W imię Ojca i Syna
i Ducha Świętego,
Niepokalana Światłości,
Błagam Cię, łask mi udziel swych,
Aż do ostatniej godzinyLitania do Świętej Śmierci - La Santa Muerte - wisi w kapliczce ku Jej czci w dzielnicy Tepito w stolicy Meksyku. W Tepito mieszka biedota. Dzielnica jest siedliskiem gangów - bez "ochrony" miejscowych lepiej się tu samotnie nie zapuszczać. Jest niedziela, przedpołudnie. Do wzniesionej na niewielkiej, bocznej ulicy kapliczki Świętej Śmierci idą wierni. Młodzi, w średnim wieku, starzy. Więcej kobiet niż mężczyzn. Są matki z dziećmi, babcie z wnukami.
Zapalają małe świeczki i wielkie świece. U stóp figur i figurek przedstawiających Ją ustawiają butelki, kieliszki, kładą koperty z prośbami do Niej. Wrzucają monety do skarbonki. Stoją w skupieniu. Modlą się.
Wierzą tylko jejTradycyjne meksykańskie obrazy śmierci mają w sobie coś radosnego - cieszymy się, bo zmarli wracają na chwilę między nas.
Wizerunki La Santa Muerte są inne: majestatyczne, niepokojące, ponure. Mają coś ze średniowiecznego wyobrażenia Śmierci jako żniwiarza.
Niezwykłe, że nazywa się Ją "świętą" i czci, jakby była jedną z katolickich świętych albo wręcz córką Boga.
Kult rozkwita w tak odległych regionach jak Chiapas i Zacatecas, jak Veracruz i Baja California. Zaczął się rozprzestrzeniać w dzielnicach biedy na początku dekady, a rozkwitł w ostatnich czterech- pięciu latach, gdy kraj zalała fala przemocy: masowe zabójstwa, porwania dla okupu, wymuszenia haraczy będące częścią rywalizacji między kartelami narkotykowymi. W ostatnich czterech latach wwojnie, do której wkroczyła też armia i policja federalna, zginęło już prawie 30 tysięcy ludzi. Zwracają się do Niej z lękiem i szacunkiem; proszą, by była łaskawa i ich chroniła. Wszyscy kiedyś umrzemy, ale niech Santisima nie zabiera zbyt szybko ojca i matki, syna i córki, brata i siostry. Stawiają jej kaplice, kapliczki, ołtarze, ołtarzyki gdzie tylko się da. W stolicy Meksyku badacze tego kultu naliczyli ich ponad 300.
Zagaduję wiernych, o co przyszli Ją prosić.
Kobieta około pięćdziesiątki: -W zeszłym tygodniu ukradli nam samochód. Od razu przyszłam Ją poprosić, żeby się odnalazł. I odnalazł się - to cud! Przyszłam Jej podziękować.
- A to nie policja znalazła?
- Policja, ale dzięki Jej wstawiennictwu.
Kobieta, dwadzieścia parę lat (ma naszyjnik i T-shirt zJej wizerunkiem): -Santisima wyciągnęła mojego chłopaka z więzienia. Kiedy siedział, prosiłam, żeby go chroniła, żeby mu czegoś nie zrobili. Przeżył więzienie. Teraz wyszedł. Przychodzę tu co dzień, żeby Jej dziękować.
- Jest pani katoliczką? - Tak. Najważniejszy jest Bóg Ojciec, dopiero potem Ona.
- I co na to księża?
- Mój ksiądz zobaczył kiedyś, że noszę koszulkę i biżuterię z Jej wizerunkiem. Zaczął na mnie krzyczeć, że grzech! Że nie wolno! Wysłuchałam w milczeniu, żeby się nie kłócić, i dalej tu przychodzę. Wiem, że Ona mi pomaga.
Mężczyzna, około trzydziestki (też ma naszyjnik z Jej wizerunkiem): - Przyszedłem prosić o spokój ducha. Rozwiodłem się, mam trójkę dzieci.
- Jest pan katolikiem?
-
Kościół (tu pada wiązanka niecenzuralnych słów) to największa mafia na świecie, która zbija majątek na biednych. Ja wierzę tylko Jej.