

Od tego czasu w jednym budynku działają dwa specjalistyczne oddziały. PAKS nie mogły już umawiać pacjentów na zabiegi, ale mogły przyjmować tych z zawałem - zabieg w nagłym przypadku nie jest objęty limitem NFZ, Fundusz płaci za każdego takiego pacjenta.

- Jeśli chory był przytomny, pytaliśmy, na który oddział chce trafić. Nieprzytomnego zawsze wieźliśmy na oddział ratunkowy do szpitala - mówi Marta Solnica, wicedyrektorka Świętokrzyskiego Centrum Ratownictwa Medycznego i Transportu Sanitarnego w Kielcach.

Kontrakt na prowadzenie oddziału kardiologii wraz z pracownią hemodynamiki w Starachowicach, o który walczą PAKS i szpital, wart jest 11,7 mln zł.

Negocjacje rozpoczną się w tym tygodniu. Beata Szczepanek, rzeczniczka świętokrzyskiego NFZ, potwierdza, że wpłynęły dwie oferty. - Obie zostały ocenione pozytywne i zakwalifikowane do postępowania konkursowego - wyjaśnia. - To będą trudne rozmowy, spodziewamy się, że przegrana strona będzie się odwoływać, żeby nie było podejrzeń, nagramy rozmowy i sporządzimy protokół. Wszystko wskazuje na to, że wybierzemy jedną ofertę.

Kliniki są pewne, że to im przypadnie kontrakt. - Spełniamy wszystkie wyśrubowane kryteria, zatrudniamy specjalistów, mamy bardzo dobry sprzęt - zaznacza prof. Buszman.

- Bardzo się tego boję. Cały mój roczny budżet to 44 mln zł, z czego 11 mln zł to kardiologia. Bez tych środków nie wyobrażam sobie zbilansowania szpitala - mówi z kolei Kręcka. Szpital ma ok. 50 mln zł długów.

Kręcka w listach do szefa NFZ oraz wojewody i marszałka ostrzega, że PAKS nie zapewnią dobrej opieki, bo nie mają dostępu m.in. do laboratorium diagnostycznego czy anestezjologa. - To nieprawda, badania wykonujemy przy łóżku pacjenta, poza tym mamy umowę z innym laboratorium w Starachowicach. A jeśli chodzi o anestezjologię, to wszyscy kardiolodzy są przeszkoleni i współpracujemy z OIOM-em w Skarżysku - mówi Grzegorz Dzik, ordynator z PAKS.

Za kontraktem z PAKS lobbuje Marian Mróz, doradca zarządu klinik, a od tej kadencji członek zarządu powiatu starachowickiego. - To przecież konflikt interesów - oburza się Kręcka.

- Żadnej sprzeczności tu nie ma. Jako radnemu i członkowi zarządu zależy mi po prostu na dobrej opiece zdrowotnej - odpowiada Mróz.

Teoretycznie kontrakt może zostać podzielony po połowie. - Ale to by chyba nie satysfakcjonowało żadnej ze stron - słyszymy w NFZ. Wtedy o tym, gdzie się leczyć, decydowałby sam pacjent.

- Nie wyobrażam sobie, że to miałoby działać na tych zasadach co teraz. Szpital i PAKS nie powinny wciągać w swoje konflikty nas i pacjenta - zaznacza wicedyrektorka pogotowia.

Co będzie, jeśli szpital nie dostanie kontraktu? Kręcka: - Musiałabym zwolnić około 40 osób. Nie wiem co ze sprzętem, na który dostaliśmy dotacje.

Ale przecież wcześniej nie było w szpitalu kardiologii inwazyjnej i działał - zauważamy.

- Gdyby kliniki prowadziły tylko kardiologię inwazyjną, nie musiałabym tworzyć tego oddziału. Ale one postanowiły uruchomić całą kardiologię, a na to nie mogłam już sobie pozwolić, bo dzięki pieniądzom z kardiologii mogę dołożyć do OIOM-u czy szpitalnego oddziału ratunkowego, które przynoszą straty - tłumaczy dyrektorka.

PAKS podały lecznicę szpital do sądu - domagają się 4,5 mln zł za wyleczonych pacjentów. Odkąd szpital prowadzi swój oddział, nie płaci PAKS, nawet nie wykazywał chorych do NFZ. A kliniki jako podwykonawca nie mogły samodzielnie rozliczać się z Funduszem. - To czysta złośliwość, bo NFZ płaci za wszystkich pacjentów z zawałem, bez żadnych limitów - mówi prof. Buszman. I zapowiada, że będzie żądał wyciągnięcia konsekwencji wobec dyrektorki: - Będę o tym rozmawiał z nowymi władzami powiatu.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':