http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zwycięzcy myślą inaczej

rozmawiał Wojciech Staszewski
2010-12-04, ostatnia aktualizacja 2010-12-03 14:20

Jak ktoś chce, to szuka sposobu. Jak nie chce, szuka powodu
Jak ktoś chce, to szuka sposobu. Jak nie chce, szuka powodu
rys. Jacek Gawłowski

- Błędy zawsze można naprawić, ale czas stracony na podejmowanie decyzji jest nie do odzyskania - z Miłoszem Brzezińskim rozmawia Wojciech Staszewski

Szkoła uczy, że najgorszą rzeczą, jaka może ci się przydarzyć, jest błąd. to nieprawda
rys. Jacek Gawłowski
Szkoła uczy, że najgorszą rzeczą, jaka może ci się przydarzyć, jest błąd. to...
Kluczem do sukcesu jest zadawanie innych pytań niż wszyscy
rys. Jacek Gawłowski
Kluczem do sukcesu jest zadawanie innych pytań niż wszyscy
ZOBACZ TAKŻE
SONDAŻ
Czy polski system edukacji przygotowuje młodych ludzi do życia we współczesnym społeczeństwie?

Tak
Nie

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Jak odnieść sukces?

- Facet w Szczecinie założył klinikę stomatologiczną, przyjeżdżają do niego ludzie aż ze Szwecji. Mówił mi, że w życiu by do tego nie doszedł, gdyby lokalne grono medyczne nie chciało go wygryźć. To, co osiągnął, zrobił ze złości. Jest jednym z wielu przykładów ludzi sukcesu, którzy dali radę, ponieważ było im trudno. Tak jak np. Bill Gates - jemu też było trudno, wsadzali mu głowę do kibla w szkole, pastwili się nad nim. Dlatego mówienie, że jest mi trudno i dlatego nie dam rady, to tłuczenie się z rzeczywistością. Ludzie nie odnoszą sukcesu dlatego, że wszystko im się podkłada, ale pomimo trudności.

W Wielkiej Brytanii szukano wspólnej cechy u self-made milionerów. Na podstawie badań znaleziono jedną: 44 proc. z nich ma dysleksję.

Co ma dysleksja do sukcesu?

- Za tym idą dwa wyjaśnienia. Pierwsze, że jak ktoś ma dysleksję, to od początku wie, że w życiu jest trudno i trzeba się starać. A drugie, że osoby z dysleksją, kontaktując się z innymi ludźmi, rzadziej do nich piszą (bo boją się popełnić błąd), a częściej dzwonią i rozmawiają.

Mnie bardziej przekonuje teoria o kontaktach. Dziś najwięcej pieniędzy robi się, szukając ludzi, którzy coś potrafią zrobić, i kontaktując ich z ludźmi, którzy tego potrzebują. Najcenniejszą rzeczą jest teraz książka telefoniczna w komórce i liczba ludzi, z którymi jesteś po imieniu. W latach 60. menedżer poznawał 25 osób w ciągu roku, dzisiaj poznaje tylu w ciągu miesiąca.

Jeśli jesteś laboratoryjnym onanistą, wszystko robisz sam, siedzisz w kącie, a świat cię nie rozumie - to nie masz szans. Dopóki nie nauczysz się tworzyć sieci kontaktów społecznych.

Spotkałeś takich laboratoryjnych onanistów?

- W każdej firmie. Zwłaszcza w branży IT wiele osób dobrze się czuje w Excelu, a gorzej między ludźmi. Niektórzy mają wprost kosmiczną wiedzę, konkurują z najlepszymi na świecie, są wybierani do wielkich projektów. W branży IT to łatwe, bo ona jest bardzo elastyczna: możesz programować w Polsce, wyjechać do Szwecji i robić to samo, bo język jest ten sam, poza językiem menu, ale to da się ominąć. W odróżnieniu np. od zawodu terapeuty, który jest bardzo nieelastyczny pod tym względem.

Mam w pamięci faceta z branży IT, geniusza. Dla niego najważniejsze było doświadczenie, nie pracował "dla sukcesu", tylko żeby się czegoś dowiedzieć. Chciał jeździć na konferencje, umówił się ze swoją firmą, że dopłacała mu połowę do jego wyjazdów, a potem to organizatorzy zaczęli mu płacić za to, żeby przyjeżdżał. W końcu firma zaczęła go wypożyczać - w jednym tygodniu pracował na Węgrzech, w następnym w Indiach, potem wracał do Polski itd.

To laboratoryjny onanista, ale z wbudowaną książką telefoniczną. Bo podróżując po świecie, musiał nabyć drugą umiejętność - dogadywania się z innymi ekspertami i błyskawicznego wchodzenia w tryby zespołu. Bo urządzenia mają dziś więcej niż jedną funkcję. Pokaż swój zegarek. Co on ma oprócz mierzenia czasu?

Stoper i GPS.

- Widzisz. Ładny ten zegarek, więc pewnie jest też nieco biżuterią. To razem cztery funkcje. Ludzie, którzy noszą zegarek tylko do mierzenia czasu, są wymierającym gatunkiem, bo urządzenie, które ma tylko jedną funkcję, jest zbyt mało efektywne i marnuje miejsce. Jednofunkcyjny pracownik też. Współczesny ekspert musi wchodzić w zespół i od razu działać na pełnych obrotach.

Polski zwyczaj jest taki, że się robi długą rekrutację, jeszcze dłużej ludzie się wdrażają. A jak się okaże, że się nie sprawdzają, to wszyscy się łapią za głowę, że zanim się go zwolni i zatrudni kogoś, kto być może się sprawdzi, to straty będą takie, że nie będzie już gdzie zatrudniać.

System amerykański wygląda tak, że wszyscy mają być "plug and play". Są od razu wpinani w zespół, dostają instrukcje, z których my się czasem podśmiewamy, mają to przeczytać w dwa dni, a od trzeciego pracować na pełnych obrotach. Kto się sprawdza - zostaje, kto się nie sprawdza - jest szybko wypinany. Niedawno w "Dużym Formacie" prof. Zygmunt Bauman wspomniał, że średnia czasu zatrudnienia w Dolinie Krzemowej wynosi osiem miesięcy. Selekcja jest szybka. Wszystko, co przeciętne albo zbliżone do przeciętnego, jest od razu odcinane.

Jak wygląda tradycyjna polska firma?

- W polskiej firmie uważa się wciąż, że powinno się dostawać pieniądze za ciężką pracę. Że jak się narobi projektów, spotkań, slajdów, to za to jest ta pensja. Nie jest za to. Jest za efekt. Efektu nie ma - nie ma pieniędzy. Można nie pracować i mieć efekt, nie powinno to nikomu przeszkadzać, zwłaszcza pracodawcy.

Druga specyfika, że jako naród jesteśmy bardzo kreatywni; Niemcy, Szwedzi , Finowie - gdzie im do nas...

Źródło: Duży Format
  • 5
  • 1
  • 1
  • 46 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    81 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':