Do takiej sytuacji doszło ostatnio we wsi Kamienka w obwodzie donieckim na wschodzie Ukrainy. - Biznesmeni zwołali zebranie, na które ściągnęli 80 osób, w większości nietutejszych. Kazali im podpisać protokół, że Patriarchat Moskiewski bierze budynek cerkwi pod opiekę, bo my doprowadziliśmy go do opłakanego stanu - mówi arcybiskup Siergiej z Patriarchatu Kijowskiego.
Duchownych na zebranie nie wpuszczono - zatrzymali ich przywiezieni z Doniecka ochroniarze. W środę grupa mężczyzn próbowała siłą przejąć świątynię, ale nie dopuścili do tego parafianie, którzy zabarykadowali się w budynku.
To wszystko dzieje się przy cichym przyzwoleniu władz, które popierają działania moskiewskiej Cerkwi. Przedstawiciele Patriarchatu Kijowskiego zwrócili się więc z prośbą o powstrzymanie nowej fali wojen religijnych bezpośrednio do prezydenta Wiktora Janukowycza.
Według przedstawicieli Patriarchatu Kijowskiego ich koledzy z Patriarchatu Moskiewskiego od dłuższego czasu dokładają wszelkich starań, aby odebrać im świątynie i parafian. Obiecują, że pod opieką Moskwy cerkwie będą miały więcej pieniędzy. Są też straszeni, że jeśli nie przekażą dobrowolnie budynków, to i tak zostaną im one odebrane na mocy prawa.
Na Ukrainie istnieją trzy odłamy prawosławne: stanowiący część Rosyjskiej Cerkwi Ukraiński
Kościół Prawosławny Patriarchatu Moskiewskiego, uznający się za spadkobiercę Patriarchatu Konstantynopolitańskiego Ukraiński Kościół Prawosławny Patriarchatu Kijowskiego oraz Autokefaliczny Ukraiński Kościół Prawosławny.
Kanoniczny, czyli uznawany przez inne Kościoły prawosławne działające na świecie, jest tylko ten pierwszy.
Najwięcej Ukraińców, bo ponad 30 proc., identyfikuje się jednak z Patriarchatem Kijowskim powołanym po upadku ZSRR, który dominuje zwłaszcza w centrum kraju, skupiając w większości ludność wiejską posługującą się na co dzień językiem ukraińskim (na wschodzie powszechny jest rosyjski).
Według przedstawicieli Patriarchatu Moskiewskiego coraz więcej Ukraińców zaczyna myśleć o powrocie do Kościoła kanonicznego, bo będąc poza nim, mają "silne poczucie niższości". Takie poczucie podsyca w nich rosyjska cerkiew, która coraz mocniej podkreśla swoje prawo do zwierzchnictwa nad cerkwią na Ukrainie - tak jak było to w czasach cesarstwa rosyjskiego. Wyznawców innych odłamów prawosławia nazywa grzesznikami.
Od kiedy głową państwa został na początku roku prorosyjski prezydent
Wiktor Janukowycz, władze stały się mniej przychylne Patriarchatowi Kijowskiemu. Poprzedni prozachodni prezydent
Wiktor Juszczenko usiłował zjednoczyć Kościoły, ale spotkało się to z niezadowoleniem Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej. Zdaniem wielu polityków i ekspertów rosyjska cerkiew chce wzmocnić wpływy Rosji na Ukrainie i przy okazji przejąć majątek Patriarchatu Kijowskiego - kiedyś wspólny.
Patriarcha Moskwy i Wszechrusi Cyryl, który coraz częściej odwiedza Kijów, podkreśla, że "nie czuje się na Ukrainie jak u siebie w domu, lecz jest w domu".