http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

W interesie gminy

Joanna Klimowicz, Jakub Medek
2010-12-03, ostatnia aktualizacja 2010-12-02 22:25

- Przyjedźcie, pomóżcie! My w tym gułagu już nie dajemy rady - proszą przed wyborami mieszkańcy gminy Andrzejewo. Skarżą się, że wójt zastrasza ludzi

SERWISY
Antoni Cymbalak jest wójtem od 18 lat. Jak na lokalne warunki, jest majętny - ma plantację borówek, stawy rybne.

"Dość" jego rządom powiedziało cztery lata temu Towarzystwo Rozwoju Ziemi Andrzejewskiej. Założyli je zdesperowani 30-latkowie. Wójt nie chciał udostępnić im na spotkania gminnych sal. - Nie można mieszkać tam, gdzie strach się odezwać czy mieć własne pomysły - mówi Renata Damętka, przez dwa lata szefowa Towarzystwa.

W gminie położonej w północno-wschodniej części Mazowsza mieszka 4,5 tys. osób. Największym pracodawcą jest urząd gminy i podległe mu jednostki. Aż 90 proc. mieszkańców to drobni rolnicy.

Dobry człowiek od kielicha

Niedziela, 21 listopada, I tura wyborów samorządowych. Na korytarzu lokalu wyborczego tłum. Komisja w nerwach. Przed chwilą wójt próbował rozmawiać z głosującymi. To złamanie ciszy wyborczej, więc skończyło się awanturą z przewodniczącym komisji.

- Jak się nic tu nie zmieni, to moje ostatnie głosowanie! - wykrzykuje młody mężczyzna. Matka go uspokaja: - Nic nie mów. On zaraz wszystko będzie wiedział.

Jakby przepowiedziała. Na parking zajeżdża autem wójt. Robi rundę i fotografuje nas, "obcych".

- Głosujących wójt zastrasza albo przekupuje wódką. Zwozi ich na wybory samochodem straży pożarnej - wyliczają opozycjoniści.

- Ja głosowałem na dobrego człowieka, który czasem kielicha postawi - uśmiecha się starszy wyborca pod lokalem wyborczym. Amatorów kielicha można znaleźć przed Centrum Handlowym - sklepem żony wójta.

Cymbalak w dzień wyborów dwoi się i troi. Wciąga do samochodu dwóch chwiejących się pod sklepem wyborców wymachujących flaszką i odjeżdża. Na rozmowę nie ma czasu. Później powie nam, że wie, "kto za tym wszystkim stoi". "To wszystko" to wyborcze odchylenia od andrzejewskiej normy. Na 3,5 tys. uprawnionych do głosowania zarejestrowano aż 24 komitety wyborcze.

Opozycjoniści skrzyknęli na dzień wyborów "patrol społeczny", 30 osób krążyło, przekazując sobie, gdzie jest wójt, sekretarz, samochód z alkoholem. Twierdzą, że Cymbalak zebrał ponad sto pełnomocnictw (do głosowania w imieniu osób starszych lub niepełnosprawnych). Wójt odpowiada, że jest ich góra 60, ale jak na tak małą gminę, to znaczna liczba.

Walka na ulotki

- Opozycja? To wąska, ale krzykliwa grupka. Rozrzucali anonimy przed ciszą wyborczą - mówi wójt. "Patrol" przyznaje, że w piątek przed wyborami roznosili apel o uczciwość.

Wójt odpowiedział kontrulotką, nazywając opozycyjnych kandydatów tchórzami i desperatami.

Anna Kaliściak i Dariusz Pękała (oboje wybrano na radnych) spotkali wójta w sobotę. - Zatrzymał się przed domem mojej koleżanki i wszedł na posesję z pismem w ręce. Co to mogło być, jeśli nie odpowiedź na apel? - opowiada Kaliściak. - Powiedziałam: "Dziś cisza wyborcza!". A on do mnie: "Jesteś wredną babą. Spotkamy się w sądzie".

Pękała: Do mnie rzucił: "A ty, ch..., jeszcze zobaczysz".

Wójt: Mogłem w sobotę z kimś rozmawiać na temat tych paszkwili, ale agitacji nie robiłem.

Buntownicy poprosili o pomoc marszałka mazowieckiego Adama Struzika. Po I turze przyjechał na spotkanie. W Andrzejewie sali nie mogli dostać, spotkali się więc w sąsiedniej gminie.

- Sygnały są bardzo niepokojące. Marszałek wystosował pismo do komisarza wyborczego z prośbą, by przyjrzał się II turze - mówi Artur Andrysiak, sekretarz Struzika.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 46 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    53 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':