http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wikileaks o trudnych relacjach Polski z USA

Marcin Górka, rim
2010-12-08, ostatnia aktualizacja 2010-12-07 21:19

Warszawa nie była zadowolona, że plany obronne NATO na wypadek ataku na nasz kraj zostały opracowane razem dla nas i państw bałtyckich. Nie była też zadowolona z rozmieszczania w Polsce nieuzbrojonych rakiet Patriot, porównując je do "doniczek z kwiatami".

ZOBACZ TAKŻE
To kolejne newsy z opublikowanych we wtorek przez portal Wikileaks depesz amerykańskich dyplomatów. I choć w dokumentach opisanych wczoraj przez brytyjski dziennik "Guardian" nie ma sensacji - o planach obronnych NATO jako pierwsza pisała niedawno "Gazeta", a polskie niezadowolenie z nieuzbrojonych patriotów było znane - to przynoszą one dużo więcej szczegółów na temat samych negocjacji pomiędzy Warszawą a Waszyngtonem.

NATO przewiduje, że w wypadku ataku na Polskę, Litwę, Łotwę lub Estonię bronić ich będzie dziewięć dywizji: polskich, brytyjskich, amerykańskich i niemieckich. Wyznaczono też polskie i niemieckie porty, gdzie mogą zostać przerzucone wojska oraz okręty.

Z dokumentów amerykańskiej misji przy głównej kwaterze NATO w Brukseli wynika, że decyzja o powstaniu planów obronnych podjęta została w styczniu br. pod naciskiem USA. W przyszłym roku mają się już odbyć pierwsze ćwiczenia morskie na wypadek napaści na Polskę lub kraje bałtyckie.

Wiemy już, dlaczego plany obronne zostały opracowane tak późno. Litwa, Łotwa i Estonia od wstąpienia do Sojuszu w 2004 r. skarżyły się, że są traktowane jak członkowie drugiej kategorii, bo ich prośby o przygotowanie planów na wypadek ataku były ignorowane. Także Polska miała twierdzić, że deklaracje NATO o solidarnej obronie swoich członków (wynika to z art. 5 Paktu Północnoatlantyckiego) są niewiele warte, jeśli nie są poparte konkretnymi planami.

Poprzedni dowódca sił Sojuszu amerykański gen. John Craddock napotkał jednak opozycję wśród krajów Europy Zachodniej na czele z Niemcami, obawiających się negatywnej reakcji Rosji.

Przełom nastąpił pod koniec 2009 r. Kraje bałtyckie naciskały wówczas na opracowanie twardych gwarancji bezpieczeństwa po tym, jak Rosjanie zorganizowali wraz z Białorusinami wielkie manewry "Zapad" - symulację uderzenia na sąsiadujące z nimi kraje NATO. Gdy dodatkowo kraje bałtyckie zgodziły się na "reset" stosunków z Moskwą, "to uspokoiło Niemców" - piszą amerykańscy dyplomaci.

Nie była z tego szczęśliwa Polska, bo zdaniem naszych dyplomatów włączenie planów obronnych Polski w ogólne plany obrony krajów bałtyckich rozmywa zobowiązania sojusznicze wobec Warszawy. Ówczesny wiceszef MON Stanisław Komorowski mówił dyplomatom USA, że "jest sceptyczny co do tego, by planowanie regionalne było najlepsze, Warszawa wolałaby specjalne plany dla Polski". Amerykanie byli innego zdania, twierdząc, że rozszerzone plany wzmocnią bezpieczeństwo Polski.

Konsekwencją tych planów ma być zaoferowana Polsce przez USA pomoc w postaci rozmieszczenia specjalnych sił morskich w Gdańsku i Gdyni, rotacyjnego "wypożyczenia" eskadry myśliwców F-16 oraz przeniesienia z Niemiec samolotów transportowych C-130 Herkules, które miałyby stacjonować na terenie naszego kraju od 2013 r.

Bardzo ciekawe są fragmenty depesz dotyczących rozmieszczenia w Polsce rotacyjnej baterii rakiet Patriot, które rząd Donalda Tuska wynegocjował jeszcze z administracją George'a Busha w zamian za zgodę na budowę elementów tarczy antyrakietowej. "Nikt nie powiedział Polakom, że rakiety nie będą uzbrojone - nie tylko na początku, ale w ogóle - napisał ówczesny ambasador USA w Polsce Victor Ashe. - Gdy wspomniałem o tym wiceszefowi MON Stanisławowi Komorowskiemu, ten zdenerwowany odparł, że Polska oczekuje bojowych rakiet, a nie roślin doniczkowych".

To samo dotyczyło obsługi patriotów - Warszawa liczyła na stałą obecność w latach 2009-12 110 amerykańskich żołnierzy, USA przewidywały 20-30. Ashe wyjaśniał, że w sprawie patriotów trzeba być bardzo ostrożnym, że "premier Donald Tusk nie jest wielkim fanem tarczy antyrakietowej w Polsce i sprzedał opinii publicznej patrioty za tarczę, tłumacząc, że bateria zwiększy bezpieczeństwo kraju".

Dużo mniej twardy - jak twierdzi Ashe - był w tej sprawie wiceszef MSZ Witold Waszczykowski, główny negocjator tarczy w Polsce (dziś w PiS). Bo „Polska i USA mają wiążącą polityczną umowę w sprawach bezpieczeństwa, którą - mam nadzieję - Stany Zjednoczone będą respektować. Dodał, że Polska chce » amerykańskich butów na ziemi «- nie jako wycieczkę, ale dla odstraszania” - pisał Ashe o słowach Waszczykowskiego.

Ambasador informował też Waszyngton, że ówczesny marszałek Sejmu Bronisław Komorowski i szef gabinetu politycznego premiera Sławomir Nowak domagają się od USA respektowania warunków umowy dotyczących patriotów, nawet jeśli Waszyngton zrezygnuje z tarczy. "Komorowski przekonuje, że USA muszą chociaż symbolicznie zademonstrować gotowość do obrony polskiego terytorium" - podkreślał Ashe.

- Możemy z satysfakcją ocenić to, jak oceniano nasze zachowanie w trakcie tych negocjacji - stwierdził wczoraj premier Tusk. - Jeśli coś niepokoi, to światło rzucone przez te przecieki na charakter relacji pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Polską, a także innymi sojusznikami. Mam dość ponurą satysfakcję, że nawet w najbliższych sojuszniczych relacjach trzeba uprawiać politykę bez złudzeń.

Patrioty są w Polsce od maja br. Nieuzbrojone służą tylko do celów szkoleniowych.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 9 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':