http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

We trzech po 80 baniek

Jacek Szczerba
2010-12-12, ostatnia aktualizacja 2010-12-12 09:09

Wrocław. W drugi dniu kręcenia filmu ''80 milionów'' Waldemara Krzystka powstawały sceny walk demonstrantów z ZOMO na moście Grunwaldzkim
Wrocław. W drugi dniu kręcenia filmu ''80 milionów'' Waldemara Krzystka powstawały sceny walk demonstrantów z ZOMO na moście Grunwaldzkim
Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta

- A z tymi zerami się panu nie pomyliło? - Nie, jest siedem. - Czyli wypłaca pan... - 80 milionów! - Rozumiem, proszę chwileczkę poczekać

Waldemar Krzystek na planie filmu ''80 milionów''
Fot. Mieczysław Michalak / Agenc
Waldemar Krzystek na planie filmu ''80 milionów''
Na planie filmu Waldemara Krzystka ''80 milionów''
Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta
Na planie filmu Waldemara Krzystka ''80 milionów''
Na planie filmu Waldemara Krzystka ''80 milionów''
Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta
Na planie filmu Waldemara Krzystka ''80 milionów''
To tym fiatem jedzie 80 milionów
Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta
To tym fiatem jedzie 80 milionów
SERWISY

Czekamy na Wasze listy: listydogazety@gazeta.pl



To rozmowa bankowej kasjerki i Józka (Krzysztof Czeczot), która odbywa się we wrocławskim banku 3 grudnia 1981 roku. Józek przyszedł tam z Piotrem (Maciej Makowski), który dźwiga dwie walizki na pieniądze - brązową skórzaną i drugą w czerwono-czarną kratę. Walizki okażą się zresztą za małe jak na tę furę banknotów. Trzeci z kolegów - Staszek (Wojciech Solarz) - czeka na zewnątrz w samochodzie.

Skąd to wiem? Bo widzę, jak powstawała o tym scena z filmu Waldemara Krzystka "80 milionów".

Film opowiada o słynnej wrocławskiej akcji działaczy "Solidarności" - Józef Piniora, Stanisława Huskowskiego i Piotra Bednarza - którzy dziesięć dni przed ogłoszeniem stanu wojennego podjęli z wrocławskiej placówki NBP przy ul. Ofiar Oświęcimskich pieniądze należące do Dolnośląskiego Regionu Solidarności.

W swoich prywatnych apartamentach ukrył je potem ksiądz kardynał Henryk Gulbinowicz (Adam Ferency). 80 milionów przydało się do finansowania podziemnej "Solidarności", kierowanej we Wrocławiu przez Władysława Frasyniuka (Filip Bobek).

Część bankowa była nagrywana w sali prawdziwego banku, który akurat zmienił siedzibę. Lekko przecharakteryzowano ją na dawne czasy. Przyglądam się też kręceniu sceny, w której tłum ludzi w zgrzebnych zimowych ubraniach rzuca się do okienek zaraz po otwarciu banku. Chcą wypłacić swoje oszczędności, które zaraz zeżre inflacja. Filmuje ich kamera na długim podnośniku. Pod koniec ujęcia ogląda tłum z góry.

W przerwie obiadowej rozmawiam z reżyserem w gabinecie dawnego prezesa banku. Waldemar Krzystek siada za jego szerokim biurkiem.

Jacek Szczerba: Skok na bank w pańskim filmie jest specyficzny. Widz z zagranicy miałby problem z jego zrozumieniem.

Waldemar Krzystek: Każdy, kto nie zaznał życia za żelazną kurtyną, zawsze będzie miał problem, żeby pojąć komunistyczną paranoję.

Jeden z bohaterów filmu mówi o tym: "Zachowujemy się, jakbyśmy mieli ukraść te pieniądze, knujemy coś, a przecież jesteśmy legalnie działającym związkiem zawodowym, który idzie po swoje, legalnie zgromadzone na koncie pieniądze, do legalnego banku. W czym problem?".

Potem mamy w filmie wytłumaczenie, jaka byłaby reakcja władz, gdyby wiedziały, że związkowcy chcą pobrać własne 80 mln - zablokowano by wypłatę pod byle pretekstem.

Wtedy groza wisiała w powietrzu, czuło się zbliżającą się rozprawę z "Solidarnością".

Ze wszystkich regionów "Solidarności" tylko dolnośląski zachował się tak przytomnie. Ta akcja niesłychanie podtrzymała ludzi na duchu. Mimo traumy pierwszych tygodni stanu wojennego ludzie we Wrocławiu podnieśli głowy: że jednak się udało. Reżimowa propaganda zaraz zadziałała - trąbiono, że ci, którzy pobrali pieniądze - Pinior, Huskowski i Frasyniuk - wyjechali z nimi za granicę, że trwonią robotniczą krwawicę w kasynach w Wiedniu. Ale nikt w to nie uwierzył. Natarczywość tej propagandy pokazywała, jak ta wypłata ugodziła we władzę.

Jaki okres obejmie "80 milionów"? Czy poznamy dalsze losy bohaterów wypłacających pieniądze?

- Film będzie trwał tylko dwie godziny, więc nie wszystko da się w nim pomieścić. W prologu pokażemy euforię pierwszej "Solidarności", gdy bohaterowie się spotykają. Mamy lato 1980 roku, manifestację na moście Grunwaldzkim, bo właśnie podpisano Porozumienia Sierpniowe. Tłum idzie pod strajkującą zajezdnię. Jest tam Władysław Frasyniuk, jest Piotr Bednarz, jest nieznany wówczas nikomu Staś Huskowski, który pod zajezdnią poznaje swoją przyszłą filmową żonę. Rejestrujemy też moment, gdy na dzień przed podpisaniem porozumień pod strajkującą zajezdnię przyjeżdża Filharmonia Wrocławska. Wysiadają muzycy w garniturach, wynoszą instrumenty. Dają koncert w podzięce strajkującym. Frasyniuk mówił mi, że wtedy pierwszy raz był poruszony muzyką symfoniczną. Wcześniej znał głównie to, co nadawał radiowęzeł: Vondraekovą, Połomskiego. My umieściliśmy w tej scenie symfonię "Z Nowego Świata" Antonina Dworzaka, bo dziś już nikt nie może sobie przypomnieć, co wtedy naprawdę grano.

Potem jest cięcie i akcja przenosi się 13 miesięcy do przodu. Zima, śnieg, przez most Grunwaldzki jedzie konwój z pieniędzmi. Ludzie są szarzy, tracą nadzieję. Czują, że zbliża się konfrontacja. Ale naszych trzech bohaterów - w kontrze do pesymistycznego nastroju - postanawia ocalić związkowe pieniądze. Wiedzą, że będą potrzebne, gdy zaczną się represje - dla wsparcia ludzi wyrzucanych z pracy, dla rodzin internowanych. To, że pieniądze wziął na przechowanie arcybiskup metropolitalny ksiądz Henryk Gulbinowicz, osoba już wcześniej bardzo we Wrocławiu poważana, było gwarancją, że wszystko jest przeprowadzone uczciwie i przejrzyście.

Później mamy aresztowania z 13 grudnia i epilog rozgrywający się 31 sierpnia 1982 roku, w rocznicę podpisania porozumień.

We Wrocławiu doszło wtedy do największych "naruszeń porządku publicznego". W kilku punktach miasta były wielkie demonstracje, wojny z oddziałami ZOMO. Jedna z nich odbyła się na moście Grunwaldzkim. Więc mamy taką ramę fabularną z mostem. Ten most jest zresztą symbolem miasta - logo Wrocławia na Euro 2012 to też jest uśmiechnięty most Grunwaldzki. Sceny demonstracji na moście kręciliśmy na tyle realistycznie, że kilku aktorów niestety zostało poszkodowanych.

Słyszałem, że odrodziły się tam emocje demonstracji z roku 1982.

- Baliśmy się, że statyści ostrzelani przez armatki wodne nie będą chcieli długo chodzić w mokrych ciuchach. Po ujęciu powiedziałem im przez megafon: "Jest jako tako, od biedy może być". A oni krzyczą: "Jeszcze jeden, jeszcze jeden". Chcą kolejnego dubla.

Źródło: Duży Format
  • 18 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    30 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':