Aleksandra Klich: Jakich ludzi spotkała pani podczas swoich badań nad emigrantami na Wyspach Brytyjskich?
Halina Grzymała-Moszczyńska: Całą Polskę. Wschód i zachód. Wielkie miasta i małe wioski. Kobiety, mężczyzn, ze średnim wykształceniem i z wyższym. Gospodynie domowe, które dorabiają do renty, studentów, którzy przyjechali zarobić na studia, przedsiębiorców, którzy splajtowali w Polsce i odrabiają długi.
Większość polskich emigrantów łączy to, że pracują w zawodach poniżej swojego wykształcenia i możliwości, takich, które określa się mianem 3D: dirty, difficult, dangerous. Często nie mają nawet szansy nauczyć się angielskiego. Słyszałam o przypadku, że chłopak po kilku latach w Anglii wrócił ze znajomością hindi, bo pracował w hinduskiej restauracji. Nie kontaktował się z Anglikami.
Antropolog Tomasz Rakowski zauważył, że na początku wieku wyjechało bardzo wielu ludzi z Polski B, którzy zostali zepchnięci na margines społeczny przez transformację - z pegeerów, miejsc dotkniętych wysokim bezrobociem. Zmywak to chyba jednak awans z biedaszybów?
- Zmywak czy nielegalna praca na budowie to odpowiednik różnych marnie płatnych prac, których imali się w kraju. Mieszkają na emigracji w złych warunkach, pracują bez ubezpieczenia, a w skrajnych przypadkach, gdy chorują, tracą wszystko i lądują w namiotach nad rzeką, jak to widziałam w Nottingham.
Wyjeżdżają całymi rodzinami?
- Rzadko. Częściej emigruje jedna osoba, w domu zostawiając żonę, męża, dzieci, starszych rodziców. Liczą, że emigracja będzie trwała krótko, ale ona się przeciąga. Dzieci dorastają bez ojca, rodzice zapominają, jak wygląda dziecko. Rodziny się dzielą.
Dlaczego emigranci wracają do Polski? Bo stracili pracę z powodu kryzysu?
- Nie tylko. Bo zrealizowali założone plany, bo ich życie weszło w nową fazę, np. urodziło im się dziecko albo się rozchorowali, a pracodawca ich nie ubezpieczył. Bo doświadczyli niechęci wobec imigrantów. Bywa, że nie radzili sobie z językiem, z poczuciem obcości. A czasem wracają po prostu dlatego, że uznali, iż na emigracji nie ma szans na taką przyszłość, jakiej by dla siebie chcieli.
Zresztą migracje - mimo wydłużania się średniego okresu pozostawania za granicą - tracą charakter wyjazdu na stałe. Podobnie powroty - dziś także nie są widziane jako decyzja ostateczna.
Czy kilkuletnia emigracja zmienia ludzi? Wytwarza jakieś nowe potrzeby?
- Oczywiście. Najistotniejsze, że dzięki zyskaniu nowej perspektywy ludzie poznają, co jest dla nich ważne. Przerabiają wielokulturowość, stają się otwarci na odmienność. Dziewczyna po technikum hotelarskim z małej wioski w Beskidach wyjeżdża jako opiekunka do dzieci do Włoch i wraca do kraju, zupełnie inaczej widząc siebie i świat. W jej wiosce dalej wszyscy są przekonani, że gdy dziewczyna nie wyjdzie za mąż w wieku 20 lat, będzie starą panną, a ona wie, że to nieprawda, wcale nie musi szukać męża, że ma prawo do młodości, do edukacji, własnych wyborów.
Czy powrót emigranta do rodzinnego miasteczka, gdzie znajomość języka obcego jest ewenementem, obcych się nie lubi, a ciemnoskórego pokazuje się palcami, jest w ogóle możliwy?
- Jest bardzo trudny. Badania pokazują, że co prawda z peryferii migruje się na peryferie, czyli np. z maleńkiego miasteczka pod Lublinem do miasteczka pod Edynburgiem, ale gdy reemigranci wracają do kraju, to już nie na rodzinną prowincję, ale często do metropolii, bo przeważnie tylko metropolia zaspokoi nowe, inne potrzeby, które wytworzyła w człowieku emigracja. Dziewczyna z Beskidów wróci więc z Włoch do Krakowa, bo tam znajdzie pracę, w której wykorzysta znajomość języka, komunikatywność, otwartość na ludzi. Jej wioska z tych umiejętności nie skorzysta.
Jak ktoś wraca z emigracji, to często automatycznie przyjmujemy, że przegrał. Nie zarobił pieniędzy, nieudacznik.
- Nie rozumiemy, że życiowych osiągnięć nie da się mierzyć nowym samochodem i rosnącym kontem. Że sukcesem może być np. dojrzewanie, zyskanie innej perspektywy, zbudowanie planu na życie. Że emigracja może być etapem w życiu albo eksploracją świata.
Jaką Polskę widzi reemigrant?
- Inną od tej, którą zostawił. W świecie, w którym zmiany zachodzą tak szybko, to zupełnie naturalne.
Emigranci przechowują w pamięci zamrożony obraz kraju. Im dłużej żyją poza granicami kraju, tym bardziej ten obraz jest wyidealizowany. W dodatku jak na emigracji jest nam niedobrze, to wyobrażamy sobie Polskę, rodzinne miasto, dom jak miejsca, w których natychmiast skończą się nasze kłopoty.
Powrót do zwyczajności jest odbierany jako gwałtowna utrata przez życie kolorów. Dlatego też Polska po przyjeździe często postrzegana jest jako szary kraj, smutnych, ponurych ludzi. Sprawy, które były łatwe do załatwienia za granicą, tutaj są absolutnie nie do przeskoczenia. Nie sposób prowadzić firmę, nie sposób załatwić czegokolwiek w urzędach. Wszystko jest skomplikowane, niczego nie da się zaplanować.
Źródło: Gazeta Wyborcza