http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Szef Wikileaks za kratkami

Mariusz Zawadzki, Waszyngton
2010-12-08, ostatnia aktualizacja 2010-12-07 22:42

Julian Assange wczoraj przed londyńskim sądem. Brytyjskie prawo nie zezwala na robienie zdjęć w takich sytuacjach i fotografów zastępują rysownicy
Julian Assange wczoraj przed londyńskim sądem. Brytyjskie prawo nie zezwala na robienie zdjęć w takich sytuacjach i fotografów zastępują rysownicy
Fot. Elizabeth Cook AP

Julian Assange został wczoraj aresztowany, gdy zgłosił się na posterunek brytyjskiej policji. Ale nie za ujawnianie dokumentów dyplomatów USA - Szwecja ściga go listem gończym, bo miał zgwałcić dwie kobiety. Assange zaprzecza

SONDAŻ
Jak oceniasz aresztowanie Assange'a?

Negatywnie, na pewno ma związek z jego działalnością
Pozytywnie - jeśli jest podejrzany, powinien odpowiedzieć przed sądem
Nie wiem - poczekam na więcej inforrmacji
Nie obchodzi mnie to

Assange sam stawił się wczoraj rano w komisariacie policji w stolicy Wielkiej Brytanii. Jego prośba o wypuszczenie z aresztu za kaucją została odrzucona. Sąd uznał, że szef Wikileaks prowadzi włóczęgowski tryb życia, przez co jest nieuchwytny (mieszka u fanów portalu w różnych krajach, stale podróżując), ma też dość pieniędzy z datków dla Wikileaks, żeby przeboleć utratę kaucji. W dodatku Szwecja stawia mu poważne zarzuty i domaga się ekstradycji. Assange posiedzi w areszcie przynajmniej do kolejnej rozprawy w sądzie 14 grudnia. Dziesiątki fanów Wikileaks przed budynkiem sądu krzyczały: - Kochamy cię! Znane osobistości, w tym reżyser Ken Loach, mówiły, że mogą wpłacić kaucję i poświadczyć za Assange'a. Szef Wikileaks nie zgadza się na ekstradycję.

Od dziesięciu dni portal, który wcześniej ujawnił wykradzione armii i wywiadowi USA raporty z Afganistanu i Iraku, publikuje depesze z amerykańskich ambasad na całym świecie, wywołując wściekłość w Waszyngtonie i wielu innych stolicach.

Wikileaks ogłosił w internecie, że bez względu na losy szefa będzie dalej ujawniał raporty. Assange udostępnił też chętnym zaszyfrowany plik "insurance", który każdy może sobie ściągnąć na komputer. Gdyby mu się coś stało, będzie można otrzymać hasło i miliony internautów na całym świecie będą mogły przeczytać wszystkie 250 tys. wykradzionych depesz dyplomacji USA.

Amerykanie zarzucają Assange'owi, obywatelowi Australii, że wystawił na szwank bezpieczeństwo USA i naraził życie współpracowników Stanów Zjednoczonych na świecie. Prokurator generalny Eric Holder zapowiedział w poniedziałek, że również zamierza go formalnie oskarżyć i ścigać.

W ostatnich dniach spotkały Wikileaks i jego szefa liczne szykany, które - jak twierdzi Assange - są wynikiem zabiegów Waszyngtonu. Portalowi odebrano nazwę Wikileaks.org (przeniósł się do Szwajcarii i można go oglądać pod Wikileaks.ch albo Wikileaks.pl), Amazon.com wyrzucił go ze swoich serwerów, a PayPal i szwajcarski bank pocztowy zamknęły Assange'owi konta razem z datkami internautów rzędu 100 tys. dol. Bank pocztowy uzasadniał swoją decyzję tym, że Assange podał fikcyjny adres w Genewie, co jest o tyle dziwne, że szwajcarskie banki słyną z tego, że swoim klientom wybaczają bardzo wiele. Wczoraj również Visa ogłosiła, że nie będzie można z kart kredytowych z jej znakiem wspierać Wikileaks.

Z szeregu wyłamuje się tylko szwajcarski Switch, który nadaje nazwy domen internetowych z końcówką .ch. Ogłosił on mimo nacisków rządów USA i Francji, że nie zamierza wyrzucać portalu ze Szwajcarii.

Jeśli jednak chodzi o oskarżenia o gwałty, to wydaje się mało prawdopodobne, żeby maczały w nich palce amerykańskie służby. Sprawa jest dość prozaiczna - Assange'a oskarżają dwie Szwedki, które spotkały się z nim w sierpniu br. Szef Wikileaks przyjechał do Sztokholmu na zaproszenie lewicowej organizacji Ruch Braterstwa, żeby opowiedzieć o swojej idei państwa otwartego, niemającego żadnych tajemnic przed obywatelami.

Pierwsza z kobiet, znana szwedzka feministka, była organizatorką tej wizyty. Oddała Assange'owi swoje mieszkanie do dyspozycji i wyprowadziła się. Którejś nocy wrócili po kolacji razem do mieszkania i przeżyli upojną noc, zakłóconą tylko - jak oboje przyznają - pęknięciem prezerwatywy. Następnego dnia feministka urządziła party na cześć Assange'a i nic nie wskazywało na to, że zamierza go o cokolwiek oskarżać.

Na jednym ze spotkań Assange'a pojawiła się zafascynowana nim szwedzka fotografka, która bardzo chciała go poznać. Po kilku dniach szef Wikileaks odwiedził ją w rodzinnym miasteczku pod Sztokholmem. Musiała kupić dwa bilety na pociąg, bo legendarny buntownik twierdził, że nie ma gotówki, a z karty kredytowej korzystać nie chce z obawy przed CIA. W przedziale, jak zeznawała potem fotografka na policji, Assange więcej interesował się komputerem niż nią. Ale już na miejscu bardzo się do siebie zbliżyli, najpierw z prezerwatywą, a potem bez. Fotografka obawiała się, że zaraziła się chorobą weneryczną, i zwierzyła się ze swoich dylematów feministce.

Kilka dni później obie kobiety oskarżyły Assange'a, że zmusił je do stosunków bez prezerwatywy - jedną miał rzekomo posiąść, gdy spała. Sąd musi zdecydować, czy klasyfikować to jako gwałty, czy jako "seks przez zaskoczenie". To ostatnie to wykroczenie znane tylko szwedzkiemu systemowi sprawiedliwości, karane - jak twierdzi prawnik Assange'a - grzywną ok. 700 dol.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':