Biuro do walki z przestępczością zorganizowaną i korupcją nie podało, za co konkretnie ściga Sanadera, który stał na czele chorwackiego rządu w latach 2003-2009. Być może chodzi o nieprawidłowości przy sprzedaży chorwackich rafinerii węgierskiemu koncernowi MOL. Albo - co wynika z ujawnionych przez
Wikileaks depesz amerykańskiej ambasady w Belgradzie - może chodzić o sprawy z lat 90., kiedy Sanader za łapówki miał załatwiać sąsiadom kredyty. Depesze cytują m.in. chorwackiego prokuratora generalnego, który twierdził, że skoro Al Capone posadzono za przestępstwa podatkowe, a nie za zbrodnie, to Sanadera może spotkać podobny los.
Wczoraj prokuratura wysłała za nim międzynarodowy list gończy, a kilka godzin później austriacka
policja aresztowała go w Salzburgu.
Bo jeszcze w czwartek, gdy parlament przegłosował pozbawienie Sanadera immunitetu, były premier wyjechał z Chorwacji. Dziennikarzom przez telefon tłumaczył, że wyjechał na kilka dni w "zaplanowaną podróż biznesową" i że zaraz wraca. To samo obiecał działaczom swojej partii Chorwackiej Wspólnoty Demokratycznej. Ale obietnicy nie dotrzymał.
W Chorwacji czeka na Sanadera cela w areszcie. Sąd w Zagrzebiu postanowił, że spędzi w niej co najmniej miesiąc.
Polowanie na byłego premiera ma też cel propagandowy.
Chorwacja, która wkrótce zostanie członkiem Unii Europejskiej, chce pokazać Brukseli, ze walkę z korupcją bierze na serio. W więzieniu siedzi już kilku bliskich współpracowników Sanadera.