- Pamiętamy, pamiętamy - skandowało w piątek na stojąco kilkaset osób po przemówieniu Jarosława Kaczyńskiego na konferencji poświęconej pamięci Lecha Kaczyńskiego. Od katastrofy smoleńskiej minęło tego dnia równo osiem miesięcy.
O Lechu Kaczyńskim Do czterogwiazdkowego hotelu w podwarszawskiej Jachrance przyjechali liderzy
PiS, współpracownicy zmarłego prezydenta, intelektualiści popierający Jarosława Kaczyńskiego w ostatniej kampanii prezydenckiej. Szef PiS podsumował konferencję: -
Lech Kaczyński był człowiekiem "Solidarności" - powiedział. - I jeśli mój brat uczynił w życiu publicznym coś szczególnie istotnego, to sądzę, że była to pozytywna weryfikacja i racjonalizacja solidarnościowego myślenia i jego dostosowanie do nowych czasów - mówił Kaczyński.
Opowiedział o tym, jak widzi ostatnią podróż brata: - Determinacja, z którą działał, była motywem jego podróży do Katynia, wyprawy, z której niebezpieczeństw zdawał sobie sprawę.
- Sensem pracy i walki Leszka było i to, by nie dopuścić do dominacji elit, które tych prawd [o "Solidarności"], czy to z nieświadomości i niewiedzy, czy premedytacji, nie chciały przyjmować. Los mojego brata w wielkiej mierze został przez tę walkę określony - zdiagnozował prezes PiS.
Przed nim przemawiała m.in.
Zyta Gilowska, była minister finansów w rządzie PiS, kiedyś prominentna polityk PO, a dziś krytyk rządu Platformy. Dostała brawa, gdy mówiła, że Donald Tusk zadłuża Polskę. Wspominała, że Lech Kaczyński bardzo interesował się gospodarką i próbował walczyć z nadciągającym kryzysem.
Lecha Kaczyńskiego jako "nowoczesnego patriotę i męża stanu" wspominał jego przyjaciel i współpracownik Maciej Łopiński. Mówiąc o Pomniku Poległych Stoczniowców 1970 r. w Gdańsku zaznaczył: "Może warto wznieść inny pomnik, w Warszawie".
- Znosząc obrzydliwą nagonkę, jaką wobec niego prowadzono, był człowiekiem heroicznym. Ta śmierć jest naszym zobowiązaniem, żeby jego dziedzictwo wcielić w życie - mówił z kolei prof. Zdzisław Krasnodębski. Dodał: - Coraz lepiej rozumiemy, jak niezwykła była prezydentura Lecha Kaczyńskiego w porównaniu z jego poprzednikami i jego następcą.
O nowym ruchu i PJN Uczestnicy konferencji wypełniali ankiety - organizatorzy pytali, czy powinien powstać ruch społeczny, związany z myślą i działalnością Lecha Kaczyńskiego, czy może ruch na rzecz wyjaśnienia okoliczności katastrofy, czy też federacja ruchów i stowarzyszeń.
- Jest wielu ludzi, którzy z nami sympatyzują, ale wolą nie wstępować do partii. To dla nich ta inicjatywa - powiedział nam jeden z posłów PiS.
PiS ma w tej dziedzinie konkurencję. Do dziedzictwa Lecha Kaczyńskiego odwołuje się też stowarzyszenie
Polska Jest Najważniejsza, skupiające byłych polityków PiS, w tym kilku współpracowników nieżyjącego prezydenta. To m.in. "muzealnicy" - politycy związani z Muzeum Powstania Warszawskiego. Marek Cichocki, jeden z nich w imieniu tej grupy skrytykował ostatnio PiS za marsze z pochodniami, którymi partia czci pamięć zmarłego prezydenta. Jego z kolei zaatakował w wywiadzie dla "Gazety Polskiej"
Jarosław Kaczyński, który odmawia PJN prawa do spuścizny Lecha kaczyńskiego (bo niektórzy z tej grupy rozmawiali z wyklętym przez PiS Januszem Palikotem).
Kongres założycielski PJN odbędzie się już w niedzielę. Czy PiS chciał go "przykryć" wczorajszą konferencją i dzisiejszą konwencją skierowaną do młodzieży?
- To przypadek, że urządzamy imprezy równolegle z PJN - przekonuje poseł PiS.
Jak czytać konferencję w Jachrance? - Powstanie tego ruchu może być zgrabną próbą wyjścia z klinczu, w jaki wpędził siebie i partię Jarosław Kaczyński, który w dużej części zmarnotrawił kapitał społeczny po wyborach prezydenckich. To może być ukryta forma rewitalizacji wizerunku PiS z czasów kampanii prezydenckiej - ocenia politolog prof. Wawrzyniec Konarski.
Konferencję w Jachrance poprzedziła comiesięczna uroczystość pod Pałacem Prezydenckim. Politycy PiS złożyli wieniec w miejscu, gdzie wcześniej stał krzyż, obecnie znajdujący się w kościele św. Anny na Krakowskim Przedmieściu. Przed Pałacem było ok. 30 osób, niektóre w kamizelkach z napisem "obrońcy krzyża". Zgromadzeni odmówili modlitwę, odśpiewali "Boże coś Polskę" i hymn. Niektórzy krzyczeli "Tu jest Polska, a nie Moskwa!", skandowali "Jarosław!".
Natomiast wieczorem odbył się - jak co miesiąc na Krakowskim Przedmieściu - "marsz pamięci". - Mam nadzieję, że będziecie walczyć o prawdę do jej pełnego ujawnienia - mówił prezes PiS. - My jesteśmy po właściwej stronie i nawet jeśli dziś wynika ze statystyk, że jesteśmy w mniejszości, nie opuszczajmy rąk. Często w historii naszego narodu rację mieli ci, którzy byli w mniejszości. Przyjdzie dzień prawdy i wy będziecie mogli mówić: my jesteśmy tymi, którzy to zwycięstwo wywalczyli" - przekonywał Kaczyński.