http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rząd wysłuchał żalów na ustawę zdrowotną

Elżbieta Cichocka
2010-12-11, ostatnia aktualizacja 2010-12-11 01:22

W dążeniu do komercjalizacji gubi się misja publiczna. Celem ustawy jest bowiem efektywność ekonomiczna placówki, a nie leczenie pacjentów

Szpital św. Barbary w Sosnowcu
Fot. Dawid Chalimoniuk/ AG
Szpital św. Barbary w Sosnowcu
Tak mówili uczestnicy wysłuchania publicznego na temat ustawy o działalności leczniczej - najważniejszej w rządowym pakiecie ustaw zdrowotnych. Wysłuchanie odbyło się wczoraj w Warszawie w specjalnej sali. Trzeba ją było wynająć, bo chęć udziału zgłosiło 1148 osób, a tyle by się w Sejmie nie zmieściło.

Wynajęcie sali okazało się zresztą niepotrzebne, bo przyszło 200 uczestników. - Demonstracja zainteresowania ustawą kosztowała kilka tysięcy złotych - powiedział przewodniczący komisji zdrowia Bolesław Piecha (PiS). Ale zgodnie z ustawą o działalności lobbingowej każdy z zainteresowanych musiał być wysłuchany.

Ustawa ma na celu powszechną komercjalizację działania placówek zdrowotnych, aby zmusić je do większej efektywności. Zachęca do przekształceń w spółki kapitałowe, choć dopuszcza możliwości działania szpitali w dotychczasowej formie publicznych ZOZ-ów (zakładów opieki zdrowotnej).

Po wejściu w życie ustawy nie będzie można stworzyć nowego ZOZ-u. A za te, które pozostaną w formie niezmienionej, odpowiedzialność finansową będą ponosić samorządy terytorialne (w przypadku klinik - uczelnie medyczne). Będą musiały pokrywać coroczną stratę finansową swojej placówki, a jeśli nie pokryją - w ciągu 12 miesięcy przekształcić ją w spółkę kapitałową.

Zarzuty uczestników wysłuchania można streścić tak: w dążeniu do komercjalizacji gubi się misja publiczna. Celem ustawy jest bowiem efektywność ekonomiczna placówki, a nie leczenie pacjentów. Tak duża zmiana systemowa powinna być poprzedzona analizą, jakie przyniesie skutki dla systemu zdrowia.

Przykłady szpitali, wcześniej przekształconych w spółki wzbudzają niepokój. Jeśli przekształcony szpital utrzymuje swoją poprzednią działalność i stara się zaspokajać potrzeby mieszkańców, to samorząd tak i tak musi do niego dopłacać.

Jeśli zaś nastawia się na osiąganie dochodów, to oszukuje w dokumentacji medycznej i zwalnia pracowników. Jeden lekarz wykonuje jednocześnie trzy różne funkcje w trzech miejscach, bezpieczeństwo pacjentów staje się fikcją. Nie ma skutecznej kontroli państwa ani samorządów nad jakością leczenia w spółkach.

Przekształcenia w spółki tylko pozornie są dobrowolne. Faktycznie ustawodawca zakłada przymus ekonomiczny - kto nie przekształci ZOZ-u, będzie musiał pokrywać jego długi.

Przekształcenia pogarszają też sytuację pracowników. Pod groźbą utraty pracy wymusza się na nich kontrakty. Pracownika kontraktowego zaś nie dotyczy dyrektywa unijna o czasie pracy. Przedłuża mu się więc czas pracy tak, że stanowi to zagrożenie dla pacjenta.

O tych problemach mówili przedstawiciele "Solidarności", OPZZ, Sierpnia '80 i Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.

Samorządy lekarski i pielęgniarski kwestionowały też zamiar tworzenia rejestrów placówek medycznych przez wojewodów. Do tej pory praktyki pielęgniarek czy lekarzy rejestrowane były w okręgowych izbach lekarskich i pielęgniarskich. Zamiar przejęcia rejestrów przez administrację państwową interpretowany był jako zamach na samorządność.

Najliczniejszą grupę w sali stanowili radiolodzy, którzy nie zgadzają się, by ustawa zlikwidowała im skrócony czas pracy.

Projekt ustawy znalazł też dwóch gorących zwolenników. Byli to prezes zarządu spółki Pro Medica i wiceprezes Stowarzyszenia Szpitali Niepublicznych. Obaj prezesi przestrzegali, by nie straszyć społeczeństwa spółkami, bo one w żaden sposób nie zagrażają pacjentom. Przekonywali, że już sto szpitali zostało przekształcone i nikt nie zamyka oddziałów. Spór o to, czy szpitale zamykają nieopłacalną działalność, czy nie zamykają, przeniósł się do kuluarów.

Wysłuchanie publiczne nie przewiduje wystąpień ani posłów, ani przedstawicieli rządu. Obecna minister Ewa Kopacz tylko wysłuchała zebranych.

W przeddzień "wysłuchania" media otrzymały wspólne stanowisko dwunastu organizacji działających w sektorze zdrowia, m.in. związków lekarzy, pielęgniarek i organizacji producentów leków. Zwracają się one do parlamentarzystów o odrzucenie projektu, bo "jego przepisy stoją w sprzeczności z ważnym interesem społecznym i zagrażają bezpieczeństwu zdrowotnemu obywateli". Podkomisja sejmowa zajmie się projektem od wtorku.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':